Świat bez świtu

W Ostatecznej Bitwie bogowie pokonali Naukturów i opuścili świat cieszyć się zwycięstwem w dworcach Ojca Wszechrzeczy. Zabrali ze sobą bohaterów i królów, ich rodziny i wierne sługi: całą ludzkość. Prawie całą. W świecie porzuconym przez bogów, wiecznie zawieszonym między nocą a świtem, pozostali najnędzniejsi z niewolników, dziwki, żebracy i bandyci. Dwadzieścia lat później resztki ludzkości usiłują ubłagać bogów, by powrócili i zabrali pozostawionych.

Powieść przez recenzentów i betaczytelników została określona jako “fantasy postapo”. Formalnie rzecz biorąc, to prawda, chociaż wydaje mi się, że może to powodować nieco mylne nastawienie co do treści. Tak, jest to fantasy, i tak, akcja ma miejsce po – dosłownie – apokalipsie, ale mimo wszystko… Nie jest rzecz aż tak mroczna, jak mogłoby sugerować to określenie. Właściwie nie chciałem niczego mrocznego napisać. Powiem więcej, początkowo chciałem stworzyć YA, tyle, że jakoś tak wyszło mi coś znacznie poważniejszego.

Świat bez świtu ukazało się jako moja pierwsza powieść, ale tak naprawdę jest trzecią (właściwie nawet: czwartą, gdyby liczyć moją pierwszą próbę literacką, o której teraz wolę zapomnieć). Faktycznie moim debiutem powinien być “Pożar na pustkowiu”, który został wydany przez Genius Creations (z przyczyn technicznych zostanie podzielony na dwie części). Drugą powieścią jest “Tęcza za horyzontem”, która nie wiem, kiedy zostanie wydana.

Na początku chciałem powieść nazwać Wieczny zmierzch. Serio. Naprawdę mi nie przyszły do głowy oczywiste skojarzenia. Dopiero życzliwi koledzy łagodnie zasugerowali, bym może jeszcze sprawę przemyślał, a wtedy palnąłem się w czoło (zabolało). Kolejny tytuł miał brzmieć Między brzaskiem a świtem, ale ostatecznie, po rozmowie z wydawcą, wspólnie wybraliśmy Świat bez świtu.

— Kiedyś mieszkało tu trzydzieści tysięcy luda —
mówił tymczasem Berkemorsal, wycierając palcem brzegi miski. — I to poza sezonem, bez pielgrzymów! To było miasto… A teraz? Smutek i żenada.

— Mam to w nosie — przerwał Wik. — Do cholery! Co z umową? Składam ofiary, modlę się, czyli co, czyli ja ze swojej części się wywiązuję. Kazałeś przyjechać, jestem. No i? Nawet kowala nie mają. Wielkie mi miasto.

— Kowala? — zdziwił się bożek. — Aaa, już wiem, ty znowu o ten miecz, tak? Ale żeś się naparł. Tyle razy mówiłem, Illagira można przekuć tylko w trzech miejscach: kuźni Herdala, siedzibie Margolisa Promienistego i…

— Dobra, dobra — przerwał Wik znowu. — Układ! Pamiętasz?

— Tak, tak, pamiętam. Chciałeś wspaniałej historii. Mam jeden świetny pomysł, bardzo ci się spodoba, zobaczysz. Krew i poświęcenie, miłość i śmierć.

— I pieśni — przypomniał Wik.

— Jasne, pieśni muszą być. Słuchaj… Słuchasz? Otóż za kilka godzin wyjdziesz na ulicę, pokażę ci gdzie, i będziesz tam czekać…

(wersja przed redakcją)

Recenzje: na stronie OliWolumin, Kilka zdań o (facebook), Mój kajecik (Mateusz Miedziński, instagram), Efemeryczność chwil (instagram), readmyheart  (instagram), Agata Grabowska (nakanapie) Vista (nakanapie), Małgorzata Gwara (magazyn “Biały kruk”), Cordellia fantastycznie (instagram), mechaniczna kulturacja, półkapełnaksiążek (negatywna), Anna Musiałowicz (grozownia), życie pełne książek (video recenzja, od 16:40).

Dostępne na legimi. Ebook najtaniej na stronie wydawnictwa (ostatnio jak patrzyłem za niecałe 18 złotych). Książkę w postaci papierowej także można kupić na stronie wydawnictwa, wtedy wydawnictwo i ja dostajemy najwięcej 😀 ale można też znaleźć taniej na innych stronach. Audiobook do zakupu na virtualo i empikGo – można tam przesłuchać blisko godzinną próbkę.