Przed każdą książką najnudniejszą częścią jest sprawdzanie źródeł i sprawdzanie, jak to czy owo działa. Poczytać nieco mitów, sprawdzić, ile ważył miecz, jak szybko można przebyć jakąś odległość, jak zachowuje się ranny człowiek – albo, jak smakuje ludzkie mięso. Potem się okazuje, że i tak część tej wiedzy trzeba nagiąć, a część eksperci stwierdzą, że to bzdury. Przy pisaniu “Tęczy” znajomy ratownik medyczny powiedział mi na przykład, że jakieś jedno zdanie jest absolutnie bzdurne, niemożliwe, ale… żebym je zostawił, bo fajnie brzmi i większość czytelników bzdury i tak nie zauważy.

Podczas pracy nad najnowszą powieścią przyszło mi do głowy, że piszę o strzelaninach, różnych karabinach, pistoletach itp bazując tylko i wyłącznie na wiedzy książkowej oraz filmikach z youtube. Myśl ta mnie dręczyła już długo i w końcu nie wytrzymałem. Pojechałem na strzelnicę postrzelać z Glocka, MP5 oraz Canika TP9. Jeszcze nie wiem, czy czegoś się nauczyłem, ale dawno nie miałem takiej frajdy przeprowadzając badania 😀

Tytuł wpisu nie ma sensu, bo i sam wpis tworzę tylko po to, by zamarkować jakieś oznaki życia. Czerwiec niestety to miesiąc dla mniej zawsze jeden z najcięższych w roku – w pracy sesja, zawsze do tego zwalają się jakieś zadania pilne do wykonania bo inaczej będą konsekwencje, no i jeszcze od niedawna ogród, który też trzeba ogarnąć. Efekt jest taki, jak widzicie – milczenie.

Żeby jednak nie było, że wpis jest o niczym, nieoficjalnie po raz kolejny powiem, że są naprawdę duże szanse na moją drugą powieść w tym roku (w Genius Creations). A oprócz tego docieram do półmetka zupełnie nowej powieści, rzecz jasna fantastycznej, jak się patrzy. W bardzo dziwnym kierunku zmierza ta powieść i jeszcze nie wiem, czy jej na to pozwolę, czy też batem zagonię do zagrody. Świat jest dość standardowy, z bramą otwartą do innego wymiaru – ale mam nadzieję, że dodałem tam od siebie sporo nowych elementów. Oczywiście, zawsze jest niebezpieczeństwo, że PSTzMCz* zaraz się zabierze do roboty 😀

* PSTzMCz: Przyjazny Spisek Telepatów z Maszyną Czasu. Kradną nam z głowy pomysłu i cofają się w czasie, by dekady wcześniej napisać powieści oparte o ukradzione nam pomysły.

Trzy powieści do tej pory zaplanowałem metodą ścinków. Ostatnio próbowałem pisać bez niej i wyszła mi powieść o skrzywionej konstrukcji i słabym zakończeniu, przez to trzeba będzie ją mocno poprawić, miejscami wręcz przepisać od nowa (we współpracy z Witkiem). Dlatego kolejną powieść znowu najpierw porządnie planuję, zanim zacznę pisać.

Główną wadą metody ścinków było to, że gdy się nad ścinkami pochyliło i westchnęło, to pieczołowicie rozplanowane wydarzenia na ścinkach latały po całym pokoju. Stwierdziłem więc, że kupię sobie tablicę magnetyczną i magnesiki do przyczepiania ścinków. I jak teraz wygląda planowane?

Continue reading “Metoda ścinków i magnetycznej tablicy, czyli planowanie nowej powieści”