Na wstępie jedna uwaga: ta recenzja odnosi się tylko do jednego utworu, “Wracać wciąż do domu”. Zakupiony przeze mnie zbiór ma tytuł zbiorczy taki sam, jak ten utwór, ale pozostałe powieści omówiłem uprzednio (“Dary“, “Głosy“, “Moce“).

Recenzując “Moce” napisałem, że Stara Mistrzyni chyba nie lubi opisywać akcji. I zaraz potem natrafiłem na artykuł poświęcony pani Le Guin, w którym znalazła się jej jedna wypowiedź na temat fabuły:

‘I have never written a plot-driven novel,’ Le Guin said. ‘I admire plot from a vast distance, with unenvious admiration. I don’t do it; never did it; don’t want to; can’t’

A więc miałem rację – albo przynajmniej byłem blisko. Mistrzyni nie chce i nie potrafi pisać opowieści z klasyczną akcją. Woli koncentrować się na budowaniu świata i sprawdzaniu, jak w tym świecie odnajdywaliby się ludzie.

I tak sobie myślę, że Mistrzyni pewnego dnia zabrała się do pisania nowej powieści: najpierw stworzyła świat, zwyczaje, mapy, potem zaczęła klepać historię i nagle gdzieś tak w połowie stwierdziła: “e, chrzanię to.”  Rozpoczętą historię zostawiła jako opowieść Mówikamień, a potem oddała się orgii wymyślania świata. Dlaczego tak sądzę? Bo historia Mówikamień wygląda na urwaną, na zakończoną w pośpiechu; jej bohaterka na końcu przybiera imię “Wracająca do domu” (nawiasem mówiąc, ostatnia pieśń Znalazców też mówi o wracaniu do domu). W każdym razie, nie wiem, taki obraz natrętnie wyskakuje mi w głowie: po prostu widzę, jak Le Guin zastyga nagle nad klawiaturą, nad maszyną do pisania, może z długopisem albo gęsim piórem w ręce i nagle chichocze do siebie, mnie kartkę, kasuje plik i zaczyna od nowa.

Tak to sobie wyobrażam.

Continue reading ““Wracać wciąż do domu” Ursuli Le Guin, czyli Mistrzyni bawi się w antropolożkę (recenzja)”