Czyżby kolejny atak Przyjaznego Spisku Telepatów?

Jak wiecie, przez pewien czas czytałem bardzo niewiele. Najpierw studia, potem praca, dzieci, setki artykułów do przestudiowania – czasu na rozrywki nie zostawało zbyt dużo. Ominęło mnie więc niemal wszystko, co pojawiło się po roku, mniej więcej, 2005. Nie znam Grzędowicza, Dukaja, dopiero niedawno przeczytałem “Vatran Auraio” Huberatha (wcześniej widziałem tylko jego opowiadania). Powiedziałem o tym na jednym blogu i tam polecono mi “Głodne słońce” Wojciecha Zembatego jako dobrą powieść, z którą warto się zapoznać w ramach nadganiania znajomości ze współczesną polską fantastyką. I, do diabła…

Mam wrażenie, że to kolejny przykład PSTzMCz (Przyjaznego Spisku Telepatów z Maszyną Czasu). A dotarłem dopiero do setnej strony!

Nie chodzi o świat, ale o jego szczegóły i bohaterów. Demoniczni białoskórzy (Elkari!). Czerwone słońce imperium – zupełnie jak czerwone słońce Kilumary. No, to nawet nie szczegół, to szczególik. Ale… dopiero co pół roku temu skończyłem, w spółce autorskiej, “Sztandary imperium”, gdzie symbolem imperium też jest słońce. Imperium jest zdecentralizowane – zgadza się, u nas też. Słabowity młody imperator i jego sekretarz, którzy chcą scentralizować władzę i przywrócić blask imperium – jest. Z tym, że u mnie imperator jest kaleką, a sekretarz nie pierdzi.

Strasznie to frustrujące – że kiedy tylko człowiek coś wymyśli, zaraz trafia się jakaś lektura, w której dostrzega niepokojące podobieństwa do swojej prozy.

Z drugiej strony, przyszło mi na myśl, że właściwie to prędzej mógłbym szukać paraleli w swoich wcześniejszych lekturach. Młody imperator Otton III oraz oczywiście chorowity władca Haldoru z powieści Piekary. Może więc nie powinienem się frustrować, bo przesadzam, a młody władca chcący odbudować świetność imperium (ze słońcem na chorągwiach) to po prostu taki sam schemat, jak “chłopak zakochuje się w dziewczynie z wrogiego rodu”albo “bohater z drużyną rusza uratować świat”.

No dobrze, na koniec nieco wieści: prace nad wydaniem “Pożaru na pustkowiu” trwają. Graficzka myśli nad okładką. Jest więc bardzo duża szansa, że powieść wyjdzie w tym roku, chociaż zaczynam mieć wątpliwości, czy dobrze przewidywałem wrzesień. W międzyczasie próbuję się zmusić do pracy nad kolejnym utworem, mam mniej więcej połowę, ale od dwóch miesięcy stoję w miejscu – zakończenie wymyślone wcześniej wydaje mi się teraz naciągane, miałkie i nonsensowne, a na nowe zakończenie nie mam na razie pomysłu.

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.