Wpis będzie trochę chaotyczny, bo jestem dzisiaj nieco śnięty. Wczoraj studenci wysłali mi kod do debugowania, koło północy znalazłem im błąd, a potem już nie mogłem zasnąć. Jednym słowem, mam za sobą bezsenną noc i to się zdecydowanie odbija na jakości tego, jak piszę i mówię. Co śmieszniejsze, studentom potem wystawię za ten projekt ocenę. Po części więc na koniec będę oceniał sam siebie, hehe.

Wracając jednak do tematu, czyli do wydawniczych wieści. Dzisiaj odbyłem dwie rozmowy telefoniczne i mogę zakomunikować, co następuje:

(1) Twarde SF “Tęcza za horyzontem” oraz fantastyczny “Pożar na pustkowiu” (nazwa może ulec zmianie) ukażą się w przyszłym roku w wydawnictwie Genius Creations; dostałem pozwolenie, by się chwalić, więc się chwalę 😀 Kiedy dokładnie – nie wiadomo, to zależy od sytuacji na rynku.

(2) Miękkie fantasy, podobające się tym, którym się nie podobała “Tęcza”, pod roboczym tytułem “Między brzaskiem a świtem” też znalazło wydawcę, ale nie wiem, czy mogę już podać jego nazwę. Wydawnictwo jest niewielkie, ale prężne i szybko się rozwija, a zadebiutuję tam u boku pisarzy dość znanych. Jak dobrze pójdzie, powieść może ukaże się nawet już w tym roku!

(3) Powieść fantastyczna wchodząca bardziej w SF niż fantasy pod roboczym tytułem “Międzyświat” leży u betaczytelników i betaczytelniczek, czekam na opinie, a potem zacznę poprawki. Sądzę, że do września powinienem się wyrobić z wersją nadającą się do pokazania światu. Myślę, że wyślę najpierw temu samemu wydawcy, który wyda “Między brzaskiem a świtem”.

(4) Zacząłem planować kolejne fantasy, ale w sumie skreśliłem 90% projektu i zacząłem od nowa. Zacznę pisać może jeszcze w czerwcu, więc powinienem skończyć surówkę do końca roku, a wersję gotową dla wydawców pewnie do czerwca przyszłego roku.

(5) “Przynoszę wam pokój” na razie zbiera mieszane recenzje – znacznie słabsze niż moich beta czytaczy. Najlepsza recenzja, to że jest to “ok czytadło SF”, a najgorsza, że bardzo dobry pomysł, ale zepsuty przez “dialogi ze szkolnego wypracowania”. Przypominam, że opowiadanie pochodzi z roku 2015, więc sprzed pięciu lat. Mam nadzieję, że obecnie napisałbym rzecz lepiej.

Trzymajcie kciuki, by wszystko więc poszło dobrze, by rynek się nie załamał i by wydawcy mieli pieniądze na drukowanie nowych książek 😀

EDYCJA: poprawiłem kilka największych baboli w tym wpisie; zastanawiałem się, czy nie usunąć i nie napisać od nowa, ale niech tam – zostawię ten wpis w takiej postaci, w jakiej jest, aby był świadectwem jak źle wpływa na mnie brak snu.

W czerwcu tego roku w Nowej Fantastyce może się ukaże moje opowiadanie, Przynoszę wam pokój. Teoretycznie powinienem skakać pod sufit z radości, bo opowiadanie napisane zostało w roku 2015, do NF wysłałem w roku 2016, przyjęte zostało w roku 2017 – do publikacji w FWS. W 2019 Prószyński i s-ka zlikwidowało FWS, więc opowiadanie zostało przeniesione do NF i teraz – jest, wreszcie! Pięć lat po napisaniu, trzy lata po przyjęciu, wreszcie się ukaże!

Tyle, że istnieje też druga strona medalu. Tęcza za horyzontem zaczyna się załogą, którą żywcem wyrżnąłem właśnie z tego opowiadania. Główny bohater ma dokładnie to samo imię (Luka) i dokładnie tę samą funkcję (psychoruka). Gdyby więc ukazało się, powiedzmy, na początku roku 2021 – Przynoszę wam pokój świetnie spełniłoby rolę reklamy powieści. Gdy jednak rzecz pojawi się teraz, w czerwcu… to za półtora roku, kto będzie o nim pamiętał? Nikt. Kto teraz pamięta o moim Imago? Nikt.

Z jednej strony, dobrze jest mieć takie dylematy. I fajnie, że wreszcie może się pojawić. Ale z drugiej… O ile lepiej by było, gdyby opko poszło tak z trzy miesiące przed książką, prawda?

Głupio się chwalić czymś, do czego potem może nie dojść (już się raz tak chwaliłem wydaniem w CreatioFantastica opowiadania, które tam w końcu utknęło i w końcu je wycofałem). Jednakże mogę powiedzieć chyba, że otrzymałem dzisiaj list, który wprawdzie niczego nie obiecuje i nie daje żadnej pewności, ale i tak wprawił mnie w szampański humor.

Trzymajcie kciuki. Zapewne coś więcej będę mógł powiedzieć za uhuhu i jeszcze nie wiadomo więcej ile czasu (może za rok… może za dwa… a może nigdy, jeżeli jednak do niczego nie dojdzie), ale trzymać kciuków nie zawadzi.