Norman Borlaug i Zielona Rewolucja

Dwanaście lat temu, dwunastego września 2009 roku zmarł Norman Borlaug, noblista. Zdumiewające, że więcej ludzi wie, kim był Michael Jackson, Doda albo księżna Diana niż kim był Borlaug. Istnieje spora szansa że także Wy, drodzy czytelnicy, nie macie pojęcia kim facet był.

A przecież uratował setki milionów od głodowej śmierci.

W latach sześćdziesiątych prognostycy bili na alarm. Ludzkości groził głód. Codziennie umierały tysiące dzieci. Świat czekał na bohatera – i wtedy do akcji wkroczył Borlaug.

Przybył do Meksyku i tam rozpoczął prace nad nowymi odmianami roślin uprawnych. Musicie wiedzieć, że w tamtych czasach Meksyk importował żywność, a kolejne rządy marzyły o tym, by unowocześnić rolnictwo – Borlauga przyjęto więc z otwartymi ramionami. Przez szesnaście lat Borlaug tworzył nowe odmiany pszenicy – i nie tylko. Odmiany dające większe plony. Odporniejsze na choroby. Ziarna rozsyłano lokalnym farmerom, razem z radami, jak je uprawiać. Efekt? Meksyk stał się eksporterem żywności. To oczywiście nie koniec historii Borlauga. Jego ziarna wysyłano do innych krajów i wszędzie tam dramatycznie, kilkukrotnie zwiększały się plony.

Dzięki “Zielonej Rewolucji” zapoczątkowanej przez Borlauga, świat produkuje więcej żywności. Znacznie więcej. Dzięki tej rewolucji, chociaż ludność świata zwiększyła się czterokrotnie, chociaż areał ziemi uprawnej (wg ourworldindata) wzrósł z 4.35 miliardów hektarów tylko do 4.85 miliarda – mniejszy procent ludzkości cierpi na niedożywienie i głód niż w latach 60tych.

Niesamowite.

Oczywiście pamiętajmy, że nic nie przychodzi za darmo. Aby móc uprawiać nowe odmiany pszenicy, kukurydzy i tak dalej należało używać więcej nawozów, więcej wody i więcej środków owadobójczych. Zwiększyło to także koszty upraw, biedniejsi chłopi zostali więc wyparci przez większe gospodarstwa. Nawożenie zatruwa wody gruntowe, a ich nieumiejętne stosowanie może powodować zatrucia u ludzi. Zmniejszyła się bioróżnorodność upraw. Co więcej, liczba ludności cały czas rośnie – rewolucja Borlauga wystarczyła Meksykowi na chyba raptem dwie dekady, a później liczba ludności tego państwa wzrosła ponad trzykrotnie i państwo znowu zaczęło żywność importować.Wielu zaczęło oskarżać Borlauga, że zapoczątkowana przez niego zielona rewolucja zatruwa planetę, że wspiera kapitalistów kosztem biednych farmerów.

I to też prawda.

Musicie więc sami zdecydować, czy Borlaug słusznie otrzymał nagrodę Nobla za swoje prace. Dzięki zapoczątkowanej przez niego rewolucji jesteśmy w stanie wyżywić blisko osiem miliardów ludzi. Gdyby nie Zielona Rewolucja, trzeba by drastycznie zwiększyć areał upraw, tak jak to się działo zawsze do tej pory w historii. Czy było warto? Czy zapewnienie żywności miliardom jest ważniejsze, niż ochrona środowiska?  Zanim się oburzycie, zastanówcie się nad tym na poważnie. Co, jeżeli wyczerpiemy złoża fosforanów, jeżeli wyczerpiemy dalsze możliwości ulepszeń, jeżeli dotychczasowe ulepszenia spowodują erozję gleby i katastrofę, a te wcześniej uratowane miliardy nagle zaczną umierać z głodu – czy to zmieni waszą opinię o Normanie Borlaugu?

Przypomina mi się zaraz Tuf Georga R. R. Martina i jego radykalne metody zwiększenia produkcji żywności na S’uthlam. I przypomina mi się, co Tuf na końcu powiedział, w jaki jedyny sposób S’uthlam na dłuższą metę może uniknąć głodu.

Niemniej jednak chyba warto pamiętać o tym człowieku. Uratował miliardy od głodu – niezależnie od kosztu, to chyba więcej warte pamięci niż piosenki Dody?

Zdjęcie Normana Borlauga

 

 

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.