Uwaga! Wpis będzie zawierał parę niesmacznych i ostrzejszych stwierdzeń, głównie niedokładnych cytatów. Do tego, wyrzucam tu z siebie coś, co mnie naprawdę wkurzyło.

Męska literatura. Kobieca literatura. Ło, panie, na jakie pole minowe pan włazisz. Że jak, że masz pan zamiar czelność zaraz pisać, że kobiety nie czytają SF, a mężczyznom sięgającym po fantasy usychają jądra?! Jak pan śmiesz!

Co, mało śmieszny wstęp? Zgadzam się w zupełności. Tyle, że wcale nie przesadzam. Pierwszą wersję tego wpisu zacząłem tworzyć świeżo wku*ony burzą wywołaną na pewnej fejsbukowej grupie po odkryciu dokonanym przez jedną z fanek fantastyki: otóż jakaś księgarnia internetowa miała czelność zamieścić artykuł o fantastyce dla mężczyzn. Mogłoby się komuś wydawać, że nie ma w tym nic kontrowersyjnego. Ot, w księgarni postanowiono napisać coś na wypadek, gdyby przyszła przed świętami dziewczyna i chciałaby wiedzieć, co mogłaby kupić na prezent dla chłopaka. Albo może chcieli mieć gotową odpowiedź, gdyby jakiś chłopak guglał propozycje książkowe dla siebie. Zresztą, nieważne, kto miałby guglać – artykuł został ewidentnie tak napisany, by wyskoczyć w wynikach wyszukiwań i to widać.

Continue reading “Czy istnieje “męska” albo “kobieca” literatura?”

Tematem tego artykułu będą aborcje. Temat kontrowersyjny, chociaż zdawałoby się przecież, że w operowaniu liczbami i gromadzeniu danych nie powinno być nic wzbudzającego emocje – wszak mało kto dostaje piany na ustach dyskutując o pogłowiu rybek akwariowych w Polsce. Łatwo kogoś urazić, łatwo w emocjach powiedzieć coś głupiego – albo nawet napisać coś bez zastanowienia, co umowna “druga strona” z miejsca zinterpretuje jako potwierdzenie, że jesteś faszystą albo bolszewikiem, do wyboru.

Dlatego też zanim przejdę do sedna, postanowiłem najpierw się usprawiedliwić: dlaczego w ogóle biorę się za ten temat? Niecierpliwych, oczekujących na szybką i jednoznaczną odpowiedź, muszę rozczarować. Nie mam pojęcia, ile jest nielegalnych aborcji w Polsce. Co więcej, jestem przekonany, że nikt tego nie wie i nikt obecnie nie jest w stanie w sposób wiarygodny i niepodważalny podać szacunki inne niż “od sześciu do dwustu tysięcy”.

Continue reading “Ile jest nielegalnych aborcji w Polsce, czyli szacowanie rozmiarów podziemia aborcyjnego”

W czasie ostatniej dyskusji z koleżanką z lewej strony o tzw. prawach reprodukcyjnych po raz kolejny pojawiła się kwestia męskiej aborcji. Co ciekawe, koleżanka nie dała się sprowokować do kłótni, ucięła rozmowę krótko, że nic o temacie nie wie i na tym się skończyło – dawniej w takich przypadkach byłem zarzucany albo wyzwiskami, albo nonsensownymi argumentami typu “nie chciałeś dziecka, załóż gumkę” albo “nie chcesz dzieci nie uprawiaj seksu” (co ciekawe, symetryczny argument zwykle jest wyśmiewany jako mizoginistyczny). Tak czy inaczej pomyślałem, że może warto o pomyśle wspomnieć na blogu.

Zastrzegam od razu, że nie jest to mój pomysł. Pierwszy raz zetknąłem się z nim kilka(naście?) lat temu, gdy czytałem na temat feminizmu, aktywistek i tak dalej – kiedy dokładnie, nie pamiętam.  Poszukałem z czystej ciekawości i google mi mówi, że pod jednym ze swoich “trollowych” nicków dyskutowałem o męskiej aborcji w roku 2013. Mam jednak wrażenie, że jest to coś wciąż mało znanego w Polsce (a nawet na świecie). Drugie zastrzeżenie jest równie ważne: przedstawienie pomysłu nie oznacza, że go popieram. Jestem gotów uznać wiele praw i pomysłów, o ile są symetryczne. Punktem wyjścia do dyskusji jest założenie, że kobiety otrzymały prawo do aborcji na życzenie – nie dyskutujemy, słusznie, czy też nie, i jak realistyczne albo moralne jest to założenie. Bez tego założenia pomysł nie ma sensu i nie powinno się go rozważać w oderwaniu od tegoż założenia.

Continue reading “Męska aborcja”

Niedawna afera z ministrem czy też wice-prezydentem od europejskiego stylu życia (European Way of Life) wyznaczonego przez von der Leyen przypomniała mi, że miałem napisać coś o ramowaniu, czyli jednym z chwytów retorycznych, których wyjątkowo nie lubię. Żadnym fachowcem nie jestem, piszę więc z perspektywy kompletnego laika; chodzi mi o pewną metodę ustawiania przeciwnika do dyskusji, a czy ona nazywa się fachowo ramowanie, czy też inaczej, jakby interesuje mnie mniej. Umówmy się jednak, że na potrzeby tego wpisu będę używał właśnie tego słówka.

O co chodzi? W przypadku von der Leyen i jej poronionego pomysłu,  kobieta (Margiritis to chyba żeńskie imię) od europejskiego stylu życia miała się zajmować między innymi imigracją. Natychmiast skrytykowano ten tytuł za używanie retoryki skrajnej prawicy. Dziennikarze dodali dwa do dwóch i wyszło im, że imigracja jest zagrożeniem europejskiego stylu życia, a to już jest okropność i faszyzm. Von der Leyen odrzekła, że nie można tak na to patrzeć: nie można oddawać języka faszystom. Po prawdzie, teraz to ja już nie wiem, czy Europejski Styl Życia to popieranie migracji, czy może wprost przeciwnie; nie w tym rzecz. Powstaje pytanie, o czym myślała von der Leyen, gdy wybierała taki właśnie tytuł. Przychodzi mi na myśl przypuszczenie, że chciała połączyć-skojarzyć te trzy słówka z postępowymi sloganami (bo nie podejrzewam jej o poparcie prawicy, mimo jej pochodzenia partyjnego): solidarność, tolerancja. Nie wiem, czy mam rację, to tylko zresztą punkt wyjścia dla całego wpisu, ale być może chodziło o to, by móc mówić: jesteś przeciwko X? Czyli jesteś przeciwko europejskiemu stylowi życia! Czyli nie popierasz europejskich wartości!

Continue reading “Europejski styl życia, czyli ramowanie.”

Aktualizacja: poprawione dane oraz przeliczone od nowa.

Tak, miało być apolitycznie, niekontrowersyjnie, przyjaźnie wobec wszystkich opcji politycznych i ogólnie – sami wiecie – różowe jednorożce, głaskanie po główkach i uśmiechy rozdawane na lewo i prawo. Miało tak być, ale nie zdzierżyłem. W ciągu kilku ostatnich tygodni brałem udział w kilku dyskusjach, a jeszcze większą liczbę dyskusji obserwowałem z dystansu, z trudem się powstrzymując od udziału. No i nie da się. Po prostu się nie da.

Cała rzecz została sprowokowana dyskusją na temat edukacji seksualnej, ale nic o skuteczności takiej edukacji, jej celowości  i tak dalej w tym wpisie pisać nie będę. Odniosę się tylko do jednego jedynego argumentu, ponieważ widzę go na sieci już po raz drugi. Argument ten brzmi mniej więcej tak: przez brak odpowiedniej edukacji seksualnej w Polsce mamy problem z ciążami nastolatek, podczas gdy w Szwecji edukację na poziomie mają i dlatego ciąż nastolatek mają nie tak dużo jak my. Pierwszy raz widziałem tego typu rozumowanie w jakimś artykule bodajże w GW albo przyległościach, a drugi raz właśnie teraz, niedawno, we wpisie podanym na facebooku.

Continue reading “Edukacja seksualna a ciąże nieletnich”

Pora zakończyć cykl wpisów dotyczących kobiet w informatyce. Dla przypomnienia, zastanawiamy się, dlaczego kobiet w informatyce jest tak mało (nieco ponad 14% w Polsce, przy średniej dla UE wynoszącej 16.7%). W poprzednich trzech wpisach argumentowałem, że tak niska liczba kobiet nie może być wyjaśniona ani przez seksizm, ani przez różnice w umiejętnościach kobiet/mężczyzn. Dodatkowo zastanawiałem się nad wpływem stereotypów i brakiem wzorców osobowych, dochodząc do wniosku, że one także nie mogą być wyjaśnieniem. Obecnie podsumuję cały cykl oraz przedstawię inne wytłumaczenie, które według mnie znacznie lepiej przystaje do rzeczywistości. Wytłumaczenie  to kombinacja dwóch czynników: faktu, że kobiety mają więcej opcji, oraz posiadają średnio inne preferencje dotyczące wymarzonych zawodów.

Zanim przejdę dalej, najpierw kilka zastrzeżeń. Jeżeli, drogi czytelniku/czytelniczko są to dla Ciebie sprawy oczywiste, pomiń zastrzeżenia i przejdź od razu do opisu dwóch hipotez mających w mojej opinii być najprawdopodobniejszym wyjaśnieniem obserwowanym niskim procentem kobiet/informatyków.

Continue reading “Kobiety w informatyce, albo kto czego chce, kto jakie ma możliwości.”

Niniejszy wpis jest kontynuacją rozważań na temat przyczyn, dla których jest tak niewiele kobiet w informatyce. W pierwszej części rozważałem wpływ seksizmu i uznałem, że trudno uwierzyć, by seksizm odgrywał poważną rolę, w drugiej starałem się wykazać, że przyczyną tak wielkich dysproporcji raczej nie jest różnica w umiejętnościach. Zastrzegam tutaj, że oba te czynniki mogą wywierać jakiś wpływ, ale nie decydujący.

Obecnie zajmę się kolejnymi przyczynami postulowanymi przez znaną mi literaturę (oraz znane mi feministki): po pierwsze, stereotypy i zagrożenia stereotypami, a po drugie, brak wzorców osobowych dla młodych kobiet. Oba te czynniki miałyby odstraszać kobiety oraz powodować, że ich zdolności drastycznie maleją, przez co przestają rozumieć matematykę oraz tracą umiejętność stukania w klawisze. Jak zwykle streszczenie dla tych, co nie lubią za dużo czytać: uważam, że brak twardych dowodów na wpływ stereotypów i istnienia wzorców osobowych, zagrożenie stereotypem uważam za pseudonaukowe brednie, ale z drugiej strony być może jakąś rolę czynniki te odgrywają, chociaż trudną do skwantyfikowania.

Continue reading “Wszystkiemu winne stereotypy i brak wzorców osobowych!”

Z jednej strony, chciałbym dokończyć serię wpisów na temat kobiet w informatyce (a raczej ich braku), z drugiej strony – w trakcie poszukiwań trafiłem na kilka artykułów (po angielsku), które przekazują mniej więcej to samo, co chciałem przekazać ja, tylko znacznie lepiej. Niemniej jednak, skoro zacząłem, może wypadałoby skończyć. A z drugiej strony… nie, zaraz, to już będzie z trzeciej strony, zresztą nieważne – z drugiej strony, niekoniecznie mi się chce pisać teraz długich elaboratów wiedząc, że zamiast tego mógłbym po prostu zalinkować pięć czy sześć innych blogów.

W efekcie postanowiłem sklecić ten wpis, który ma w zamyśle uzupełniać informacje podane poprzednio. Dla przypomnienia, napisałem już, że moim zdaniem przyczyną małej reprezentacji kobiet raczej nie jest seksizm oraz, że że gdyby istniały dysproporcje w umiejętnościach kobiet i mężczyzn, to raczej nie mogłyby wyjaśniać dysproporcji w partycypacji.

Wpis będzie niepoukładany, chaotyczny, nieporządny i nie tylko o informatyce. Uwaga: nic tutaj nie udowadniam, tylko wrzucam zestaw odnośników i informacji. Na sieci można znaleźć także multum odnośników pokazujących coś innego; tak się jednak składa, że czasami te odnośniki to fake news, a czasami są prezentowane jako prawda objawiona, bez pokazywania, że inne studia pokazują coś innego. Będę aktualizował ten wpis, kiedy tylko znajdę coś ciekawego. Na razie zawiera zaledwie parę informacji.

Na początek, podobno kobiety są dyskryminowane przy przydziale grantów. Przynajmniej w USA w grantach przydzielanych przez NIH (National Institute of Health) nie udało się odnaleźć dowodów na taką  dyskryminację.

Nie ma dowodów na to, by kobiety (przynajmniej w USA) byłyby dyskryminowane przy przyjmowaniu na stanowiska na uczelniach. Wprost przeciwnie, w USA łatwiej znaleźć dowody na znaczną dyskryminację skierowaną przeciwko mężczyznom, zarówno w kierunkach inżynieryjnych, na psychologii, biologii i ekonomii: w eksperymencie opisanym w artykule Williams, Ceci (2015) wysłano CV kandydatów różniących się tylko płcią. CV podpisane przez kobietę blisko dwukrotnie częściej (!!)  doczekiwało się odpowiedzi.

W innym przypadku w prasie pojawiły się informacje o eksperymencie mającym rzekomo dowodzić, że kobiety są dyskryminowane przy przyjmowaniu do pracy. Okazało się, że to fake news: ten eksperymenty nigdy się nie odbył (tutaj odnośnik bezpośredni do dyskusji na twitterze). I tak, w dyskusjach na sieci też ktoś kiedyś mi go tryumfalnie rzucił w twarz. W tym samym linku opis innego eksperymentu, studium mające 1388 cytowań: rzekomo mającego dowodzić, że kobiety korzystają na tzw. “ślepych” przesłuchaniach (przepraszam, nie wiem, jak to tłumaczyć na polski): tzn, że kiedy w orkiestrze przesłuchiwano kandydatów, to gdy oddzielono przesłuchujących od kandydatów tak, by nie mogli widzieć ich płci, rzekomo zwiększyło to znacząco szanse kobiet. Tymczasem studium pokazuje efekty minimalne, żadne, a jeżeli już ktoś nieco zyskuje, to prędzej mężczyźni.

Większość linków jest o danych na temat USA. Przyczyna: najłatwiej je znaleźć. W Polsce te dane są zagrzebane w jakichś dziwnych dokumentach. Dlatego kolejny link z USA: kobiet zdobywają większość doktoratów, w wielu dziedzinach ponad 3/4. Niemniej za problem uważa się tylko fakt, że w dziedzinach STEM większość doktoratów zdobywają mężczyźni.

 

Dzisiejszy wpis będzie kontynuacją rozważań na temat dlaczego w informatyce jest tak mało kobiet? W pierwszym wpisie argumentowałem, że przyczyną dysproporcji nie może być seksizm, ponieważ, po pierwsze, seksizm w informatyce nie jest znacząco częstszy niż w innych dziedzinach (chociaż w polach STEM wziętych ogółem jest częstszy), oraz po drugie i znacznie ważniejsze, są dziedziny, gdzie seksizmu jest więcej, a procent kobiet jest większy niż w informatyce. Jest to bardzo silną poszlaką, że nawet jeżeli seksizm ma jakiś wpływ na procent kobiet, nie może to być wpływ decydujący (ani nawet szczególnie znaczący).

Obecnie podejdę z drugiej strony i rozważę częsty argument rzucany z drugiej strony barykady: że kobiety są po prostu mniej zdolne i mniej się nadają do kierunków ścisłych. Dla tych, co nie lubią czytać zbyt dużo, krótkie streszczenie: nie, ten argument nie wyjaśnia dysproporcji. Dla osób doszukujących się wszędzie seksizmu i mizoginii na dole tzw. disclaimer.

Continue reading “Nasi superzdolni chłopcy-informatycy”

Do napisania tej notki przymierzałem się już od bardzo dawna. Po pierwsze, dawno, dawno temu jeden z moich kolegów był uprzejmy zalinkować wpis swojej koleżanki, skarżącej się na seksizm w firmie, gdzie pracuje (chociaż jak dla mnie, to tam jest więcej przykładów zwykłego buraczanego chamstwa, a nie seksizmu). Po drugie, na fejsbuku co pewien czas dowiadywałem się, że winą za brak kobiet w informatyce należy obarczyć seksizm. To ostatnie pojawia się w różnych odmianach na różnych portalach i stronach. Techbros wygryzają kobiety z informatyki. Kobiety boją się iść na informatyczne kierunki, bo tam, panie, seksizm panuje. I firm tworzą mało. Bo seksizm. Nie widzę podobnych tekstów o problemie z seksizmem w medycynie; powstaje więc wrażenie, być może niezamierzone przez autorów alarmistycznych artykułów, że moja dziedzina jest wyjątkowo okropna pod tym względem.

Continue reading “Seksizm nasz informatyczny”