Tęcza za horyzontem

“Tęcza za horyzontem” to SF wykorzystujące niektóre elementy świata z mojego opowiadania “Przynoszę wam pokój”. Podpisałem umowę na jej wydanie z Genius Creations, ale jak na razie nie wiadomo, kiedy się ukaże. Liczę na rok 2022, ale pewny nie jestem i być nie mogę – wszystko zależy od sprzedaży innych moich powieści oraz od sytuacji na rynku.

Jeżeli odbiliście się od “Przynoszę wam pokój”, to prawdopodobnie odbijecie się także od “Tęczy” i to nawet wtedy, gdy podobały się Wam moje “Imago”, “Świat bez świtu”, albo “Pożar na pustkowiu”. To znaczy, pewności nie mam, ale tak sądzę na podstawie opinii jedenastki osób czytających rzecz przed jej wysłaniem do wydawnictwa.

Reakcje moich betaczytelników były dość skrajne i ostro podzielone według płci. Mężczyznom (sześciu) podobało się wszystkim bez wyjątku i dawali mi recenzje od pochlebnych do entuzjastycznych (najsłabsza opinia to było “4/5 = podobało się, ale…”). Natomiast kobiety… Nie wiem, z czego to wynika, ale powieść podeszła – i to bardzo – tylko jednej betaczytelniczce (z pięciu). Następna z tej piątki miała mieszane uczucia (ta jedna czytała też “Świat bez świtu” i uważała tamtą powieść za moją najlepszą). Jedna testerka jechała mnie strasznie. Wreszcie dwie dziewczyny po prostu nie były w stanie przebrnąć do końca. Nie chodzi tutaj o sam stosunek do SF, bo z tej dwójki jednej bardzo podobało się moje “Imago” (SF twarde jak się patrzy), a “Tęczy” nie zmęczyła. Z drugiej strony, pięć kobiet to próbka trochę za mała, a na dodatek z tych pięciu dwie zwykle czytają powieści obyczajowe… Do tego dostałem od faceta opinię “na pewno się kobietom spodoba”, a od tej jednej, jedynej sprawiedliwej spośród piątki testerek usłyszałem “bardzo mi się, ja nie wiem, czemu inne dziewczyny są nastawione do tego tekstu tak negatywnie”.

Osobiście “Tęczę za horyzontem” stawiam znacznie wyżej i od “Pożaru na pustkowiu”, i od “Świata bez świtu” (chociaż uważam ją za słabszą od “Międzyświata”). Tak samo twierdziła zresztą szóstka moich betaczytelników płci męskiej – tym bardziej mnie zastanawia, dlaczego wśród kobiet, którym powieść podesłałem do testowania, opinie były dokładnie odwrotne. W sumie może powinienem, tak dla celów statystycznych, przekornie zachwalać “Tęczę” jako świetną SF dla płci pięknej i potem patrzeć po recenzjach, czy ten biegnący dość ostro po linii płci podział utrzymałby się na większej grupie.

Rzecz zaczyna się bardzo prosto. Krążownik słowiańskiej Wszechfederacji w wyniku nieudanego skoku trafia w nieznaną część kosmosu. A tam… Nie, jednak nic więcej nie napiszę. Nie będę psuł przyjemności z lektury.

Śmierć Kramera powinna Trzecim wstrząsnąć, nie czuł jednak absolutnie nic.
Miał wrażenie, że z Kramerem łączyła go przyjaźń, i to chyba nawet dość serdeczna. W głowie trzepotał strzępek wspomnienia: potężna biba, on i Kramer, pijani w trzy dupy, wywrzaskujący piosenkę z durnym tekstem. Coś o chłopakach z gwiezdnego patrolu i ich niewdzięcznych dziewczynach, bezczelnie pieprzących się z obsługą stacji rozrodczych. Pamiętał, jak po każdej kolejce Kramer ryczał na cały głos: jeszcze raz, Luka! Chłopaki z patrolu! Następnego dnia obu dręczyła paskudna chrypa.

Luka. Nie podobało mu się to imię. Nie należało do niego. Gdy trzy godziny temu odcyfrował je po raz pierwszy z naszywki na rękawie, przez kilka długich sekund sądził, że pomylił mundury.

O tym też powinienem wspomnieć lekarzowi, pomyślał z trudem Trzeci. O kształtach liter. O tym drażniącym uczuciu, że coś z nimi nie tak, że wyrazy powinny wyglądać inaczej. Gdy wpatrywał się w napisy, przez niepokojąco długi ułamek sekundy widział zlepek bezsensownych hieroglifów, zanim nagle do umysłu wskakiwało ich znaczenie.

Z drugiej strony, Łarienko pewnie i tak by nie zmienił zdania. Skan mózgu bez zmian.