Przeczytałem kiedyś dyskusję o “Fabryce Pisarzy” (pewnie niby taka aluzja do Kirsta). Utkwiła mi w pamięci, ale gdy próbowałem ją odnależć, nie mogłem. Wreszcie odnośnik odkopała i zaraz mi podrzuciła Ewelina Stefańska, za co jej szczerze dziękuję. Rozmawiają Dukaj, Szostak i Orbitowski, dokonując spostrzeżeń, których część – jak sądzę – zachowała aktualność, chociaż od tamtego czasu minęła ponad dekada. Myślę więc, że warto link przypomnieć – przyda się on także, by mieć kontekst do jednego pytania, które zadałem Tomaszowi Gnatowi w nadchodzącym wywiadzie.

DUKAJ: (..)to cecha podstawowa: zastąpienie wyobraźni literackiej wyobraźnią filmową, może także gierczaną. (…) np. w “Renegacie” mamy już 100% filmu w literaturze, rzecz jest tak konsekwentnie, krystalicznie aliteracka, że nadaje się na przedmiot opracowań teoretycznych. Począwszy od sposobu prowadzenia fabuły, przez rozegranie poszczególnych scen (prawie każda opiera się na schemacie konfrontacji), model narracji (są to wyłącznie didaskalia scenariuszowe plus dialogi plus monologi wewnętrzne głównego bohatera podane w stylu voice-overów filmu noir), prowadzenie rozmów (odzywki, one-linery, całe kwestie doskonale znane z kina, i dyskusje nigdy dłuższe niż na kilka minut czasu ekranowego), wyobraźnię wizualną (sekwencje przekopiowane wprost z hollywoodzkich filmów o wampirach w skórzanych płaszczach i gotyckich makijażach), aż po podany bezpośrednio w tekście soundtrack. Film na papierze!

https://kultura.onet.pl/wiadomosci/fabryka-pisarzy/rw10fkx

Co i rusz piszę o docierających do mnie sygnałach, ale do tej pory to, mimo wszystko, były nieoficjalne opinii kolegów i koleżanek, wiadomości o konkretnych sytuacjach, pojedynczych przypadkach – tutaj zaś wychodzi na to, że wbrew optymistom to wcale nie są pojedyncze przypadki. Dobrze, że zdążyłem zadebiutować w tamtym roku. Wiecie przecież, że kiedyś pisałem o szansie nawet na wydanie drugiej powieści nawet we wrześniu, ewentualnie październiku. Patrząc na to, co się dzieje, zaczynam się bać, czy w ogóle chociaż jedna moja powieść się w tym roku ukaże.
Z całego serca życzę moim wydawcom, by papier staniał, a ceny przestały wariować. Wam zresztą też – bo jeżeli książka ma kosztować w dniu premiery powiedzmy osiemdziesiąt czy sto złotych, to ciekawe, kto się na nią skusi.
“mówi się (…) o największym kryzysie od lat. Jego efekty odczują także czytelnicy – ceny książek mogą wzrosnąć, a premiery – ulec przesunięciom.”

Kryzys na rynku wydawniczym? Wszystko przez brak papieru i inflację

W tym roku zacząłem z kopyta i początkowo wyglądało na to, że spokojnie wyrobię wyzwanie “52 książki w 52 tygodnie” do połowy roku. Potem nagle zaczęły wypadać różne różności i mocno przystopowałem –  w efekcie ostatnią powieść, okropną “Ultra Montanę” kończyłem w grudniu. W przyszłym roku myślę, że będę czytał niestety mniej – pierwszy semestr mam mocno zapchany, a chciałbym też nieco więcej popisać.

Oto lista pięćdziesięciu dwóch powieści przeczytanych w tym roku:

  1. Chimamanda Ngozi Adichie “Amerykaana” – rany julek, jaka cegła. 761 stron. Całkiem dobre, za wyjątkiem fragmentów kazań o białym przywileju w Ameryce. Na dodatek, pod sam koniec nagle znikła korekta i redakcja, wychwyciłem jeden błąd ortograficzny i kilka literówek.
  2. Michaił Bułhakow “Mistrz i Małgorzata” – tyle lat mi mówiono, że muszę to przeczytać, że wstyd, że nie znam. Bo widzicie, moi drodzy, za moich czasów to nie była lektura szkolna… No i przeczytałem. Phii tam.
  3. Joseph Conrad “Jądro ciemności” – nie wiem, czy liczyć to jako książkę. Sto stron (plus dwadzieścia eseju o nim), to takie nieco dłuższe opowiadanie, prawda? Ale z drugiej strony – “Amerykaana” jest gruba za dwie, więc uśredniając… O tej książce (nowelce? opowiadaniu?) też słyszałem, że dobra. Ale w odróżnieniu od Bułhakowa, “Jądrem ciemności” się zachwyciłem. Tą poszarpaną narracją, próbą przekazania zderzenia człowieka z czymś nie do nazwania, próbą opowiedzenia o chwili odzierającej z iluzji. Cudo.
  4. Cixin Liu “Wędrująca Ziemia” – Phii tam (recenzja).
  5. Chinua Achebe “Czcigodny kacyk Nanga” – krótkie, dwieście stron. Miejscami widać wysiłek tłumaczki, jak przekazać różnice między poprawnym angielskim, a pidżinem. Fajne.
  6. Ursula Le Guin “Głosy” – druga część “Darów”. Fajne, choć nie tak fajne, jak “Dary” (recenzja)
  7. Ursula Le Guin “Moce” – trzecia część “Darów”, czyli cyklu “Kroniki Zachodniego Brzegu” (recenzja)
  8. Ursula Le Guin “Wracać wciąż do domu” – niestety, nie powieść, tylko zbiór notatek antropolożki z fikcyjnej kultury. Wiersze, przepisy na dania i rodzaje kóz hodowanych przez pokojowy lud Kesh (recenzja)
  9. Ursula Le Guin “Międzylądowania” – zbiorek krótkich, dość fajnych opowiadań. Nie jest to jednak szczytowe osiągnięcie tej autorki (recenzja)
  10. Francis Clifford “Nagi Posłaniec” – takie tam czytadło. Nieco naiwna fabuła, nieco zbyt naciągane zwroty akcji ale ogólnie – można.
  11. Mario Vargas Llosa “Pochwała macochy” – no przyznam, że spodziewałem się zupełnie czegoś innego. Kupione, żeby się “dokulturalnić”. Duża interlinia, gruby papier, wielka książka, wszystko po to, by krótka nowelka wyglądała na książkę przyzwoitej grubości. A w środku… ło matko.
  12. Ursula Le Guin “Jesteśmy snem” – jedna z lepszych powieści Mistrzyni (recenzja).
  13. Joseph Conrad “Tajfun i inne opowiadania” – dawno mnie tak nie odrzucało od czytania książki, i to bynajmniej nie ze względu na treść. Kupiłem przez sieć, w antykwariacie, przy okazji uzupełniania zbiorów Le Guin. Wydanie z 1958 czy też 1956, nie pamiętam, niektóre kartki nie do końca rozcięte, brudny papier, plamy po kawie, paskudny zapach. Zawartość dobra, gdy człowiek już zapomniał o wrażeniach, że tak powiem, organoleptycznych.
  14. Robert J. Szmidt “Ostatni zjazd na Litwie” – sprawnie napisana rozrywkowa fantastyka, mocny średniak (recenzja)
  15. Marcela Serrano “Antigua, moje życie” – bardzo… kobieca powieść. Nie wiem, jak to inaczej nazwać, ale mam wrażenia, że spodobała by się wielu moim koleżankom. Przez początek brnąłem, potem mnie na chwilę wciągnęło, potem znowu brnąłem, patrząc tylko, ile stron do końca.
  16. Ursula Le Guin “Miejsce początku” – fajne, choć trochę jakby… będące tylko początkiem (recenzja).
  17. Haruki Murakami “Tańcz, tańcz, tańcz” – sam nie wiem, czy mi się powieść podoba, czy nie i czy lubię styl Murakamiego, czy też nie. Społeczeństwo rozwiniętego kapitalizmu, dużo powtórzeń w stylu “Była dziewczyną, która lubiła się śmiać. Taka to była dziewczyna.” Strasznie jestem rozdarty, ale jednak chyba mi się podobało.
  18. Ursula Le Guin “Wszystkie strony świata” – zbiór opowiadań (recenzja).
  19. Julio Cortázar “Książka dla Manuela” – potwornie ciężko było wejść w tę książkę, a potem wcale nie robiło się łatwiej. Rozbiegana “kamera”, narracja skacząca między osobami, dzikie zdania… Nie, zdecydowanie nie lubię tego rodzaju ambitnej literatury. Tak bardzo mnie zaczęła denerwować ta powieść, że widząc “cum grano sablis” (sic!!) poczułem brzydką satysfakcję, że taki intelektualista, a takie błędy rypie (a może to wina tłumaczki?).
  20. Ursula Le Guin “Cztery drogi ku przebaczeniu” – zbiór czterech opowiadań (recenzja)
  21. Tim Peake “Zapytaj astronautę” – kupione w ramach przygotowań do kolejnej powieści SF
  22. Gabriel García Márquez “Miłość w czasach zarazy” – ii tam. A tak się zachwycali tym Marquezem… Kronika zapowiedzianej śmierci dużo lepsza.
  23. John Maxwell Coetzee “Czekając na barbarzyńców” (recenzja)
  24. Kati Hiekkapelto “Bezsilni”. Niby, że taki dobry kryminał. Iii tam.Zdjęcie książek ułożonych w wieżę, o tytułach wymienionych wcześniej w tekście
  25. William Golding “Widzialna ciemność” – No nie wiem. No naprawdę nie wiem. Tylko bardzo dobre, czy też może rewelacyjne? Klimatyczne strasznie, ale zakończenie rozczarowuje – autor prowadzi narrację tak, jakby na końcu miało się zdarzyć coś niesamowitego, a zdarza się takie nie wiadomo co…
  26. Haruki Murakami “Słuchaj pieśni wiatru”/”Flipper roku 1973” – słabsze niż “Tańcz, tańcz, tańcz”.
  27. Marek Huberath “Vatran Auraio” (recenzja)
  28. Patrick Ness “Siedem minut po północy” – tak, wiem, że to dla dzieci i młodzieży. Do tego zaczyna się tak sobie, jeszcze z błędem ortograficznym zaraz na jednej z pierwszych stron. Styl też taki sobie, może to efekt tłumaczenia. A jednak robi robotę.
  29. Carlos Ruiz Zafón “Marina” – bardzo fajne, nieco młodzieżowe, bardzo zakręcone. Podobało się.
  30. Orhan Pamuk “Śnieg” – w sumie nawet się podobało, chociaż przez pierwszych parę stron nastawiony byłem negatywnie, że będzie to jeden z tych bookiszcz, co to nadęty noblista pisze dla nadętych krytyków. W rozmowach Granatowego z Ka widzę podobieństwa do rozmów mojego Bastiana z Desterem z Pożaru na pustkowiu, zresztą wydźwięk i klimat ogólnie czasami przypominał mi mój świat. Fajne.
  31. Alvaro Mutis “Ilona przychodzi z deszczem” – phii tam. Kolejny wielki hiszpańskojęzyczny pisarz z polską (no, polsko-bodajże macedońską) bohaterką. Ponoć fragment większego cyklu, nowelka wydana potem po hiszpańsku łącznie z kilkoma innymi z tym samym bohaterem w jednej, osiemsetstronicowej cegle. Krótkie, jakieś 270 tysięcy znaków.
  32. John Maxwell Coetzee “Hańba” – dobre! Człowiek chciałby trochę, by się inaczej skończyło, ale z drugiej strony kończy się właśnie tak, jak skończyć powinno, realistycznie.
  33. John Maxwell Coetzee “Zapiski ze złego roku” – Nie podeszło mi. Forma mnie odstręcza, przeszkadza w czytaniu, treść… też taka sobie. Nie jest złe, ale pozostałe dwie znacznie lepsze.Książki ułożone w stosik, na dole trzy ułożone pionowo, pozostałe położone do góry. Tytuły wymienione wcześniej w tekście.
  34. Jung Chang “Dzikie łabędzie. Trzy córki Chin” – coś w stylu  “mój tato był gestapowcem, ale takim przyzwoitym”. O córce komunistycznego dygnitarza z Chin, której było ciężko.
  35. Joan London “Gilgamesz” – początek i środek super, końcówka się rozmywa i potem historia nagle się kończy. Powieść skierowana do innej grupy czytelniczej, a mimo to przeczytałem ją z większym zainteresowaniem niż Jung Chang, Alvaro Mutis czy Orhana Pamuka.
  36. Paolo Coelho “Alchemik” – iii tam.
  37. Julio Ramón Ribeyro “Kronika z San Gabriel” – złe nie jest, ale jakieś wybitne też nie.
  38. Ernest Hemingway “49 opowiadań” – największe rozczarowanie roku. Parę opowiadań dobrych, a do czytania reszty musiałem się przymuszać. Słynny “oszczędny styl” noblisty jak dla mnie okazał się tutaj zbyt oszczędny.
  39. Erico Verissimo “Incydent w Antares” – nawet niezłe. Niestety, w moim egzemplarzu brakuje coś tak z piętnastu stron.
  40. Wojciech Zembaty “Głodne słońce. Dymiące zwierciadło” – interesujący świat, początek zapowiada się super, ale potem zraził mnie styl i przestali mnie obchodzić bohaterowie.
  41. Wojciech Zembaty “Głodne słońce. Ołtarz i Krew.” – uwagi jak wyżej. Drażniło mnie strasznie nieodmienne wrażenie współczesności bohaterów, języka i narracji, nadmiar wulgaryzmów, okazjonalne nielogiczności i tak dalej. Świat wciąż dobry (mimo potknięć) i akcja wciąż wartka.
  42. Mario Vargas Llosa “Miasto i psy” – na początku trudno było się przyzwyczaić do ciągłych skoków perspektywy i nie wiadomo czyich wspomnień, ale ostatecznie uznaję tę powieść za bardzo dobrą.
  43. William Golding “Wieża” – bardzo dobry utwór i bardzo nieoczywisty. Człowiek by chciał dowiedzieć się więcej, ale autor urwał historię w taki sposób chyba celowo, by podkreślić o kim i o czym jest ta powieść.
  44. John Maxwell Coetzee “W sercu kraju” – lepsze niż “Zapiski złego roku”, ale ogólnie takie sobie. Zapis myśli szalonej kobiety, w których nie można dojść do końca, czy to, o czym opowiada, aby na pewno się wydarzyło.
  45. Krzysztof Piskorski “Zadra” (recenzja).
  46. Alejo Carpentier “Królestwo z tego świata” – a ja się tak nastawiałem, słysząc tyle dobrego o tej książce… Chyba oczekiwałem zbyt wiele.
  47. Mario Vargas Llosa “Ciotka Julia i skryba” – fajne i prostsze w lekturze niż “Miasto i psy”.
  48. Julio Cortázar “Opowiadania” – nawet niezłe, nie tak męczące jak “Książka dla Manuela”. Niektóre opowiadania bardzo dobre, chociaż często bez zakończeń, albo rozwijający pomysły, które dzisiaj wydają się ograne.
  49. William Golding “Papierowi ludzie” – najsłabsza jak dla mnie powieść Goldinga. Bohaterem jest pisarz-alkoholik, więc chaotyczna, poszarpana narracja i patchworkowaty styl mają uzasadnienie, ale dla mnie to było jednak trochę za dużo. Dla mnie ten styl utopił całkiem ciekawy pomysł i nie pozwolił cieszyć się treścią.
  50. Maja Lidia Kossakowska “Siewca wiatru” – nie podobało się. Reszty cyklu nie kupię, chyba, że żonie się spodoba.
  51. James Finney Boylan “Planety” – początek bardzo dobry, dużo czarnego humoru. Strasznie zakręcona powieść. Ogólnie podobało się, ale końcówka słabsza.
  52. Witold Horwath “Ultra Montana” – Dżizas.Książki ułożone na schodach, okładkami do przodu. Tytuły wymienione wcześniej w tekście.

 

W oczekiwaniu na święta, Nowy Rok i wreszcie wydanie powieści mam mnóstwo czasu na zajmowanie się głupotami. Dzisiaj naszło mnie na sprawdzenie, jak SI sobie radzi z generowaniem sztuki. Jest sobie taka stronka, wombo.art, gdzie wystarczy podać styl, prompta (po angielsku) i w odpowiedzi dostajemy obrazek. No to spróbowałem wygenerować coś mogącego być ilustracją do Międzyświata (tytuł roboczy – może zmienię na “Nagroda”). Oto efekty:

 

Obrazek wygenerowany przez Sztuczną Intellgencję. NIby dżungla w deszczu, coś jakby rzeźba z ptasim łbem, fioletowa poświata, dużo błękitów, czerni i zieleni. Obrazek wygenerowany przez Sztuczną Intellgencję. NIby dżungla w deszczu, coś jakby chata na drzewie, coś jakby budynki. Fioletowa poświata, dużo błękitów, czerni i zieleni. Obrazek wygenerowany przez Sztuczną Intellgencję. NIby dżungla, wygląda, jakby w jej środku było dużo neonów. Brak rozróżnialnych jasno kształtów, całość dość psychodeliczna

 

Continue reading “Pobawmy się ze sztuczną inteligencją w generowanie ilustracji”

To już trzecia osoba, której nie podoba się mój pseudonim. A ja tak długo się męczyłem przy wymyślaniu!

Boli trochę, że mimo pracy z betaczytelnikami, potem paru iteracji z redaktorką i wreszcie z korektorką, wciąż uchowało się parę błędów w tekście (zagubiona spacja?! Do diaska… No i ta holenderna kursywa!). Cieszy, że mimo wszystko ostatecznie recenzentka się w powieść wciągnęła i że powieść zostawiła u niej pozytywne wrażenia.

„Świat bez świtu”, Radomir Darmiła

Na przełomie XVIII/XIX wieku do użytku weszły nowe rodzaje ultranowoczesnych, ultrajasnych lamp. Na przykład blask lamp Arganda porównywano do dziesięciu równocześnie zapalonych świec! Obawiając się, że tak straszliwie jaskrawe światło może uszkodzić wzrok, niektórzy lekarze ponoć zaczęli zalecać noszenie ochronnych okularów.
A tutaj mamy portret Nicholasa Oldsa, pochodzący z roku 1837. Autorem portretu był Jeptha Homer Wade.

Dwanaście lat temu, dwunastego września 2009 roku zmarł Norman Borlaug, noblista. Zdumiewające, że więcej ludzi wie, kim był Michael Jackson, Doda albo księżna Diana niż kim był Borlaug. Istnieje spora szansa że także Wy, drodzy czytelnicy, nie macie pojęcia kim facet był.

A przecież uratował setki milionów od głodowej śmierci.

W latach sześćdziesiątych prognostycy bili na alarm. Ludzkości groził głód. Codziennie umierały tysiące dzieci. Świat czekał na bohatera – i wtedy do akcji wkroczył Borlaug.

Continue reading “Norman Borlaug i Zielona Rewolucja”

No cóż, szkoda, że tym razem nie udało się czytelnika wciągnąć.

choć autor ciekawie nawiązuje w fabule do greckiej mitologii, przebijanie się przez kolejne strony powieści było dla mnie męczące. Darmiła przyzwyczaił mnie do zdecydowanie wyższego poziomu swojej literatury, stąd moje rozczarowanie, ale nie znaczy to wcale, że nie sięgnę po kolejne książki jego autorstwa, jeśli jeszcze coś postanowi wydać.

Mam nadzieję, że następne powieści spodobają się recenzentowi bardziej. Chociaż, jeżeli “Świat bez świtu” nie zdobył jego uznania, to “Pożar na pustkowiu” też może nie podejść pod gusta, bo dopiero “Tęcza za horyzontem” (wydanie w przyszłym roku) jest w stylu i tematyce bardziej podobnym do opowiadań.

http://polkapelnaksiazek.blogspot.com/2021/07/przeczytane-2021-tydzien-27.html?m=0