Matko jedyna, jak gorąco.

Upał wyciska z mózgu wszystkie myśli. Od pół miesiąca próbuję się zabrać za trzecią część “Pożaru na pustkowiu”. Oryginalnie chciałem napisać trylogię i dokładnie wiedziałem, co miało być w trzeciej części, ale podczas pisania wpadło mi do głowy mnóstwo pomysłów, inne wydały się bez sensu i w efekcie musiałem prawie całość wymyślać na nowo. Mam rozplanowane tak z 2/3 powieści, ale brak mi pomysłu na zakończenie. Kusi, by zakończyć totalną apokalipsą, zabiciem całej ludzkości i tak dalej, ale może nie wszystkim by się to spodobało…

Tyle, że od pisania powstrzymuje mnie nie tylko upał. Nie wiem, kiedy ukaże się wersja papierowa pierwszego tomu (i czy w ogóle). Nie wiem, kiedy ukaże się drugi tom (i czy w ogóle). Wieści z rynku wydawniczego są coraz bardziej pesymistyczne – dobiła mnie wiadomość, że podwyżki cen książek to dopiero początek, a prawdziwą jazdę zobaczymy dopiero na zimę, być może dopiero w 2023. Pisać więc z myślą, że być może nigdy to nigdzie nie wyjdzie – podczas gdy w kolejce czeka sporo innych projektów do realizacji? Chciałbym zresztą też dokończyć dylogię “Sen niespokojny” (i tam też chyba muszę rozplanować powieść od nowa).

Ponadto czekam na opinię od czwartej bety na temat mojego ostatniego projektu (bez tytułu). I chociaż poprzednie trzy opinie były na tak (jedno mocne, dwa typu “tak, ale”), to jakoś poczułem się nimi bardziej zdeprymowany niż krytyką poprzednio. Dużą frajdę sprawiało mi wymyślanie świata, akcji i bohaterów, i chyba podświadomie liczyłem na entuzjastyczne pochwały. Chciałbym się przebić do większego wydawcy, a tam chyba nie wystarczy coś, jest “w porządku” albo po prostu “dobre”. Musiałoby być bardzo dobre.

Czas wolny się kończy – niedługo znowu będę mógł pisać tylko po godzinach. Powinienem więc na maksa wykorzystać ostatnie dni wakacji. Powinienem też zabrać się za przypominanie sobie materiałów do zajęć, przejrzenie nowości, przygotowanie pytań do egzaminu. A tu upał. Nie da się.

 

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.