Od początku wiedziałem, na co liczyć,  wydawca zawsze mnie uczciwie uprzedzał, jak sprawa wygląda. Więcej, koledzy mówili, że obsuwy i opóźnienia to normalka, i trzeba się z góry nastawić, że wszystkie terminy są orientacyjne. I ostatecznie – co za różnica, kiedy dokładnie wstawię na półki debiutanckie egzemplarze książki. Tak więc – z punktu widzenia czysto… hm, powiedzmy: czysto rozumowego, czysto racjonalnego, naprawdę nie ma powodu, dla którego powinienem się tak niecierpliwić. Zresztą, jedna obsuwa była z mojej winy.

A mimo tego  i tak pierwszą moją myślą po przebudzeniu było: to dzisiaj!

No i wygląda, że jednak nie dzisiaj.

Damn.

Ciekawe, czy za rok też będę się tak ekscytował wydaniem powieści w Genius Creations.

(Drukarnia miała dostarczyć wydawnictwu książki 17tego. Może mają problemy kadrowe, jak niemal wszystkie znane mi firmy w Polsce.)