Okładka powieści "Zadra" Krzysztofa Piskorskiego: coś jakby ruiny akweduktów lub kamiennych łuków. Za nimi elektryczny rozbłysk na jasnym niebie.Jak zwykle dla tych, co nie lubią za dużo czytać, krótkie streszczenie: podobało się. Ciekawy świat, ciekawa akcja. Nie wiem, na ile czasy napoleońskie są obecnie wyeksploatowane, bo – jak wspominałem już wielokrotnie – po mniej więcej dwa tysiące piątym czy też szóstym fantastykę czytałem od przypadku do przypadku. Dla mnie jednak była to nowość: wynalazek szybkostrzelnych kulomiotów opartych o wykorzystanie “energii próżni” – tajemniczego etheru – odwraca losy bitwy pod Lipskiem i ratuje cesarstwo Napoleona. Do tego zaś dochodzą bramy do innych, równoległych światów, magia oraz zombiaki. Całość bardzo smaczna.

Część z was pewnie poprzestanie na poprzednim akapicie, zwłaszcza, jeżeli wpadacie tutaj z google’a 🙂 Pozostałych zapraszam do lektury reszty opinii.

Continue reading “XIX-wieczna powieść fantasy z wieku 21szego, czyli “Zadra” Krzysztofa Piskorskiego”

Do napisania tej recenzji zabierałem się długo i to wcale nie z wrodzonego lenistwa (to znaczy, nie tylko z wrodzonego lenistwa). Musiałem najpierw ksiażkę Huberatha odłożyć, przespać się z myślami o niej, przemyśleć, dojrzeć do niej. Właściwie wciąż nie jestem pewien, czy jestem gotowy, by o niej cokolwiek opowiedzieć, cokolwiek dodać do tego, co znajdziecie na sieci, na tuzinie innych blogów. Może więc zacznę od samych wrażeń: Huberath, jak Le Guin, jest światotwórcą pierwszej klasy, mistrzem kreacji fantastycznych miejsc. Ma nieco mniejszy, ale tylko ciut-ciut mniejszy dryg do tworzenia ciekawych kultur. Tak, jak ona, lubi skupiać się na relacjach międzyludzkich i jak ona, potrafi interesująco pisać o wydarzeniach wydawałoby się z opisu mało interesujących. I tak jak ona, nie potrafi tworzyć wartkiej akcji.

A jeszcze krócej: czym jest “Vatran Auraio”? To tacy “Chłopi” w kosmosie. W scenerii jednak tak niezwykłej, tak odmiennej od wizji innych polskich oraz zagranicznych pisarzy, że trudno się oderwać od opisów co też chłopi teraz posadzą, kto z kim się prześpi i kto kogo nie lubi.

Continue reading “Światotwórca klasy DeLuxe, czyli Marek S. Huberath i “Vatran Auraio” (recenzja)”

Każdy, kto wystarczająco długo się ociera o polski fandom, musi w końcu trafić na wzmianki o Przewodasie. Wzmianki przeważnie negatywne, że człek rzekomo kłótliwy, złośliwy i nieprzyjemny. Sam nigdy z nim nie rozmawiałem, ale widziałem w internecie dyskusje, w których Przewodas faktycznie rzuca komentarze dość zjadliwe, chociaż w większości nie aż tak, by to usprawiedliwiło zasłyszane (oraz przeczytane) opinie. A więc rzekomo facet trudny, ale zarazem utalentowany – tak powtarzają osoby go znające.  Opinie swoje wygłaszają z prawdziwym żalem – że mógł człowiek zatrząść fantastyką, że mógł mieć pozycję taką, jak Piekara czy Grzędowicz… i zaprzepaścił. Jak zaprzepaścił – tutaj już nabierają wody w usta.

Podczas tego nieco przydługiego wstępu osoby niezaznajomione z fandomem mogą się zastanawiać, kimże jest ów Przewodas. Już śpieszę z wyjaśnieniem: to pseudonim pisarza, żercy (kapłan rodzimowierców) i filozofa, Konrada T. Lewandowskiego. Autor Ksina oraz Noteki.

Continue reading ““Most nad Otchłanią” Konrad T. Lewandowski (recenzja)”

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, w małym miasteczku żył sobie chłopiec lubiący czytać fantastykę… Wróć. Taki początek nie pasuje na wpis na bloga. A już zwłaszcza – nie pasuje na wpis, w którym autor, zamiast przyjaźnie się dzielić zachwytami nad literaturą, ma zamiar się nad literaturą popastwić.

Z drugiej strony, moja historia z “Annopolis” naprawdę zaczęła się dawno temu. Jako młody chłopiec wyczytałem w którejś Fantastyce recenzję “Annopolis, miasto moich snów”- recenzję na tyle pozytywną, że natychmiast zachęciła mnie, by książkę tę nabyć. Niestety, nie było w jej w miejscowej księgarni. Zapomniałem więc o Grundkowskim i jego książce, ale co jakiś czas, gdy wpadałem do antykwariatów, albo gdy wertowałem po stronach internetowych księgarni, nagle ten tytuł do mnie wracał. I zawsze tak się jakoś złożyło, że albo antykwariat rzeczy nie miał, albo na stronie właśnie ktoś kupił ostatni egzemplarz – lub, dla odmiany, okładka była podarta, cena za wysoka, a kartki zbyt pobrudzone.

Tak się złożyło, że wreszcie postanowiłem kupić sobie czytnik ebooków. Padło na inkbooka, urządzenie niesłychanie toporne, ale z 60-dniowym dostępem do książek w Legimi. Ten dostęp okazał się fatalny, bo żona wyczaiła, że dzięki temu może dorwać się do całego mnóstwa najróżniejszych utworów. Przypominam, że czytnik kupiłem sobie.

Continue reading “Wielkie rozczarowanie: “Annopolis” Grundkowskiego”

Kandydatowi na debiutanta nie bardzo wypada krytykować kolegów po piórze. Nawet nie chodzi o to, że nie udowodnił jeszcze, że sam umie pisać, więc naraża się na kpiny w rodzaju Boyowskiego krytyk i eunuch z jednej są parafii…  Znacznie głupiej byłoby wejść na odcisk któremuś koledze. Pamiętacie tego faceta, co po krytycznej recenzji złożył wizytę recenzentowi, i to nie po to, by mu pogratulować ciętego języka? No właśnie. Za to kandydat na debiutanta może chyba pogrzebać w utworach sprzed lat trzydziestu i więcej, by z łezką w oku wspomnieć lektury, na których się wychowywał.

W biblioteczce mam kilka książek, których tytuły i autorzy pewnie nikomu nic nie mówią, a które na mnie swego czasu wywarły spore wrażenie. Jedną z nich jest Ocean Niespokojny, utwór popełniony przez Michała Markowskiego, wydany przez Krajową Agencję Wydawniczą w 1982 roku. Z listy na wikipedii pamiętam jeszcze tylko dwa inne jego tytuły, ale właśnie dosłownie: same tytuły. Natomiast Ocean pamiętam, pamiętam całkiem dobrze, i to znacznie lepiej niż niektóre książki przeczytane znacznie później.

Continue reading “Wygrzebane w biblioteczce: Michał Markowski “Ocean Niespokojny””

Dawno, dawno temu, gdy schylając głowę jeszcze widziałem paluszki u stóp bez konieczności wciągania brzucha, przeczytałem w “Nowej Fantastyce” opowiadanie fantasy. Opowiadanie naprawdę słabe. Warsztatowo – bez zarzutu, językowo poprawne. A mimo to słabe – bo też cały pomysł miałem wrażenie, że widziałem już gdzie indziej, znacznie lepiej przedstawiony.

Continue reading “Dwóch Jacków: Komuda i Piekara (“Warchoły i pijanice” oraz “Szubienicznik”)”