Co jakiś czas dociera do mnie wiadomość, że ktoś – jakiś sławny reżyser, znana wytwórnia albo zapoznana producentka – podejmuje się stworzenia nowej wersji starego przeboju. Moją reakcją zwykle jest “kruca, no znowu” (zamiast kruca używam innego słowa na “k”, ale publicznie staram się być kulturalny). Wiem, że nie ja jeden tak mam – co jakiś czas widzę/słyszę osoby wyrażające podobne zdanie. W skrócie: po cholerę robić remake, zamiast coś nowego?

Tym razem oko Sauronauwaga wytwórni obróciła się na Willowa.

Continue reading “Dlaczego irytują mnie “rimejki”?”

Moja kosiarka lepiej sprowadza chmury od wszelkich szamanów. Serio. Skuteczność może nie jest idealnie stuprocentowa, ale ostatnio na trzy razy, kiedy tylko pomyślałem: “o, dzisiaj mam czas, trzeba zabrać się za trawnik” – dwa razy natychmiast zaczęło się chmurzyć.

A dlaczego piszę o pogodzie, trawie i kosiarce? Bo o niczym innym w tej chwili nie mogę. Brak wiadomości – poza takimi, którymi nie mogę się podzielić. A głupio zostawić blog całkowicie martwym, prawda? Mógłbym wprawdzie zrecenzować “Łaskawe” Littella (w skrócie: nie czytajcie) albo “Złotą pagodę” Yukio Mishimy (w skrócie: jak wyżej, ale bardziej, tyle że z innych powodów), ale przyjąłem zasadę, że biorę się tylko za fantastykę.

Pozostają więc neutralne rozważania o goleniu zieleninki. A wy przynajmniej dzięki temu wiecie, że nie umarłem i nie zapomniałem o blogu.