Chłopiec do umierania

Tego ranka Chłopiec umierał w wyjątkowo parszywym nastroju. Klient był niezdarny, na dodatek strasznie sapał, nawet jeszcze zanim zabrał się do rzeczy. Dłonie miał zimne i spocone, nieprzyjemnie śliskie, o krótkich, tłustych paluchach. Chłopiec chętnie by go w te palce ugryzł, ale tego nie było w scenariuszu, a każde odstępstwo od scenariusza mogło skutkować utratą pięćdziesięciu patyków (po potrąceniu podatku). Szarpał się więc tylko i szamotał, lecz gdy nieomal udało mu się wyrwać, uznał, że i z szarpaniem nie może przesadzać.

Opowiadanie to porusza kilka tematów, ale gdybym wyjaśnił już teraz, dlaczego je napisałem, zepsułbym wam przyjemność z czytania – wrócę do tego poniżej. “Chłopiec do umierania” powstał, gdy zastanawiałem się nad kilkoma problemami, brakowało mi jednak bohatera. Wiedziałem, co chcę napisać, jak powinno się opowiadanie skończyć, ale ilekroć się zabierałem do pracy, nie mogłem ruszyć z miejsca. Później obejrzałem “Sukai Kurora” i natychmiast pojawiło się rozwiązanie. Wieczny Chłopiec idealnie nadawał się na główną postać historii, którą chciałem opowiedzieć.

Poniekąd powstał w parze z Czarbrończynią, chociaż zajmuję tutaj pozycję przeciwną, niż w tamtym opowiadaniu.

“Chłopiec do umierania” powstał w roku 2015, najpierw wysłałem go do “Nowej Fantastyki”, ale nie zdobył tam uznania. W 2016 wysłałem je więc do Fahrenheita i tam, po zaledwie siedemnastu miesiącach, został opublikowany (w maju 2018). Co ciekawe, w międzyczasie ekipa z Fantazmatów urządziła konkurs pod tytułem “Umieranie to parszywa robota” (Termin nadsyłania prac już minął, jeżeli mieliście jakiś genialny pomysł – trudno, już po ptokach). Naprawdę się bałem, że zanim mi mojego “Chłopca” przyjmą i opublikują, Fantazmaty wydadzą zbiorek z tuzinem utworów na identyczny temat i potem wszyscy będą myśleć, że moje dziełko to popłuczyny po konkursie, odrzucone  z uwagi na wtórność. Zbieg okoliczności mimo wszystko hasła konkursu z zawodem tytułowego Chłopca jest jednak zastanawiająca.

Grafika autorstwa Roberta A. Masona.

Teraz trochę psujów – jeżeli nie chcesz, nie czytaj dalej.

Możliwe spojlery - nie klikaj, jeżeli nie przeczytałeś opowiadania!

“Chłopiec” powstał po trochu jako dwugłos w sprawie eutanazji, razem z “Czarbrończynią”. Tutaj chciałem pokazać, że każde prawo można nadużyć, że idąc logicznie za “każdy ma prawo wybrać sposób śmierci” można dojść do rzeczy, które jednak wydają mi się obrzydliwe. Każdy może być mordercą, w pełni legalnie, płacisz odpowiednią kwotę i możesz przeżyć dreszczyk emocji. Po trochu także efekt rozmyślań nad systemami etycznymi i utylitaryzmem: w jaki sposób, nie wychodząc poza ramy utylitaryzmu, można uzasadnić moją intuicję, że zawód Chłopca jest niemoralny, a ludzie go zabijający to degeneraci?

Samo w sobie byłoby to mało interesujące i stąd potrzeba obsadzenia w głównej roli kogoś wyglądającego jak dziecko. Chłopiec jest bezbronny – on w gruncie rzeczy, mimo tylu przeżytych lat, wciąż jest dzieckiem. Równocześnie to, że jest chłopcem, dało mi możliwość zgrabnego rozwiązania innego problemu – w jaki sposób doprowadzić do zakończenia: prawdziwego morderstwa, w świetle kamer. Bo by morderstwo było doskonałe, by morderca uszedł kary, wszystkie decyzje Chłopiec musiał podejmować sam – samodzielnie.

Wreszcie, od lat obsesyjnie myślę o wolnej woli i determinizmie. Jeżeli wolna wola jest tylko iluzją, to czy można się przed sądem bronić “nie zmuszałam go do samobójstwa”, jeżeli z góry się wie, jakie sznurki trzeba pociągnąć, by druga osoba zadziałała według naszych chęci?

Chętnie bym napisał dalszy ciąg tego opowiadania, dziejący się już w sądzie, gdzie Rodin broniłaby się przed zarzutami morderstwa. Ale, obawiam się, to już byłoby zbyt nudne.

CzarbrończyniOpka na sieciNoc, dzień i poranek

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.