Do napisania tej recenzji zabierałem się długo i to wcale nie z wrodzonego lenistwa (to znaczy, nie tylko z wrodzonego lenistwa). Musiałem najpierw ksiażkę Huberatha odłożyć, przespać się z myślami o niej, przemyśleć, dojrzeć do niej. Właściwie wciąż nie jestem pewien, czy jestem gotowy, by o niej cokolwiek opowiedzieć, cokolwiek dodać do tego, co znajdziecie na sieci, na tuzinie innych blogów. Może więc zacznę od samych wrażeń: Huberath, jak Le Guin, jest światotwórcą pierwszej klasy, mistrzem kreacji fantastycznych miejsc. Ma nieco mniejszy, ale tylko ciut-ciut mniejszy dryg do tworzenia ciekawych kultur. Tak, jak ona, lubi skupiać się na relacjach międzyludzkich i jak ona, potrafi interesująco pisać o wydarzeniach wydawałoby się z opisu mało interesujących. I tak jak ona, nie potrafi tworzyć wartkiej akcji.

A jeszcze krócej: czym jest “Vatran Auraio”? To tacy “Chłopi” w kosmosie. W scenerii jednak tak niezwykłej, tak odmiennej od wizji innych polskich oraz zagranicznych pisarzy, że trudno się oderwać od opisów co też chłopi teraz posadzą, kto z kim się prześpi i kto kogo nie lubi.

Continue reading “Światotwórca klasy DeLuxe, czyli Marek S. Huberath i “Vatran Auraio” (recenzja)”