Archetypy i telepaci

Często na blogu (i nie tylko) prześmiewczo piszę o PSTzMCz (P… rzyjaznym Spisku Telepatów z Maszyną Czasu). Chodzi o sytuacje, w których człowiek wpada na jakiś pomysł i wkrótce potem odkrywa, że ktoś inny wpadł na identyczny lub podobny pomysł, tyle że lata wcześniej. Oczywiście jest to efekt tego, że naprawdę coraz trudniej jest wymyślić coś autentycznie nowego, co nie jest jedynie nadbudową nad już istniejącymi historiami. Przed Matrixem było sporo historii wykorzystujących podobne motywy, ale Wachowscy (wtedy jeszcze bracia) raczej nie kopiowali Skrzyni Profesora Corcorana Stanisława Lema, prawda? Bywa i tak, że podobieństwa są czysto pozorne, że może je dostrzegać tylko jedna osoba, zafiksowana akurat na jednym dziele. Jak ktoś przeczyta Władcę Pierścieni, to możliwe, że przez jakiś czas wszędzie będzie widział nawiązania do wędrówki Drużyny Pierścienia.

W moim przypadku dochodzi obsesyjna wręcz obawa, że nie potrafię wymyślić oryginalnych historii i wyszukiwanie czasami podobieństw wręcz na siłę. Podam teraz dwa przykłady: Rok temu napisałem powieść, Sen boga niespokojny.  Mniejsza z tym – są tam dwa poboczne dla głównej akcji motywy, które w gruncie rzeczy są spotykane powszechnie. Pierwsze, to kultura, w której to kobieta wybiera sobie, kogo kocha i z kim chce być, a mężczyzna nie ma za bardzo nic do gadania. Drugie, że kobieta darowuje wybrankowi pierścień z wyrytym napisem “na zawsze”. Nie ma w tym nic specjalnie oryginalnego, prawda?

A teraz… Właśnie obejrzałem dwa różne seriale, oba wyszły mniej więcej w 2021.  W jednym istniej motyw kobiety wybierającej sobie męża, a facet może najwyżej zaakceptować jej wybór; a w drugim jest motyw ukochanej osoby obdarowującej drugą biżuterią z napisem “na zawsze”. Jak sami widzicie, podobieństwo dotyczy detali i jest czysto przypadkowe. Ale – chociaż seriale obejrzałem dopiero teraz, pierwszy pojawił się we wrześniu 2021 roku, drugi w maju. Powieść wysłałem pierwszemu becie w grudniu, jak wiecie mój proces pisania zajmuje kilka cykli iteracji poprawek zanim ją komukolwiek pokażę, a więc napisałem ją mniej więcej we wrześniu. A jednak, jeżeli ktoś chce i nie wierzy w moje słowa, może się uprzeć, że ten a ten element jest zgapiony właśnie z tych seriali – tak samo, jak Sapkowskiego fani Moorcocka oskarżają o splagiatowanie Elrica, bo Elric ma białe włosy. Co więcej, już kilka razy miałem zarzut, że jakiś tam pomysł, z którego byłem dumny, został zgapiony z Grzędowicza (wciąż nie czytałem nic Grzędowicza :D) – chociaż tak naprawdę został podkradziony z “Autostopem przez Galaktykę”.

I co teraz z tym z zrobić?

No cóż, radę chyba mają moi starsi koledzy, wzruszający ramionami i mówiący “człowieku, sam sobie robisz problemy”. Pewnie dla każdej sceny w dowolnej powieści pewnie dałoby się znaleźć jakiś odległy, naciągany odpowiednik w innej powieści, filmie lub serialu. Należy chyba się pogodzić, że człowiek nie jest geniuszem zdolnym do wymyślenia absolutnie oryginalnych rzeczy. Często zresztą są to podobieństwa wynikające z korzystania z podobnych źródeł (np. identyczna scena jest w Rudym OrmieWikingach, bo i powieść, i serial korzystały pewnie z jakiejś sagi), z czerpania z podobnych artykułów z dziedziny antropologii, mitologii czy kulturoznawstwa. Często wynikają z archetypów tak głęboko zakorzenionych w naszej świadomości, że podświadomie oczekujemy, że historia MUSI się w jakiś sposób potoczyć.

Z drugiej strony, są też przypadki, w których naprawdę wydaje mi się, że wymyślę swoje własne oryginalne rozwiązanie, i parę dni potem nagle trafiam na coś podobnego. Teraz na przykład trafiłem na tweeta faceta który zachwyca się fascynującym problemem wymyślonym przez jakiegoś filozofa, określa ten problem jako nowatorski, prowokujący do myślenia itd. A ja po przeczytaniu zareagowałem jednym treściwym słowem – bo pominąwszy sztafaż, problem jest identyczny do tego, którym się fascynowałem od wielu lat (chodzi o kwestie tożsamości, nieporównywalności doświadczeń i pytania, czy można w sposób obiektywny wybrać, czy chce się być kimś innym. Dość skomplikowana sprawa). W mojej pracy zawodowej zdarzyło mi się opowiadać a wykładzie o trywialnym rozwiązaniu jednego problemu, który wydawał mi się tak prosty, że nie było co o nim pisać. A parę lat potem przeczytałem artykuł z tym trywialnym rozwiązaniem, artykuł, który obecnie ma nieco cytowań. I co? I tutaj można tylko prześmiewczo się wkurzać na PSTzMCz.

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.