O zmarłych i sobie tylko dobrze?

Przyszło mi właśnie do głowy, że kompletnie, ale to kompletnie nie umiem w marketing. Skąd ta nagła konstatacja, zapytacie? Bo widzicie, nagle przypomniałem sobie, jak kiedyś chciałem coś wrzucić na bloga, poradziłem się kilku osób i ich reakcją było osłupienie. Gdy się otrząsnęli, prawie jednogłośnie powiedzieli, że nie mogę, nie wolno mi, absolutnie nie do pomyślenia jest, bym cokolwiek negatywnego pisał na temat swojej twórczości. Nie mogę pisać, że jestem z czegoś niezadowolony. Nie pisać, że coś bym poprawił. Jednym słowem, uśmiech na twarzy, byczo jest, alleluja i do przodu!

Co oznacza, że absolutnie nie powinienem cytować negatywnych recenzji, nawet jeżeli wcześniej zacytowałem dziesięć pozytywnych.

No dobrze, troszeczkę sparafrazowałem ich rady i troszeczkę je ubarwiłem, dla retorycznego efektu, ale takie mam mniej więcej odczucie po tamtej rozmowie. Optymistą bądź, pewnym siebie samochwałą. Dawaj tylko dobre wiadomości, zawsze bądź zdumiony, jak świetnie ci wyszła powieść, zachwycaj się stworzonymi przez siebie bohaterami. Albo, jeszcze lepiej, buzia na kłódkę i nie mów nic. Niech mówią inni.

Tyle, że nie jestem pewien, czy ja tak potrafię. Zawsze wydaje mi się, że potrafiłbym lepiej. Po publikacji mojego pierwszego opowiadania w Nowej Fantastyce, gdy tylko minęła pierwsza radość, usiadłem i zacząłem się zastanawiać, co należałoby poprawić, które zdanie wyrzucić, jaki akapit przepisać całkiem od nowa. Często mam wrażenie, że nie do końca udaje mi się przekazać to, co chciałem przekazać. I często chciałbym się takimi wątpliwościami z czytelnikami podzielić.

Tak samo, mam wrażenie, że nie wszystkie moje utwory podejdą tak samo różnym grupom czytelników. Każdą powieść daję betaczytelnikom obu płci, o upodobaniach dość zróżnicowanych, i zauważyłem przy tej okazji pewne korelacje – coś w rodzaju, że jeżeli czytelniczka A. polubiła powieść X, to lubiła też Y., za to nie bardzo podchodziła jej Z. Wydaje mi się to ciekawe i wydaje mi się, że może uczciwie powiedzieć o tym w opisie. Inni zaś mówią: zwariowałeś? Miałeś grupę dziesięciu bet i na tej podstawie chcesz wyciągać jakieś wnioski? Głupota! Do tego, sam siebie chcesz sabotować? Skąd masz pewność, komu się spodoba ta powieść, a komu nie?

Na szczęście duża część moich opowiadań jest dostępnych na sieci. Dzięki temu zawsze mogę powiedzieć: przeczytaj, bardzo proszę, kilka moich utworów i sprawdź, czy ci się spodobały. Czy lubisz nieco psychodeliczne klimaty “Strun umarłych”? A może wolisz fantasy w stylu “Czarbrończyni”? Jeżeli nie, sprawdź moje humoreski, w stylu “Smutnej historii o miłości ze szczęśliwym zakończeniem”. W zależności od twojej reakcji na te opowiadania będę mógł ci polecić, która z moich powieści ci się spodoba. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.