Podsumowanie roku 2022

W tamtym roku cieszyłem się z życia jak dawno i patrzyłem z optymizmem w przyszłość. W tym – raczej nie jestem specjalnie uradowany. Można rzec, wróciłem do zwykłego stanu pesymizmu podszytego cynizmem.

Przyczyny? Ho ho, całkiem sporo.

Wprawdzie wydano moją drugą powieść, ale tylko jako ebook i audiobook. Na wersję papierową się nie zanosi. Patrząc na doświadczenia innych publikujących w GC, nie zdziwiłbym się, gdyby w wersji tradycyjnej “Pożar” nie ukazał się nigdy.

No, ale to była ostatnia dobra wiadomość.

Nie poszły inne powieści, które miały pójść. Liczyłem na conajmniej dwie, może nawet trzy. Nic. Cisza. Nie zaczęły się prace redakcyjne nad żadną. Żeby nie było wątpliwości – nie mam pretensji do wydawców. Sytuacja jest, jaka jest; małym jest ciężej niż dużym. Czytelnictwo leży. Trudno wydawcom wykładać własne pieniądze na projekt, który jak dobrze pójdzie – chociaż się zwróci. Wydawcy nie są organizacjami charytatywnymi. Wprawdzie “Świat bez świtu” sprzedał się ponoć przeciętnie dobrze w porównaniu do innych pozycji wydawnictwa IX, ale “Dziewiątka” ma możliwości ograniczone, tak samo GC.

W pracy? Po raz pierwszy od lat nie dostałem dyplomu za osiągnięcia dydaktyczne. Już się przyzwyczaiłem, że co dwa lata przychodzi list gratulacyjny za najlepiej prowadzony przedmiot na semestrze (nie najlepszy w ogóle, tylko właśnie na semestrze). Co dwa lata, bo nie można wygrać dwa razy pod rząd, tzn kto raz wygra – rok musi poczekać na kolejną nagrodę. No i pach, ktoś inny gwizdnął mi nagrodę sprzed nosa. Co za pech.

Kontynuując pracę, mamy coraz gorszą atmosferę. Zmienia się struktura organizacyjna, do tego wkrótce odejdzie mój dotychczasowy szef. Jestem człek gruboskórny i raczej żyjący na poboczu, ale jakieś tam iskierki z pożarów uczelnianych dram trafiają i do mnie. Trafił mi się też jeden student taki, że zapamiętam go na następne dwadzieścia lat. Człowiek tak problematyczny i nieprzyjemny, jakiego do tej pory nie napotkałem jeszcze ani razu podczas pracy na uczelni.

Do tego – wiadomo, człowiek się starzeje. Czterdzieści sześć lat to nie przelewki. Wszystko boli. Wstając z fotela mam zawroty głowy. Kłuje mnie w piersiach. Ćmi w oczach. Jednym słowem, śmierć czyha tuż za rogiem, hehe.

No nic – może w przyszłym roku będzie lepiej. Czego sobie i Wam życzę. Do Siego Roku!

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.