Tyle jest na sieci list “The Best of Ursula” i “Najlepszych dziesiątek” Le Guin, i topek, i list przebojów, a żadna nie odzwierciedla dokładnie moich własnych preferencji. Stąd ten wpis – moja prywatna lista przeczytanych przeze mnie dotąd powieści Mistrzyni, od najlepszej, do najgorszej. Ranking jest zmienny, a moja opinia na temat niektórych utworów jest dość zmienna.

Continue reading “Moje prywatne uszeregowanie dzieł Urszuli Le Guin”

Zanim przystąpiłem do lektury, wiedziałem już, że zbiór opowiadań Cztery drogi ku przebaczeniu będzie reprezentował nurt “zaangażowany” w twórczości Mistrzyni. Pamiętam, że gdzieś przeczytałem, że Le Guin krytykowali jacyś feministyczni krytycy czy też krytyczki, że za mało ma kobiecych bohaterek w roli sprawczej. Pamiętam też, że ponoć ten zbiór miał poruszać ważkie, społeczne problemy. Powodowało to, że dość niechętnie podchodziłem do Czterech stron, niemalże jak pies do jeża. Obawiałem się, że otrzymam Le Guin w trybie kaznodziei. I rzeczywiście, mamy tutaj przykład Le Guin zaangażowanej, ale mimo wszystko autorka nie przekracza granicy dzielącej literaturę od agitki.

W dużym skrócie: dostajemy cztery opowiadania o różnej jakości (w moim wydaniu cztery; podobno później autorka dopisała piąte), których wspólną osią są społeczności zamieszkujące dwie planety, Yeow i Werel. W społecznościach tych mamy Właścicieli i niewolników, oraz ściśle patriarchalne spojrzenie na świat. Bohaterki i bohaterzy pozwalają nam spojrzeć na te społeczności z różnych perspektyw i w różnych miejscach. Ogólnie zbiór nie jest wybitny, ale jest solidnym, dobrym średniakiem, którego plusem jak zwykle u Le Guin są kreacje bohaterów i światotworzenie, a minusem szczątkowa akcja. Wiadomo jednak, że nie czyta się Le Guin dla wartkiej akcji.

Continue reading “Cztery drogi ku przebaczeniu, czyli Ursula Le Guin zaangażowana (recenzja)”

Że lubię Ursulę Le Guin, to wszyscy odwiedzający ten blog wiedzą od dawna. Że mimo podziwu dla jej talentu nie wszystkie dzieła autorstwa Mistrzyni mi podchodzą, też wszyscy wiedzą. Pozostaje więc pytanie: czy zbiór opowiadań “Cztery strony świata” należy do kategorii “ło matko, jakie to dobre” czy też “ii tam”. Nie będę was dręczył. Iii tam.

Mam wrażenie, że Mistrzyni po prostu słabo odnajduje się w krótkich opowiadaniach. Nie daje rady rozwinąć w nich skrzydeł. To są w większości krótkie obrazki, wyjęte z czegoś więcej; niektóre z nich bronią się tylko i wyłącznie  przez to, że stanowią fragment cyklu (Prawo imion, Królowa Zimy) lub uzupełniają jakąś powieść (Dzień przed rewolucją); te, które można traktować jako samodzielne (Pole widzenia), pozostawiły mnie, z paroma wyjątkami, raczej obojętnym.

W efekcie długo zastanawiałem się, czy w ogóle zabrać się do recenzji tego zbioru opowiadań. Ciężko zdawać relację z nudnej podróży i tak samo ciężko pisać o mdłej lekturze. To znaczy: to nie są złe opowiadania, w żadnym razie. Po prostu, oceniam je miarą Mistrzyni, która zawiesiła sobie poprzeczkę niesamowicie wysoko i dlatego, i tylko dlatego, większość zbioru mnie rozczarowała.

Continue reading ““Wszystkie Strony Świata” Ursuli Le Guin (recenzja)”

Zwykle recenzję tworzę z punktu widzenia czytelnika. Fana, odbiorcy, a nie twórcy. Na Miejsce początku Ursuli Le Guin spojrzę jednak nieco inaczej, jako zazdrosny debiutant, jak amator zawistny o warsztat niedościgłej Mistrzyni.

O powieści tej wspominało mi wcześniej dwóch czy też trzech znajomych, jako o jednej z lepszych spod jej rąk. Znajomi uprzedzali, że dzieło to jest inne, że bliżej mu do literatury obyczajowej, niż fantastycznej. Nieprawda. Miejsce początku jest fantastyczne, tyle, że ta fantastyka jest nieco obok, a nacisk położony jest nieco gdzie indziej – na wyjątkowo mało fantastycznych bohaterów.

I napiszę od razu: zgadzam się z opiniami ceniącymi tę powieść wysoko. Dla mnie to jeden z lepszych utworów pani Le Guin, a chociaż ja trochę czułem po lekturze niedosyt, zdecydowanie będę polecał Miejsce jako pozycję obowiązkową dla fanów Mistrzyni.

RECENZJA ZAWIERA PSUJE!!!

Continue reading “Ursula Le Guin i Miejsce Początku (recenzja)”

Wyobrażam sobie konsternację redaktorów polskiego wydania tej książki na widok angielskiego tytułu. Lathe of heaven, czyli Tokarka niebios. TOKARKA NIEBIOS. Co to może być? Socrealizm fantastyczny? Obróbka ze skrawaniem w życiu pośmiertnym? Jasne więc było, że ostatecznie dzieło Ursuli Le Guin musiało pójść na księgarskie półki pod innym mianem. “Jesteśmy snem” to, moim zdaniem, całkiem niezły wybór.

Co to w ogóle jest za książka? Czy dobra? Oj tak, dobra. Moim zdaniem spokojnie można ją zaliczyć do jednej z najlepszych osiągnięć mojej ulubionej pisarki. Rzecz pochodzi z roku 1971, pierwsze polskie wydanie dwadzieścia lat później. Kupiłem dopiero teraz, w antykwariacie, w ramach uzupełniania mojej znajomości twórczości Mistrzyni (oraz, przy okazji, zakupów mających na celu dokulturalnienie się prozą głównego nurtu). Słyszałem wcześniej pochwały tej powieści, ale wiedziałem o niej tyle, że chodzi o faceta, który śnieniem zmienia rzeczywistość.

Continue reading “Tokarka niebios, czyli Mistrzyni udaje Dicka (recenzja “Jesteśmy snem” Ursuli Le Guin)”

Le Guin jest pisarką tej klasy, że nawet jej słabsze dzieła spokojnie wystają ponad przeciętność. Rozbestwiony znakomitymi “Darami” (recenzja) i bardzo dobrymi “Głosami” (recenzja) spodziewałem się, że “Moce” będą równie dobre. Nieco się zawiodłem. Gdybym jednak napisał, że to ostatnia część cyklu jest słaba, to jak miałbym nazywać 90% pozostałej fantastyki?

Zanim przejdę do właściwej recenzji, nieco wyjaśnień. Na okładce po lewej widzicie “Wracać wciąż do domu”, ponieważ “Moce” zostały wydane w jednym wielkim tomie z czterema innymi powieściami. Efektem jest ponad-tysiącstronicowa cegła w przyzwoitej cenie. Jak na razie jeszcze nie rozsypuje mi się w dłoniach, chociaż czyta się toto czasami niewygodnie, przez co już lekko naddarłem jedną stronę. Jak dotąd wyłapałem tylko jedną literówkę – biorąc pod uwagę rozmiar cegły, można rzec – jakość wydania więcej, jak bardzo dobra.

Continue reading ““Moce” Ursuli Le Guin, czyli, niespodzianka, niewolnictwo jest złe (recenzja)”

“Głosy” kupiłem z winy jednego bardzo złego człowieka. Zdarzyło się bowiem, że dyskutowałem o powieściach na fejsbukowej grupie, nie pamiętam dokładnie o czym, i wspomniałem o “Darach” Ursuli Le Guin. Wyraziłem żal, że niestety jeszcze nie przetłumaczono drugiej części. Wówczas bardzo zły człowiek wtrącił się, że jak nie ma, jak jest. I zaraz dał odnośnik do księgarni, gdzie można kupić wspólne wydanie pięciu powieści  Le Guin (pod zbiorczym tytułem “Wracać wciąż do domu”, jak widzicie na okładce po lewej), w tym trzech właśnie z cyklu zapoczątkowanego “Darami”. Odpowiedziałem, że dopiero co wydałem dwie stówy na książki, a cena tej cegły wydaje mi się nieco zaporowa. Bardzo zły człowiek nie zrezygnował. Znalazł natychmiast miejsce, gdzie ta sama cegła kosztowała o wiele mniej.

No i skusił mnie, skusił mnie bardzo zły człowiek. Po prostu nie miałem wyjścia i musiałem zbiór nabyć. A przecież miałem już nic w roku 2020 nie kupować!

Continue reading “Ursula Le Guin “Głosy” – dobra kontynuacja bardzo dobrych “Darów” (recenzja)”

Nie podobało się.

Uff, wyrzuciłem to z siebie. Ursulę Le Guin uważam za jedną z najlepszych autorek SF jaką czytałem. Napisała kilka prawdziwych arcydzieł, należących do klasyki gatunku. Jej twórczość bez wątpienia wpłynęła na moje gusta oraz na mój sposób postrzegania nie tylko fantastyki, ale literatury w ogóle.

Ale Malafrenę uważam po prostu za słabą.

Dobrze, że chociaż okładka ładna.

No nic, zacznę od rzeczy, które mnie od powieści odstręczały, a potem dopiero napiszę o tym, co może się, mimo wszystko, w Malafrenie podobać.

Continue reading ““Malafrena” Ursuli Le Guin, czyli chłam spod ręki mistrzyni (recenzja)”

W ramach pandemiczno-wakacyjnego uzupełniania biblioteczki kupuję te książki, o których od dawna wiem, że już dawno powinienem je przeczytać. Między innymi uzupełniam sobie znajomość mistrzyni SF, Ursuli Le Guin. Ostatnio omawiałem jej Wydziedziczonych – powieść dobrą jak na innego pisarza, ale nie tak dobrą, jak mi zachwalano i jak się spodziewałem – i zdecydowanie nie dorównującą poziomem najlepszym powieściom mojej ulubionej autorki. O Oku czapli za dużo nie wiedziałem – raz jeden (chyba) czytałem bardzo krótką opinię. Nikt mi też tej powieści nie zachwalał. Od razu powiem: nic dziwnego. Że nie zachwalał.

Powieść kontrastuje dwa podejścia do życia, dwie społeczności – mamy maczystowskich, ultra-męskich potomków byłych przestępców ze Stolicy oraz pokojowy, wierzący w równość płci oraz brzydzący się przemocą Lud Pokoju. Oczywiście Lud Pokoju pokojowy jest okropnie, że aż strach, maczyści są maczystowscy i świńsko męsko szowinistyczni, zaś akcja jest przewidywalna i miejscami naiwna. Maczyści są bezradni wobec taktyki niestosowania przemocy, Gandhi z zaświatów uśmiecha się z aprobatą i wszystko kończy się… dobrze?

Continue reading ““Oko czapli” Ursuli Le Guin, czyli mistrzyni też się czasami potyka (recenzja)”

Czy poglądy pisarza można odczytać z jego książek? Czy pisarz tworzy powieści zawsze odzwierciedlające jego światopogląd? Sapkowski w wielu wywiadach dawał wyraz przekonaniu, że nie. Uważał, parafrazując, że jeżeli na podstawie opowieści jakiegoś człowieka można odczytać jego opinie na jakieś tematy (polityczne), to znaczy, że ten człowiek jest kiepskim twórcą. Z drugiej jednak strony łatwo zauważyć, że sympatie polityczne Sapkowskiego wpłynęły na kształt jego dzieł. A więc owszem, kwestie wypowiadane przez bohaterów wypowiadają bohaterzy, a nie autor. Nie popadajmy jednak w skrajność i nie udawajmy, że dzieła nic o autorze nie mówią. Choćby nie wiem jak autor się starał, coś z jego poglądów zawsze do opowieści przeniknie.

Trudno mieć pretensję do autorów, że mają poglądy i trudno się zżymać, że powstają książki te poglądy odzwierciedlające. Jedyne, co pozostaje, to ocenić, czy autorzy serwują nam zabarwione poglądami ciekawe powieści, czy też mniej lub bardziej sprawnie przyrządzone agitki polityczne.

Ursula Le Guin nie ukrywa swoich wyraźnie lewicowych i feministycznych przekonań. Mimo tego jej powieści zawsze ceniłem i cenię, bo chociaż zdarza się jej przejść w tryb kaznodziei, zwykle pisze dobrze o rzeczach, które dla niej są ważne. Stawia pytania, rozważa je, zmusza do myślenia. Zwykle. Niemniej, zanim zabrałem się za Wydziedziczonych, zastanawiałem się, czy otrzymam agitkę napisaną przez Le Guin-kaznodzieję, czy też porządną literaturę spod ręki autorki o wyrazistych poglądach.

Continue reading ““Wydziedziczeni” Ursuli Le Guin – pisarka zaangażowana (recenzja)”