Jak poprzednio niżej macie tabelkę z wpisami, podzieloną na trzy kolumny: najbardziej popularne wpisy ogółem, najbardziej popularne z utworzonych w tym roku oraz najbardziej popularne po pominięciu pewnych kategorii stron. Jak zwykle, pomijam strony, które według mnie popularność zdobyły dzięki działalności botów, albo są generycznymi stronami typu “o mnie”, “blog” albo “najbardziej popularne wpisy”. W szczególności, tak jak w tamtym roku pominę wpis o Wojtku Siudmaku, bo chociaż część odwiedzających chyba to prawdziwi ludzie, to wcześniej uwzięły się na ten wpis boty i trudno mi teraz odróżnić, jaka część ruchu pochodzi od spamerów. Gdyby nie to, Siudmak zdobyłby pierwszeństwo z kolosalną liczbą, uwaga, czterystu osiemdziesięciu pięciu wejść.

Continue reading “Najbardziej popularne wpisy roku 2022”

Z różnych przyczyn nie pisałem w tym roku zbyt wiele. Najpoważniejsza przyczyna jest prosta: trudno się skupić na pisaniu wiedząc o tym, że kilka poprzednich powieści tkwi w kolejkach wydawniczych. Niby umowy podpisane, niby terminy w umowach są, a w praktyce czekaj tatka latka. Sami rozumiecie – po raz kolejny inwestować pół roku życia lub więcej w projekt, który potem powędruje do szuflady mojej albo wydawcy?

Continue reading “Podsumowanie pisarskie 2022”

Niby rok jeszcze trwa i niby coś jeszcze czytam, ale powolutku i raczej nie skończę do pierwszego stycznia. W tym roku głównie uzupełniałem zaległości z fantastyki i mniej sięgałem po pozycje spoza. Pod koniec tempo sporo mi siadło, ale i tak lista pozycji jest większa niż rok temu. Pięćdziesiąt osiem powieści.

Continue reading “Podsumowanie czytelnicze roku 2022”

Nadchodzi najsmutniejsza pora roku, czyli czas podsumowań. Tradycji trzeba dawać zadość, nawet jeżeli bywa to niezbyt przyjemne. Jak zawsze zaczynam od podsumowania mojej popularności wśród czytelników. Jak zawsze uprzedzając zarzuty wyjaśniam, że piszę to głównie dla siebie, w nadziei, już za rok z nostalgią powiem “ha, jak to wszystko się zmieniło”. W grudniu 2021 też miałem taką nadzieję. Niestety, niczego z nostalgią nie powiem, gdyż nic się nie zmieniło.

Continue reading “Podsumowanie popularności 2022”

Kolejny raz napiszę coś pod prąd powszechnie panujących opinii. Jest to tym dziwniejsze, że kiedyś zwykle to ja byłem tym narzekającym, co to wszystkim psuł szampańskie humory. Ale co zrobić – wiem, wszystkim ciężko, pandemia, inflacja, ogólnie nic tylko siąść i płakać. No i ludzie wzdychają, łypią smutno, a ja – wprost przeciwnie. Szczerzę się od ucha do ucha, bo po raz drugi z rzędu mogę powiedzieć: to był znakomity rok!

Continue reading “Podsumowanie roku 2021”

Niestety, pod względem pisarskim ten rok okazał się mało płodny. Skończyłem pisać wspólnie z Witkiem jedną powieść, fantasy z wróżeczkami – wszyscy betaczytelnicy mi pisali, że na początku strasznie ich śmieszył ten pomysł i wydawał się wręcz infantylny, a potem wróżeczki wszyscy pokochali. Drugą zacząłem pisać, rozplanowałem, dotarłem do połowy i utknąłem na długie miesiące. Dopiero w grudniu udało mi się do niej wrócić i dopisać nowe strony i skończyłem dosłownie parę dni temu. Powieść ma pięćset siedem tysięcy znaków. Ile dodać  tego fantasy wróżkowego do łącznego “urobku”? Trudno określić, bo zostało w większości ukończone w 2020, a teraz tylko szlifowaliśmy, poprawialiśmy i tak dalej. Powiedzmy więc, że mniej więcej wyszło jakieś dwadzieścia-trzydzieści tysięcy ponad pół miliona znaków, czyli pi razy drzwi półtora tysiąca dziennie.

Continue reading “Podsumowanie pisarskie 2021”

W tym roku zacząłem z kopyta i początkowo wyglądało na to, że spokojnie wyrobię wyzwanie “52 książki w 52 tygodnie” do połowy roku. Potem nagle zaczęły wypadać różne różności i mocno przystopowałem –  w efekcie ostatnią powieść, okropną “Ultra Montanę” kończyłem w grudniu. W przyszłym roku myślę, że będę czytał niestety mniej – pierwszy semestr mam mocno zapchany, a chciałbym też nieco więcej popisać.

Oto lista pięćdziesięciu dwóch powieści przeczytanych w tym roku:

  1. Chimamanda Ngozi Adichie “Amerykaana” – rany julek, jaka cegła. 761 stron. Całkiem dobre, za wyjątkiem fragmentów kazań o białym przywileju w Ameryce. Na dodatek, pod sam koniec nagle znikła korekta i redakcja, wychwyciłem jeden błąd ortograficzny i kilka literówek.
  2. Michaił Bułhakow “Mistrz i Małgorzata” – tyle lat mi mówiono, że muszę to przeczytać, że wstyd, że nie znam. Bo widzicie, moi drodzy, za moich czasów to nie była lektura szkolna… No i przeczytałem. Phii tam.
  3. Joseph Conrad “Jądro ciemności” – nie wiem, czy liczyć to jako książkę. Sto stron (plus dwadzieścia eseju o nim), to takie nieco dłuższe opowiadanie, prawda? Ale z drugiej strony – “Amerykaana” jest gruba za dwie, więc uśredniając… O tej książce (nowelce? opowiadaniu?) też słyszałem, że dobra. Ale w odróżnieniu od Bułhakowa, “Jądrem ciemności” się zachwyciłem. Tą poszarpaną narracją, próbą przekazania zderzenia człowieka z czymś nie do nazwania, próbą opowiedzenia o chwili odzierającej z iluzji. Cudo.
  4. Cixin Liu “Wędrująca Ziemia” – Phii tam (recenzja).
  5. Chinua Achebe “Czcigodny kacyk Nanga” – krótkie, dwieście stron. Miejscami widać wysiłek tłumaczki, jak przekazać różnice między poprawnym angielskim, a pidżinem. Fajne.
  6. Ursula Le Guin “Głosy” – druga część “Darów”. Fajne, choć nie tak fajne, jak “Dary” (recenzja)
  7. Ursula Le Guin “Moce” – trzecia część “Darów”, czyli cyklu “Kroniki Zachodniego Brzegu” (recenzja)
  8. Ursula Le Guin “Wracać wciąż do domu” – niestety, nie powieść, tylko zbiór notatek antropolożki z fikcyjnej kultury. Wiersze, przepisy na dania i rodzaje kóz hodowanych przez pokojowy lud Kesh (recenzja)
  9. Ursula Le Guin “Międzylądowania” – zbiorek krótkich, dość fajnych opowiadań. Nie jest to jednak szczytowe osiągnięcie tej autorki (recenzja)
  10. Francis Clifford “Nagi Posłaniec” – takie tam czytadło. Nieco naiwna fabuła, nieco zbyt naciągane zwroty akcji ale ogólnie – można.
  11. Mario Vargas Llosa “Pochwała macochy” – no przyznam, że spodziewałem się zupełnie czegoś innego. Kupione, żeby się “dokulturalnić”. Duża interlinia, gruby papier, wielka książka, wszystko po to, by krótka nowelka wyglądała na książkę przyzwoitej grubości. A w środku… ło matko.
  12. Ursula Le Guin “Jesteśmy snem” – jedna z lepszych powieści Mistrzyni (recenzja).
  13. Joseph Conrad “Tajfun i inne opowiadania” – dawno mnie tak nie odrzucało od czytania książki, i to bynajmniej nie ze względu na treść. Kupiłem przez sieć, w antykwariacie, przy okazji uzupełniania zbiorów Le Guin. Wydanie z 1958 czy też 1956, nie pamiętam, niektóre kartki nie do końca rozcięte, brudny papier, plamy po kawie, paskudny zapach. Zawartość dobra, gdy człowiek już zapomniał o wrażeniach, że tak powiem, organoleptycznych.
  14. Robert J. Szmidt “Ostatni zjazd na Litwie” – sprawnie napisana rozrywkowa fantastyka, mocny średniak (recenzja)
  15. Marcela Serrano “Antigua, moje życie” – bardzo… kobieca powieść. Nie wiem, jak to inaczej nazwać, ale mam wrażenia, że spodobała by się wielu moim koleżankom. Przez początek brnąłem, potem mnie na chwilę wciągnęło, potem znowu brnąłem, patrząc tylko, ile stron do końca.
  16. Ursula Le Guin “Miejsce początku” – fajne, choć trochę jakby… będące tylko początkiem (recenzja).
  17. Haruki Murakami “Tańcz, tańcz, tańcz” – sam nie wiem, czy mi się powieść podoba, czy nie i czy lubię styl Murakamiego, czy też nie. Społeczeństwo rozwiniętego kapitalizmu, dużo powtórzeń w stylu “Była dziewczyną, która lubiła się śmiać. Taka to była dziewczyna.” Strasznie jestem rozdarty, ale jednak chyba mi się podobało.
  18. Ursula Le Guin “Wszystkie strony świata” – zbiór opowiadań (recenzja).
  19. Julio Cortázar “Książka dla Manuela” – potwornie ciężko było wejść w tę książkę, a potem wcale nie robiło się łatwiej. Rozbiegana “kamera”, narracja skacząca między osobami, dzikie zdania… Nie, zdecydowanie nie lubię tego rodzaju ambitnej literatury. Tak bardzo mnie zaczęła denerwować ta powieść, że widząc “cum grano sablis” (sic!!) poczułem brzydką satysfakcję, że taki intelektualista, a takie błędy rypie (a może to wina tłumaczki?).
  20. Ursula Le Guin “Cztery drogi ku przebaczeniu” – zbiór czterech opowiadań (recenzja)
  21. Tim Peake “Zapytaj astronautę” – kupione w ramach przygotowań do kolejnej powieści SF
  22. Gabriel García Márquez “Miłość w czasach zarazy” – ii tam. A tak się zachwycali tym Marquezem… Kronika zapowiedzianej śmierci dużo lepsza.
  23. John Maxwell Coetzee “Czekając na barbarzyńców” (recenzja)
  24. Kati Hiekkapelto “Bezsilni”. Niby, że taki dobry kryminał. Iii tam.Zdjęcie książek ułożonych w wieżę, o tytułach wymienionych wcześniej w tekście
  25. William Golding “Widzialna ciemność” – No nie wiem. No naprawdę nie wiem. Tylko bardzo dobre, czy też może rewelacyjne? Klimatyczne strasznie, ale zakończenie rozczarowuje – autor prowadzi narrację tak, jakby na końcu miało się zdarzyć coś niesamowitego, a zdarza się takie nie wiadomo co…
  26. Haruki Murakami “Słuchaj pieśni wiatru”/”Flipper roku 1973” – słabsze niż “Tańcz, tańcz, tańcz”.
  27. Marek Huberath “Vatran Auraio” (recenzja)
  28. Patrick Ness “Siedem minut po północy” – tak, wiem, że to dla dzieci i młodzieży. Do tego zaczyna się tak sobie, jeszcze z błędem ortograficznym zaraz na jednej z pierwszych stron. Styl też taki sobie, może to efekt tłumaczenia. A jednak robi robotę.
  29. Carlos Ruiz Zafón “Marina” – bardzo fajne, nieco młodzieżowe, bardzo zakręcone. Podobało się.
  30. Orhan Pamuk “Śnieg” – w sumie nawet się podobało, chociaż przez pierwszych parę stron nastawiony byłem negatywnie, że będzie to jeden z tych bookiszcz, co to nadęty noblista pisze dla nadętych krytyków. W rozmowach Granatowego z Ka widzę podobieństwa do rozmów mojego Bastiana z Desterem z Pożaru na pustkowiu, zresztą wydźwięk i klimat ogólnie czasami przypominał mi mój świat. Fajne.
  31. Alvaro Mutis “Ilona przychodzi z deszczem” – phii tam. Kolejny wielki hiszpańskojęzyczny pisarz z polską (no, polsko-bodajże macedońską) bohaterką. Ponoć fragment większego cyklu, nowelka wydana potem po hiszpańsku łącznie z kilkoma innymi z tym samym bohaterem w jednej, osiemsetstronicowej cegle. Krótkie, jakieś 270 tysięcy znaków.
  32. John Maxwell Coetzee “Hańba” – dobre! Człowiek chciałby trochę, by się inaczej skończyło, ale z drugiej strony kończy się właśnie tak, jak skończyć powinno, realistycznie.
  33. John Maxwell Coetzee “Zapiski ze złego roku” – Nie podeszło mi. Forma mnie odstręcza, przeszkadza w czytaniu, treść… też taka sobie. Nie jest złe, ale pozostałe dwie znacznie lepsze.Książki ułożone w stosik, na dole trzy ułożone pionowo, pozostałe położone do góry. Tytuły wymienione wcześniej w tekście.
  34. Jung Chang “Dzikie łabędzie. Trzy córki Chin” – coś w stylu  “mój tato był gestapowcem, ale takim przyzwoitym”. O córce komunistycznego dygnitarza z Chin, której było ciężko.
  35. Joan London “Gilgamesz” – początek i środek super, końcówka się rozmywa i potem historia nagle się kończy. Powieść skierowana do innej grupy czytelniczej, a mimo to przeczytałem ją z większym zainteresowaniem niż Jung Chang, Alvaro Mutis czy Orhana Pamuka.
  36. Paolo Coelho “Alchemik” – iii tam.
  37. Julio Ramón Ribeyro “Kronika z San Gabriel” – złe nie jest, ale jakieś wybitne też nie.
  38. Ernest Hemingway “49 opowiadań” – największe rozczarowanie roku. Parę opowiadań dobrych, a do czytania reszty musiałem się przymuszać. Słynny “oszczędny styl” noblisty jak dla mnie okazał się tutaj zbyt oszczędny.
  39. Erico Verissimo “Incydent w Antares” – nawet niezłe. Niestety, w moim egzemplarzu brakuje coś tak z piętnastu stron.
  40. Wojciech Zembaty “Głodne słońce. Dymiące zwierciadło” – interesujący świat, początek zapowiada się super, ale potem zraził mnie styl i przestali mnie obchodzić bohaterowie.
  41. Wojciech Zembaty “Głodne słońce. Ołtarz i Krew.” – uwagi jak wyżej. Drażniło mnie strasznie nieodmienne wrażenie współczesności bohaterów, języka i narracji, nadmiar wulgaryzmów, okazjonalne nielogiczności i tak dalej. Świat wciąż dobry (mimo potknięć) i akcja wciąż wartka.
  42. Mario Vargas Llosa “Miasto i psy” – na początku trudno było się przyzwyczaić do ciągłych skoków perspektywy i nie wiadomo czyich wspomnień, ale ostatecznie uznaję tę powieść za bardzo dobrą.
  43. William Golding “Wieża” – bardzo dobry utwór i bardzo nieoczywisty. Człowiek by chciał dowiedzieć się więcej, ale autor urwał historię w taki sposób chyba celowo, by podkreślić o kim i o czym jest ta powieść.
  44. John Maxwell Coetzee “W sercu kraju” – lepsze niż “Zapiski złego roku”, ale ogólnie takie sobie. Zapis myśli szalonej kobiety, w których nie można dojść do końca, czy to, o czym opowiada, aby na pewno się wydarzyło.
  45. Krzysztof Piskorski “Zadra” (recenzja).
  46. Alejo Carpentier “Królestwo z tego świata” – a ja się tak nastawiałem, słysząc tyle dobrego o tej książce… Chyba oczekiwałem zbyt wiele.
  47. Mario Vargas Llosa “Ciotka Julia i skryba” – fajne i prostsze w lekturze niż “Miasto i psy”.
  48. Julio Cortázar “Opowiadania” – nawet niezłe, nie tak męczące jak “Książka dla Manuela”. Niektóre opowiadania bardzo dobre, chociaż często bez zakończeń, albo rozwijający pomysły, które dzisiaj wydają się ograne.
  49. William Golding “Papierowi ludzie” – najsłabsza jak dla mnie powieść Goldinga. Bohaterem jest pisarz-alkoholik, więc chaotyczna, poszarpana narracja i patchworkowaty styl mają uzasadnienie, ale dla mnie to było jednak trochę za dużo. Dla mnie ten styl utopił całkiem ciekawy pomysł i nie pozwolił cieszyć się treścią.
  50. Maja Lidia Kossakowska “Siewca wiatru” – nie podobało się. Reszty cyklu nie kupię, chyba, że żonie się spodoba.
  51. James Finney Boylan “Planety” – początek bardzo dobry, dużo czarnego humoru. Strasznie zakręcona powieść. Ogólnie podobało się, ale końcówka słabsza.
  52. Witold Horwath “Ultra Montana” – Dżizas.Książki ułożone na schodach, okładkami do przodu. Tytuły wymienione wcześniej w tekście.

 

Właściwie dużo się nie zmieniło od podsumowania w poprzednim roku. Wtedy nieco prześmiewczo pisałem, że zna mnie rodzina i znajomi, co rzecz jasna nie było do końca prawdą: sporo osób znało moje opowiadania, ale nie kojarzyło mnie jako ich autora, nawet jeżeli bardzo im się moje rzeczy podobały. Wtedy miałem na koncie tylko opowiadania, w tym roku wreszcie zadebiutowałem “Światem bez świtu” w wydawnictwie IX. “Dziewiątka” (nie “iks”) to wydawnictwo zacne, wydające rzecz dobre i bardzo dobre (ekhm), często uznanych, zasiedziałych autorów, którzy co rusz zdobywają jakieś literackie nagrody (choćby Gunia i Pawlak w poprzednim roku), ale jednak stosunkowo niewielkie i o niewielkich nakładach, przynajmniej dla debiutantów. Nie spodziewałem się więc, że nagle cała Polska zacznie skandować moje nazwisko no i rzeczywiście 🙂 ale jednak paru nowych czytelników i czytelniczek chyba udało mi się do siebie przekonać, co cieszy. Piszę w końcu po to, by komuś sprawić przyjemność z lektury!

Continue reading “Podsumowanie popularności 2021, czyli zna mnie już nie tylko ciotka.”

Tak jak w latach poprzednich, tak i teraz na koniec roku będę Was zamęczał podsumowaniami. Zacznę od podsumowania popularności bloga, czy też raczej: braku popularności bloga :D. Jak poprzednio niżej macie tabelkę z wpisami, podzieloną na trzy kolumny: najbardziej popularne wpisy ogółem, najbardziej popularne z utworzonych w tym roku oraz najbardziej popularne po pominięciu pewnych kategorii stron. Jak zwykle, pomijam strony, które według mnie popularność zdobyły dzięki działalności botów, albo są generycznymi stronami typu “o mnie”, “blog” albo “najbardziej popularne wpisy”. W szczególności, pominę wpis o Wojtku Siudmaku, bo chociaż część odwiedzających chyba to prawdziwi ludzie, to wcześniej uwzięły się na ten wpis boty i trudno mi teraz odróżnić, jaka część ruchu pochodzi od spamerów. Gdyby nie to, Siudmak zdobyłby pierwszeństwo z kolosalną liczbą, uwaga, czterystu osiemdziesięciu pięciu wejść.

Continue reading “Najbardziej popularne wpisy roku 2021”