Obiecywałem dwa tygodnie temu, że dzisiaj podsumuję efekty poszukiwania wydawców do najnowszej powieści, Między brzaskiem a świtem. Tak się złożyło, że mam do zaraportowania wiadomość dla mnie bardzo miłą, ale akurat dotyczącą czego innego (o tym na samym końcu) – a dla Między Brzaskiem niestety, za bardzo nie ma czego podsumowywać. Rzecz w tym, że większość wydawców nie ma zwyczaju odpowiadać autorom, których dzieła nie zdobyły uznania recenzentów. Jest to potwornie frustrujące i narzekania na milczenie wydawców powtarza się na każdej grupie początkujących pisarzy. Wydawcy zwykle dają sobie od dwóch do trzech miesięcy na odpowiedź, ale w praktyce bywa i tak, że odpowiadają szybciej (na przykład, mój znajomy otrzymał odpowiedź w ciągu niecałego miesiąca, ale zarzekał się, że to był wyjątkowy zbieg okoliczności). Oczywiście bywa i tak, że odpowiadają później. O ile później? Różnie. Słyszałem o odpowiedziach nadchodzących po sześciu miesiącach. Podobno mogą odpowiedzieć i później (vide miła wiadomość, o której później).

Continue reading “Wieści z frontu”

Od początku stycznia wysyłam “Między brzaskiem a świtem” do wydawców, w losowej kolejności. Gdzieś tak za trzy-cztery miesiące albo się któryś odezwie, ale trzeba będzie uznać, że rzecz była za mało dobra na gusta redaktorów.

Równocześnie zaczynam pracować nad nowym pomysłem. Tym razem – ma to być bezwstydny melanż całej kupy różnych pomysłów, własnych i cudzych. Inspiracje na podstawie piosenek, grafik komputerowych oraz opowiadań przeczytanych tak z dwadzieścia-trzydzieści lat temu. Główny motyw – nadzieja i dziedzictwo. Dziedzictwo, nie dziewictwo, czyli legacy w obcym języku. Chociaż dziewica też będzie, a jak.

Jak opisałem pomysł na czacie, z miejsca usłyszałem, że pewnie się inspirowałem Mroczną Wieżą Kinga, grami Fortnite oraz trajlerem jednego filmu, co ma wyjść w tym roku. Co jest o tyle zabawne, że Mrocznej wieży nie czytałem, w gry nie grywam, a trajler uważam za kolejny przejaw działalności Przyjaznego Spisku Telepatów z Maszyną Czasu (no wiecie, tych gnojków, co kradną nam pomysły, cofają się w czasie i je publikują dekadę zanim nam pomysły przyjdą do głowy). Przyznaję się do inspiracji za to Log Horizon oraz opowiadaniami Kresa.

Ale – na razie mam szkic świata, bohaterów i niejasny pomysł na akcję. Bohaterzy walczący o niejasną Nagrodę, wdający się w dywagacje na temat natury świata, do którego ich rzucono i o tym, czy warto o tę Nagrodę walczyć. Tytuł roboczy: Międzyświat.

Poza tym, żadnych wiadomości.

Głupio się chwalić czymś, do czego potem może nie dojść (już się raz tak chwaliłem wydaniem w CreatioFantastica opowiadania, które tam w końcu utknęło i w końcu je wycofałem). Jednakże mogę powiedzieć chyba, że otrzymałem dzisiaj list, który wprawdzie niczego nie obiecuje i nie daje żadnej pewności, ale i tak wprawił mnie w szampański humor.

Trzymajcie kciuki. Zapewne coś więcej będę mógł powiedzieć za uhuhu i jeszcze nie wiadomo więcej ile czasu (może za rok… może za dwa… a może nigdy, jeżeli jednak do niczego nie dojdzie), ale trzymać kciuków nie zawadzi.

Ten wpis to krótki raport na temat tego, co się u mnie dzieje oraz co mam zamiar robić w najbliższym czasie (z blogiem i pisarstwem).

Nie ukrywam, że zakładając blog żyłem w złudnym przekonaniu, że mniej więcej w lipcu lub najpóźniej wrześniu ukaże się moje opowiadanie w Fantastyce Wydaniu Specjalnym (w wersji realistycznej) albo właśnie będę dopinał podpisywanie umowy z jakimś wydawnictwem (w wersji marzycielskiej). Niestety, FWS zostało zlikwidowane, co oznacza, że moje opowiadanie trafi do zwykłej Fantastyki, i to dopiero w roku 2020. Żadne wydawnictwo też nie było zainteresowane moją tysiąc-stronicową historią o biednych prześladowanych Elkari, którzy się wpieniają, zakładają własne państwo i odpłacają wszystkim pięknym za nadobne. Również Tęcza za horyzontem, dla odmiany SF, jak do tej pory (a minęły już ponad trzy miesiące od wysłania do szóstki wydawnictw) nie zdobyła uznania.

Continue reading “Plany na przyszłość”