Właściwie to nie jest oficjalna wiadomość i nie znajdziecie jej ani na stronie wydawcy, ani na jego fanpejdżu, nigdzie. Trafiłem na nią zupełnym przypadkiem. A oto i ona: zbliża się premiera audiobooka “Pożaru na pustkowiu: Droga do Kilumary”. Planowana premiera to niby 2 września. Piszę: “niby”, bo skoro wiadomość jest nie do końca oficjalna i nikt jej nie reklamuje, to pewnie wszystko zaraz się może zmienić – osoby, które śledzą moją stronę od dawna wiedzą, że takie premiery potrafią być przesuwane o całe miesiące.

Wydawcą ma być Saga EGMONT, a lektorem będzie pan Paweł Werpachowski (tutaj przykładowe dokonania).

UWAGA! Jeszcze raz powtarzam, aby dla wszystkich to było całkowicie jasne, że informacja jest nieoficjalna i nie została potwierdzona przez wydawców (ani Genius Creations, ani Saga EGMONT).

W przedsprzedaży 26.94 – według mnie można chyba założyć, że zaoszczędzi się pięć złotych w stosunku do ceny ostatecznej.

https://upolujebooka.pl/oferta,159503,pozar_na_pustkowiu_droga_do_kilumary_-_audiobook.html

Bezpośredni link do fragmentu:

Dla porównania moja interpretacja (prawie) tego samego fragmentu poniżej. Czyja lepsza? 😀

 

 

Matko jedyna, jak gorąco.

Upał wyciska z mózgu wszystkie myśli. Od pół miesiąca próbuję się zabrać za trzecią część “Pożaru na pustkowiu”. Oryginalnie chciałem napisać trylogię i dokładnie wiedziałem, co miało być w trzeciej części, ale podczas pisania wpadło mi do głowy mnóstwo pomysłów, inne wydały się bez sensu i w efekcie musiałem prawie całość wymyślać na nowo. Mam rozplanowane tak z 2/3 powieści, ale brak mi pomysłu na zakończenie. Kusi, by zakończyć totalną apokalipsą, zabiciem całej ludzkości i tak dalej, ale może nie wszystkim by się to spodobało…

Continue reading “Upał na pustkowiu.”

mapa do powieści pożar na pustkowiu, region południowyPodczas wymyślania świata na potrzeby powieści “Pożar na pustkowiu” oczywiście, zgodnie z radą mistrzów  😉 , musiałem narysować też mapkę. Po drodze ją modyfikowałem, usuwałem niektóre obiekty nie pasujące do koncepcji i ostateczny efekt możecie podziwiać w tym wpisie. Ta część mapy przedstawia regiony południowe. W powieści się raczej nie znajdzie, bo nie pamiętam, jaka jest licencja używanych fontów i pędzli – na pewno były darmowe, ale być może, że tylko pod warunkiem, że efekty także będę dystrybuowane za darmo.

Może za jakiś czas dołożę mapę regionów środkowych i północnych.

To jest zapewne news z gatunku tych, na których nikt nie czeka. Chodzi o pierwszy tom dylogii Pożar na pustkowiu. Pisałem wcześniej, że zjawi się pewnie we wrześniu, może październiku – chociaż po cichu liczyłem na sierpień. Zresztą, gdy wrzuciłem na youtube amatorską zajawkę, to wstawiłem tam właśnie datę sierpniową. Niestety, z sierpniem nie wyszło. Do końca miałem nadzieję, że mimo wszystkich kłopotów, mimo wypadków losowych zwalających się na mnie i wydawnictwo, mimo zawirowań na rynku, problemów z papierem i tak dalej – że mimo całego bez mała świata sprzysięgającego się przeciwko mnie, moją drugą powieść jednak uda się wydać jeszcze w tym roku, nawet jeżeli tylko w postaci ebooka. Widzę jednak, że nie ma na to szans. Wiadomo, że premiery nie może być w grudniu, bo w grudniu dobrze idą tylko autorzy już znani oraz utwory tematyczne, świąteczne. Żeby udało się więc wypchnąć ebooka choćby w listopadzie, musiałbym dostać książkę po składzie najpóźniej właśnie teraz – no bo wiecie, zawsze coś się przegapi podczas redakcji i korekty. Gorzej, czasami coś może się zepsuć po składzie, trzeba więc tekst uważnie przejrzeć, odesłać, wprowadzić poprawki… No nie ma siły, tydzień czasu minimum, a gdzie miejsce na poślizgi, na przygotowanie premiery? Tymczasem skrzynka pocztowa pusta, a skądinąd wiem, że graficzka jeszcze nie ma okładki.

Jednym słowem – Pożar na pustkowiu trafi do księgarni dopiero w roku przyszłym. Tym razem nie będę nawet próbował spekulować, kiedy. No cóż, czekałem prawie pięć lat, poczekam jeszcze te parę miesięcy.

Oznacza to zarazem, że oprócz tradycyjnych podsumować pod koniec grudnia, przez dłuższy czas raczej nic nowego na stronę nie będę wstawiał.

Poprzednio mogłem referować tylko pogłoski i plotki. Teraz mogę podać prawie, że oficjalnie: tak, jest źle. Faktycznie są braki z papierem i faktycznie przekładają się na opóźnienia. A konkretnie, moja druga powieść, która czeka na wydanie w Genius Creations, niemal na pewno w tym roku nie ukaże się w postaci papierowej. Co więcej, to samo może się tyczyć innych powieści, nie mojego autorstwa, wcześniej zapowiadanych na ten jeszcze rok. Piszę “niemal” na pewno, a nie “z pewnością” tylko dlatego, bo doświadczenie uczy, że zawsze może zdarzyć się coś niespodziewanego.

Na szczęście wciąż istnieje szansa na ebooka, a może nawet na audiobooka. Niczego nie mogę obiecać, niewiele zależy ode mnie, ale tutaj prawdopodobieństwo ukazania się “Pożaru na pustkowiu” jeszcze w listopadzie jest zdecydowanie większe od zera. W tej chwili trwają (już jakiś czas) prace nad okładką. Przy czym – jeżeli listopad jednak nie wypali, to wtedy nie ma co liczyć na grudzień.

 

Jak już pisałem, już niedługo ukaże się moja druga powieść, “Pożar na pustkowiu: Droga do Kilumary”. W związku z tym naszło mnie dzisiaj na wspomnienia – postanowiłem sprawdzić, kiedy zacząłem nad tą powieścią pracować. Najłatwiej by było sprawdzić kopie zapasowe, ale słabo je ponazywałem, na dodatek pozmieniały się znaczniki czasowe przy kopiowaniu między dyskami, więc nie mogę na nich polegać. Znalazłem za to wpis na weryfikatorium, w którym piszę, że mam już świat, ale nie mam jeszcze bohaterów. To był październik 2016 roku. Powieść zacząłem pisać niedługo potem, w grudniu 2016. Przepisywałem, szlifowałem, poprawiałem, słuchałem uwag betaczytelników i w końcu pracę nad “Pożarem” skończyłem we wrześniu 2018 roku.

Trzy lata temu!

A jak wyglądał mój pierwszy wpis?

O tak:

Kiedyś sądziłem, że wystarczy mieć pomysł. Dodać do tego ciekawy świat, wrzucić postacie i historie zaczną snuć się same, a wówczas autorowi wystarczy usiąść wygodnie, wysłuchać opowieści, chwycić za klawiaturę by je spisać. Jakiś czas to działało. Teraz jednak widzę, jak bardzo się myliłem. Świat i historia bez właściwego bohatera są niczym.

Mam cały świat. Wiem, jacy zamieszkują go ludzie, skąd się tam wzięli. Znam jego historię. Słyszę przepełniające go dźwięki. Wystarczy, bym zamknął oczy, i już widzę okręty wynurzające się z toksycznych mgieł, rażące świetlnymi lancami mury Kur-Kuradun. Widzę determinację na twarzach obrońców, widzę lęk mieszkańców. Patrzę na admirała stojącego na pokładzie “Furajingu Beeru”, cynicznego, genialnego gracza. Jego imię wybrzmiewa w setce miast, ale ja go nie słyszę. Myślałem, że to on będzie bohaterem, ale okazał się równie nudny, jak bezwględny.

Przechadzam się ulicami Norgartan, mijany przez dzieci goniące za błyskotami, nasłuchując odgłosów zbliżającej się burzy. Na tarasie nade mną stoi para, dotykająca się dłońmi, otoczona zwiewną chmurą świetlistych ciem. Kamienie duszy migoczą na ich piersiach, łzy błyszczą na policzkach dziewczyny, a ja – stojąc tutaj – wiem, że ona chce, by on został, i płacze wiedząc, że on wie, ale nawet gdyby wypowiedziałaby słowa, on przytuliłby ją tylko i milczał. Wiem, dlaczego ona płacze, wiem, dlaczego on musi iść, ale nie potrafię napisać ich historii. To nie oni są bohaterami, których szukam.

Pod murami, wśród śmieci i porzuconych gratów krąży wychudzona dziewczynka. Na szyi wiszą jej kamienie duszy – zbyt duże na takie dziecko, zbyt wiele nawet na dorosłego. Czy to jej śmierć będzie mścił po latach mój bohater? Czy to ona wyrwie się z biedy, by szukać pieniędzy tam, gdzie inni wynajdywać by chcieli sławę? Nie wiem.

Idę pokładami zalanymi krwią, mijając poparzonych żołnierzy, widząc strzelców gorączkowo regulujących sprężyny iskrowców. Wiatr rozwiewa sztandary, niebiesko-fioletowe wyładowania tańczą po pokładach, a przy sterze stoi on, niesiony nienawiścią. Miał być moim bohaterem, ale jest tylko cieniem, pustą skorupą wypaloną przez przepełniający go gniew.

Na innym statku, szybującym wśród szczytów, otulonym przez chmury, przy bulaju klęczy dziewczyna. Odpięła zasłonę z twarzy, zsunęła czarne gogle chroniące przed rażącym światłem, i mruży fioletowe oczy, wpatrując się w dal. Na kolanie opiera iskrownik, w torbie grzechoczą zapasowe kamienie, kosmyki jasnych włosów drżą na jej bladych policzkach. Kochająca, choć nie kochana, skrywająca uczucia pod maską twardego towarzysza broni – i zaraz pamięć przypomina, że takich bohaterów i bohaterek było już wielu, że ona niczym się nie wyróżnia, że jest chodzącym schematem, cieniem, nudną sylwetką wyciętą z kolorowego papieru.

Teraz już wiem – świat i pomysł na historię są drugorzędne. To bohater jest najważniejszy. Bez niego nie ma opowieści. I nie wystarczy wymyślić mu imię, wygląd, historię i charakter – on musi żyć, musi być interesujący przede wszystkim dla autora. Autor może nienawidzić swojego bohatera, może go kochać, może nim gardzić – ale bohater nie może swojego autora nudzić.

 

Bawiłem się trochę ostatnio gimpem, shotcutem oraz ocenaudio i przy okazji przyszło mi do głowy, że mogę je wykorzystać, by zrobić coś w rodzaju zajawki. Pełen zapału zabrałem się do roboty i zrobiłem.. coś. Wyszła mi totalna amatorszczyzna, coś, od czego profesjonalistom brzuchy pękają ze śmiechu i sam nie wiem, czy efekt zamiast zachęcać, nie będzie czytelników zniechęcać. Niemniej od dawna niczego na bloga nie wrzucałem, a żal mi zajawkę po prostu skasować.

Pokazałem paru osobom, w tym córce, i większość kręciła nosem. Że lektor za cicho, że za bardzo się staram, że słychać, że dźwiękowiec amator. Tak więc.. nie nastawiajcie się na zbyt wiele 😀

Aha, data pojawienia się ebooka (23 sierpnia) wstawiłem “na czuja”. Nie mam pojęcia tak naprawdę, kiedy powieść się ukaże, po prostu mam nadzieję, że już niedługo, a pierwszy zapewne pojawi się – jak zwykle w GC – ebook. Proszę nie traktować tego jako oficjalnej zapowiedzi!

UWAGA! Nagranie zawiera wulgaryzmy!

 

 

Męczę się okropnie. Piszę to piekielne fantasy, które chciałbym podesłać do Genius Creations – rozumiecie, jedna powieść powędrowała do IX, więc teraz chcę pokazać drugiemu wydawcy, że mi zależy – poza tym obiecałem mu w rozmowie, że następną powieść poślę do niego, a staram się być słowny. Według oryginalnych planów, właśnie powinienem się zabierać za szlifowanie i poprawki – a tymczasem nie mam nawet połowy całości.

Gdy mam rzecz rozplanowaną (najlepiej moją ulubioną metodą ścinków), gdy mam ciszę i spokój (na przykład siedzę sam w domu, bez rodziny), potrafię nastukać i sześćdziesiąt tysięcy znaków w jeden dzień. Tak więc napisanie powieści przez wakacje wydawało mi się całkiem realistyczne. A tymczasem… Nic. Męczę się. Wychodzą mi straszne nudy.

Continue reading “Cierpienia niemłodego Radomira”

Wpis będzie trochę chaotyczny, bo jestem dzisiaj nieco śnięty. Wczoraj studenci wysłali mi kod do debugowania, koło północy znalazłem im błąd, a potem już nie mogłem zasnąć. Jednym słowem, mam za sobą bezsenną noc i to się zdecydowanie odbija na jakości tego, jak piszę i mówię. Co śmieszniejsze, studentom potem wystawię za ten projekt ocenę. Po części więc na koniec będę oceniał sam siebie, hehe.

Wracając jednak do tematu, czyli do wydawniczych wieści. Dzisiaj odbyłem dwie rozmowy telefoniczne i mogę zakomunikować, co następuje:

(1) Twarde SF “Tęcza za horyzontem” oraz fantastyczny “Pożar na pustkowiu” (nazwa może ulec zmianie) ukażą się w przyszłym roku w wydawnictwie Genius Creations; dostałem pozwolenie, by się chwalić, więc się chwalę 😀 Kiedy dokładnie – nie wiadomo, to zależy od sytuacji na rynku.

(2) Miękkie fantasy, podobające się tym, którym się nie podobała “Tęcza”, pod roboczym tytułem “Między brzaskiem a świtem” też znalazło wydawcę, ale nie wiem, czy mogę już podać jego nazwę. Wydawnictwo jest niewielkie, ale prężne i szybko się rozwija, a zadebiutuję tam u boku pisarzy dość znanych. Jak dobrze pójdzie, powieść może ukaże się nawet już w tym roku!

(3) Powieść fantastyczna wchodząca bardziej w SF niż fantasy pod roboczym tytułem “Międzyświat” leży u betaczytelników i betaczytelniczek, czekam na opinie, a potem zacznę poprawki. Sądzę, że do września powinienem się wyrobić z wersją nadającą się do pokazania światu. Myślę, że wyślę najpierw temu samemu wydawcy, który wyda “Między brzaskiem a świtem”.

(4) Zacząłem planować kolejne fantasy, ale w sumie skreśliłem 90% projektu i zacząłem od nowa. Zacznę pisać może jeszcze w czerwcu, więc powinienem skończyć surówkę do końca roku, a wersję gotową dla wydawców pewnie do czerwca przyszłego roku.

(5) “Przynoszę wam pokój” na razie zbiera mieszane recenzje – znacznie słabsze niż moich beta czytaczy. Najlepsza recenzja, to że jest to “ok czytadło SF”, a najgorsza, że bardzo dobry pomysł, ale zepsuty przez “dialogi ze szkolnego wypracowania”. Przypominam, że opowiadanie pochodzi z roku 2015, więc sprzed pięciu lat. Mam nadzieję, że obecnie napisałbym rzecz lepiej.

Trzymajcie kciuki, by wszystko więc poszło dobrze, by rynek się nie załamał i by wydawcy mieli pieniądze na drukowanie nowych książek 😀

EDYCJA: poprawiłem kilka największych baboli w tym wpisie; zastanawiałem się, czy nie usunąć i nie napisać od nowa, ale niech tam – zostawię ten wpis w takiej postaci, w jakiej jest, aby był świadectwem jak źle wpływa na mnie brak snu.