Czym właściwie jest fantastyka? Gdzie przebiega granica między alegorią, prozą głównonurtową, a naszym ukochanym gatunkiem? Wikipedia daje definicję mądrą i tak ogólnikową, że można pod nią podciągnąć wszystko: “Polega ona na kreowaniu świata przedstawionego, który w całości, lub w części różni się od rzeczywistości”. PWN podobnie: “twórczość literacka, filmowa lub inna przedstawiająca świat i wydarzenia nierealne”. Niby na pierwszy rzut oka jasne, ale tylko na pierwszy rzut oka. Bo potem można wziąć pierwszy lepszy romans i powiedzieć: to fantastyka, panie. To nierealne, by arabski szejk z państwa, które na dodatek nie istnieje (“świat przedstawiony różni się w części od rzeczywistości”) zakochał się w pomywaczce z Pcimia.

Skąd ten przydługi wstęp? Bo dawno podjąłem decyzję, że na blogu będę przedstawiał tylko powieści fantastyczne właśnie. I teraz nie wiem, czy Czekając na barbarzyńców Johna Maxwella Coetzeego fantastyką jest, czy też nie?

Continue reading “John Maxwell Coatzee “Czekając na barbarzynców” (recenzja)”