Jak się robi badania czyli tzw. “risercz” na potrzeby nowej powieści…

Przed każdą książką najnudniejszą częścią jest sprawdzanie źródeł i sprawdzanie, jak to czy owo działa. Poczytać nieco mitów, sprawdzić, ile ważył miecz, jak szybko można przebyć jakąś odległość, jak zachowuje się ranny człowiek – albo, jak smakuje ludzkie mięso. Potem się okazuje, że i tak część tej wiedzy trzeba nagiąć, a część eksperci stwierdzą, że to bzdury. Przy pisaniu “Tęczy” znajomy ratownik medyczny powiedział mi na przykład, że jakieś jedno zdanie jest absolutnie bzdurne, niemożliwe, ale… żebym je zostawił, bo fajnie brzmi i większość czytelników bzdury i tak nie zauważy.

Podczas pracy nad najnowszą powieścią przyszło mi do głowy, że piszę o strzelaninach, różnych karabinach, pistoletach itp bazując tylko i wyłącznie na wiedzy książkowej oraz filmikach z youtube. Myśl ta mnie dręczyła już długo i w końcu nie wytrzymałem. Pojechałem na strzelnicę postrzelać z Glocka, MP5 oraz Canika TP9. Jeszcze nie wiem, czy czegoś się nauczyłem, ale dawno nie miałem takiej frajdy przeprowadzając badania 😀

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.