Samozachwyt, czyli pierwszy etap pisania.

Od paru miesięcy próbuję się zabrać za pracę nad nową powieścią. Miałby to być melanż fantasy z SF, z przewagą tego pierwszego. Miałem wcześniej bardzo niejasne pomysły na temat niektórych elementów świata i dwójki bohaterów. Teraz usiadłem, zacząłem mazać po zeszycie, dopracowywać szczegóły i nagle wpadłem na coś absolutnie (dla mnie) zachwycającego. Coś, co od razu ustawiło mi bohaterów, wprowadziło konflikty i ustawiło bardzo (dla mnie) interesującą perspektywę. Teraz chodzę i się zachwycam nad tym, jaki jestem genialny :D. Do jutra pewnie mi przejdzie, ale jak na razie cieszę się jak małe dziecko. Ciekawe, czy rezultat potem okaże się równie interesujący dla czytelników 🙂

Oczywiście, tak serio, na pewno po jakimś czasie przyjdzie mi do głowy, gdzie już coś podobnego czytałem i czym się zasugerowałem. Już teraz odkryłem, że bohaterzy (teraz już trójka) trochę mogą powtarzać schemat z innej mojej powieści. Póki co jednak trwam w samozachwycie.

Bo musicie wiedzieć, że jest jedna rzecz, która (dla mnie) jest najlepszą częścią całego procesu tworzenia powieści. Dla mnie najlepszą, nie mogę mówić za innych pisarzy. Tą rzeczą jest właśnie światotworzenie. A największą frajdę sprawiają właśnie te chwile, kiedy świat dopiero powstaje, kiedy z mgły wyłaniają się niewyraźne zarysy i gdy nagle wszystko zaczyna wskakiwać na swoje miejsce.

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.