Żeby nie było tu tak cicho…

Czasami warto dać jakiś wpis na blog tylko po to, by upewnić nielicznych czytelników, że autor żyje. Taką rolę właśnie pełni ten wpis: powiadomienia. Żyję (ale co to jest za życie). Niestety, nic więcej nie mam do dodania. Nie mam żadnych wieści, którymi mógłbym się podzielić. Mogę najwyżej powiedzieć to, co wiedzą już wszyscy: ceny prądu idą w górę, drukarnie podnoszą ceny, papier drożeje. Jednym to nie przeszkadza i twierdzą, że oni żadnych kłopotów nie dostrzegają, inni raczej w ponurych nastrojach opowiadają o przesuwanych premierach, boją się spadających nakładów w przyszłości i kolapsu branży. Znam się za mało i za mało mam znajomości w branży, za płytko w niej siedzę by orzec, kto ma rację. Pewnie racja jest gdzieś pośrodku, jak zwykle – ci najbardziej ponurzy nie mogą jej mieć, bo przecież widzę takich, których powieści się ukazują i widzę zapowiedzi nowości. Ci optymiści jednakże też przesadzają, bo ja wiem z kilku źródeł o tym, że galopada cen jednak ma wpływ na decyzje wydawnictw. Różnych wydawnictw.

Jaki to ma wpływ na szanse premiery moich następnych powieści, sami oceńcie. No cóż. Fajnie by było już mieć drugą książkę na koncie, ale nie ma się co obrażać na świat. Co gorsza, nic nie wskazuje na to, by miało być lepiej. Że prąd będzie droższy, to przecież wiecie. Że inflacja – wiadomo. Że niektóre drukarnie mogą pobankrutować – no to czytaliście na różnych stronach poświęconych gospodarce już pół roku temu. Można co najwyżej pomarzyć, że nagle będzie lepiej i wszystkie wstrzymane projekty zostaną odmrożone i pogalopują do przodu. Czego życzę sobie, kolegom i koleżankom piszącym oraz wszystkim czytelnikom.

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.