Matko jedyna, jak gorąco.

Upał wyciska z mózgu wszystkie myśli. Od pół miesiąca próbuję się zabrać za trzecią część “Pożaru na pustkowiu”. Oryginalnie chciałem napisać trylogię i dokładnie wiedziałem, co miało być w trzeciej części, ale podczas pisania wpadło mi do głowy mnóstwo pomysłów, inne wydały się bez sensu i w efekcie musiałem prawie całość wymyślać na nowo. Mam rozpisane tak z 2/3 powieści, ale brak mi pomysłu na zakończenie. Kusi, by zakończyć totalną apokalipsą, zabiciem całej ludzkości i tak dalej, ale może nie wszystkim by się to spodobało…

Continue reading “Upał na pustkowiu.”

Przed rozpoczęciem nowego projektu najpierw napisałem krótką wprawkę. Po prostu – czasami podczas pisania dopiero wychodzi, które elementy świata do siebie pasują, a które nie; czasami bohaterowie zaczynają żyć dopiero, kiedy trochę z nimi poobcuję. Gdy skończyłem, pomyślałem – a może by tak tę wprawkę nieco podszflifować, pozmieniać i na jej podstawie zrobić opowiadanie? Tak też zrobiłem. Posłałem efekt do testów grupie czytelników i czytelniczek. Mam już opinię od większości i po ich lekturze pozostało uznać, że pomysł się nie udał. Dwie osoby zdecydowanie na “nie”, jedna na “tak, trzy na “OK, ale tylko jako rozdział powieści, jako samodzielny utwór nie ma szans się obronić”.

Z bólem serca opko trzeba więc wrzucić do szuflady.

Po prostu – niektórych rzeczy nie da się odratować, a człowiek aspirujący do miana pisarza musi nauczyć się zabijać płody swojego umysłu, gdy nie ma szansy, by wyrosło z nich coś dobrego.

Ale szkoda, naprawdę szkoda.