To jest zapewne news z gatunku tych, na których nikt nie czeka. Chodzi o pierwszy tom dylogii Pożar na pustkowiu. Pisałem wcześniej, że zjawi się pewnie we wrześniu, może październiku – chociaż po cichu liczyłem na sierpień. Zresztą, gdy wrzuciłem na youtube amatorską zajawkę, to wstawiłem tam właśnie datę sierpniową. Niestety, z sierpniem nie wyszło. Do końca miałem nadzieję, że mimo wszystkich kłopotów, mimo wypadków losowych zwalających się na mnie i wydawnictwo, mimo zawirowań na rynku, problemów z papierem i tak dalej – że mimo całego bez mała świata sprzysięgającego się przeciwko mnie, moją drugą powieść jednak uda się wydać jeszcze w tym roku, nawet jeżeli tylko w postaci ebooka. Widzę jednak, że nie ma na to szans. Wiadomo, że premiery nie może być w grudniu, bo w grudniu dobrze idą tylko autorzy już znani oraz utwory tematyczne, świąteczne. Żeby udało się więc wypchnąć ebooka choćby w listopadzie, musiałbym dostać książkę po składzie najpóźniej właśnie teraz – no bo wiecie, zawsze coś się przegapi podczas redakcji i korekty. Gorzej, czasami coś może się zepsuć po składzie, trzeba więc tekst uważnie przejrzeć, odesłać, wprowadzić poprawki… No nie ma siły, tydzień czasu minimum, a gdzie miejsce na poślizgi, na przygotowanie premiery? Tymczasem skrzynka pocztowa pusta, a skądinąd wiem, że graficzka jeszcze nie ma okładki.

Jednym słowem – Pożar na pustkowiu trafi do księgarni dopiero w roku przyszłym. Tym razem nie będę nawet próbował spekulować, kiedy. No cóż, czekałem prawie pięć lat, poczekam jeszcze te parę miesięcy.

Oznacza to zarazem, że oprócz tradycyjnych podsumować pod koniec grudnia, przez dłuższy czas raczej nic nowego na stronę nie będę wstawiał.

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.