Fantastyk dawnych czar – numer 10 (61) 1987

Spis Treści (lista wszystkich zrecenzowanych Fantastyk)

Recenzowany egzemplarz pochodzi wprawdzie z roku 1987, ale ja go zdobyłem dopiero sześć lat później, jak świadczy dopisek ołówkiem na okładce: za dziewięć tysięcy złotych. Spokojnie, w roku 1993 dziewięć tysięcy to nie była jakaś wielka suma. Ale… czy na pewno z 1993? Miałem wtedy siedemnaście lat i chociaż pamiętam, że uzupełniałem swoje zbiory, to równocześnie mi się wydaje, że uzupełniałem je podczas wizyt w Poznaniu, a do Poznania raczej jeździłem przy składaniu papierów na studia. Hm, nie pierwszy raz pamięć płata mi figle.

Okładkę pamiętam, ale  zawartość… jak przez mgłę. To by dalej wskazywało na jakiś rok później, po dziewięćdziesiątym trzecim, bo jako siedemnastolatek na pewno miałbym czas opowiadania czytać, a jako osiemnasto- czy też dziewiętnastolatek już prędzej tylko dokupywałem egzemplarze do kolekcji z nadzieją, że już wkrótce, już zaraz będę miał czas je przeczytać, tylko najpierw skończę coś innego, bardzo ważnego. Czy przeczytałem? Doszedłem do wniosku, że chyba jednak tak – głupio byłoby, gdybym na egzemplarz kupionych w latach dziewięćdziesiątych znalazł czas dopiero ćwierć wieku później.

Adam Hollanek we wstępniaku pisze o wynikach konkursu literackiego i konstatuje, że z pisania nie da się żyć, a po wygraniu jednego konkursu nie można spocząć na laurach. Cieszy się z wygranej Huberatha, bo Huberath jest z Krakowa. W listach (czyli Lądowaniu LVI) smutna wiadomość o samobójczej śmierci Alice Sheldon, która najpierw zastrzeliła nieuleczalnie chorego męża, a potem siebie. Alice Sheldon wielu z was pewnie zna jako Jamesa Tiptree Jr. Jedna czytelniczka denerwuje się, że mało kobiet bohaterek w fantastyce. Inna cieszy się z postaci kobiecych rysowanych przez Siudmaka.

Ładne, prawda? Andrzej Wroński.

W Galerii Andrzej Wroński, dużo dość przyjemnych grafik, każda przyzwoicie fantastyczna i nawet nie bardzo skiepściona jakością papieru. Żadnej z grafik nie pamiętam – przeglądając teraz ten numer przyszło mi do głowy coś mniej więcej takiego: do licha, czyżbym po zakupie nawet nie zajrzał do środka?

Pierwsze opowiadanie to Łowy na jednorożca z karabinem i kamerą Mike’a Resnicka. To akurat znałem i pamiętałem, ale nie z Fantastyki, ale ponieważ było dołączone do którejś z powieści Resnicka (czyżby Na tropie jednorożca?). Taka tam jajcarska fantasy, ale taka, z której po lekturze mimo wszystko coś w pamięci zostaje. To znaczy – to nie jest rzecz, przy której wybucha się co chwila śmiechem, co najwyżej człowiek uśmiecha się w duchu, na zewnątrz zachowując kamienną, słowiańską twarz. Widać jednak po tych ledwo dwóch stroniczkach, że Resnick umie pisać – oraz, że pani Dorota Malinowska, tłumaczka, umie przekładać.

Ilustracja Grzegorza Komorowskiego – naprawdę lubię tego rysownika. Nie dość, że ilustracje porządne, to jeszcze pasują do tekstu.

Z kolei Pierzaste tygrysy Gene Wolfe’a nie pamiętałem i właśnie dlatego uznałem, że chyba tego numeru jako nastolatek nie przeczytałem. Z drugiej strony, tytuł mi coś mówił, tak samo “Ludzie żółtych liści”, ale to wszystko. I wciąż nie jestem pewien – czytałem? A może czytałem coś podobnego? A może tylko mi się wydaje, że czytałem? W skrócie mamy Ziemię po wymarciu ludzkości, na którą przybywają futrzaści obcy. Obcy badają, próbują wydostać coś z maszyn, sfrustrowani, że te znają jakąś bezwartościową historię, a nic nie potrafią powiedzieć o przyczynach zniknięcia ludzi.

Pewien mój kolega spędził wiele razy po dwadzieścia okresów czuwania, żeby udowodnić ponad wszelką wątpliwość, że Paryż we Francji i Paryż w Teksasie nie miały ze sobą nic wspólnego oprócz nazwy. “Francja” znaczy tyle, co “Kraina Franków”, czyli tych, którzy zawsze mówią prawdę. “Teksas” oznacza “Kraj Przyjaciół”, czyli tych, którzy ze sobą nie walczą. “Przyjaciele”, na których cześć tak nazwano tę krainę, byli kanibalami.

W ramach badań jeden z obcych wyhodowuje tygrysy. Inny interesuje się mitem o “Pierzastych Tygrysach”: “Ludzie żółtych liści” wierzyli, ze tygrysy potrafią wysłać swoje dusze na poszukiwanie łupu. Gdy tygrysy zniknęły, zniknął także ten lud. Czy jest jakiś związek? Nie wiadomo, bo nie o to w tym opowiadaniu chodzi. Obcy oczywiście nie boją się tygrysów, bo i czego się tutaj bać. Do czasu…

Zakończenie jest akurat takie, jak trzeba, aczkolwiek jestem pewien, że mnóstwo osób kręciłoby nosem, że ucięte w połowie, że nie wiadomo, jak się kończy, że urwane wątki. Nie. Opowiadanie jest o strachu, a Obcy, koniec ludzkości i cała reszta to tylko dekoracje, które autor musiał ustawić, by móc napisać kilka ostatnich zdań. I tak ma być.

Bardzo dobra rzecz.

Dalej jednostronicowa historyjka Rosjanina, Nikołaja Gudańca: Arka. I znowu – wydawało mi się, że nie czytałem, aż doczytałem ostatni akapit i wtedy coś mi zamajaczyło pod czaszką, że może, może jednak… Mam tak z całym tym numerem. Tutaj: mamy kosmiczne zoo, mniej więcej – no, dokładnie to program ratowania kosmicznej fauny, przewożenie zwierzaków z wymierających światów gdzie indziej, ale na potrzeby recenzji – niech to będzie ZOO. A w nim mnóstwo najdziwaczniejszych gatunków z całej galaktyki. A jeden z nich jest najokropniejszy i oczywiście od razu wiadomo, który. Do tego nieco humoru i nieco ekologii. No, na jedną stroniczkę może być.

A tutaj ilustracja Jacka Gaudasińskiego – ładnie zrobione, chociaż jakby mniej pasujące do treści.

I wreszcie włoskie opowiadanie, po którym doszedłem do wniosku, że jednak musiałem rzecz przeczytać. Daniela Piegai i Strażnicy Entropii. Nic specjalnego, ale jakieś wrażenie na mnie wywarło, skoro zapamiętałem je najlepiej z całego numeru. W skrócie: o k*wie z dziesiątego wieku naszej ery, pałętającej się za wojskiem gdzieś po Włoszech, która na starość osiadła w klasztorze. Z tym, że jest to k*a nie z tej ziemi, co powoduje, że tytułowi strażnicy entropii muszą się nią zająć. No i zajmują, na początek ją odmładzają. Nie, żadnego porno tu nie ma.

Uff, a więc numer przeczytałem po zakupie w latach 90tych. Dobrze wiedzieć.

W środku numeru: Kraina Chichów Jonathana Carolla. Przeczytałem w formie książkowej i nieco się zawiodłem, bo podobno miał to być horror, a to zwykła, chociaż bardzo dobra, fantastyka o wpływie pisarza na rzeczywistość. Dzisiaj oczywiście pomysł już wyeksploatowany (z najświeższych książek – i filmów – Inkheart!) ale gdy czytałem to po raz pierwszy, wydało mi się czymś świeżym i niezwykłym.

A tutaj Jacek Gaudasiński ilustruje wiersz.

Dalej mamy tłumaczenie Kruka Edgara Allana Poe oraz fragment jego artykułu o tym, w jaki sposób ten wiersz napisał – a napisał bardzo na chłodno i w bardzo racjonalny i naukowy sposób.

Wspominałem już, że lubię Grzegorza Komorowskiego? No umie ilustrować pan Komorowski, prawda?

Później mamy Feliksa W. Kresa z Demonem walki, opowiadanie o paskudnym, brutalnym piracie. Pirat morduje, puszcza z dymem wsie, gra na nosie straży i cesarskiej flocie. Na koniec ma pretensje, że inni uznali za niego, że nie może kochać – idiota, jacy inni? Kilka razy inni próbowali mu powiedzieć, za każdym razem zatykał uszy. To on, on sam dowiódł, że nie warto go kochać i że nie jest godny miłości.

Ciekawy przypadek opowiadania, którego bohaterem jest skończony sk*wysyn. Pamiętam, że jako nastolatek sk*wysynowi pod koniec nieco współczułem. Teraz tylko myślałem, że spotkała go poetycka sprawiedliwość. Więcej nie napiszę, bo akurat Demona Walki możecie gdzieś-kiedyś napotkać i przeczytać. Mam nadzieję, że nie dałem za dużo psujów.

A tutaj mamy Andrzeja Wrońskiego w Galerii.

Co jeszcze nam zostało? Refleksje redakcji po konkursie: że wszystkich zachwycił Huberath i jego Wrócieeś, Sneoog, wiedziaam. Że dużo grafomanów, ale takich, co dołączali też listy, w których przyznawali się, że wiedzą, że nie umieją pisać. To ostatnie komentuje Dorota Malinowska, że skoro wiedzą, że robią błędy, to czemu komuś nie dają do sprawdzenia? Z kolei inni piszą, że grafomani to przyszli lub przeszli czytelnicy i to normalne, że tylu ich jest, a nawet poziom grafomanii nieco się podniósł. I wreszcie – perełka. Rafał Ziemkiewicz broni Andrzeja Sapkowskiego przed zarzutem plagiatu.

Otóż czytelniczka, pani Katarzyna Wacyk (ale nie tylko ona, Ziemkiewicz wspomina o kilku podobnych listach) donosi uprzejmie, że Sapkowski zerżnął z bajki Romana Zmorskiego pt Strzyga. A więc, że Wiedźmin jest “bezczelnym plagiatem”. Rafał Ziemkiewicz odpowiada, co następuje: że starannie porównał treść bajki i opowiadania. Streszcza treść bajki, wskazuje różnice i konkluduje, ze jeżeli Wiedźmina by nazwać plagiatem, to… i tutaj oddaję głos Ziemkiewiczowi:

Czy jest to plagiat? Jeżeli tak, musimy na liście plagiatów umieścić wszystkie mazurki i oberki Chopina, ponad połowę z “Ballad i romansów” Mickiewicza, a także twórczość J.R.R. Tolkiena i prawie całą anglosaską fantasy, która z zamiłowaniem wykorzystuje wątki starych, celtyckich i romańskich podań.

Święte słowa. Inspiracja nie plagiat.

W pożółkłych kartkach fragment humorystycznego tekstu Adolfa Nowaczyńskiego, endeka i pisarza. Nawet fragment przeczytałem i nawet mnie nieco rozbawił, to znaczy: nie tak, bym zaraz biegł i pokazywał innym “patrz, śmieszne”, ale biorąc pod uwagę, że to humor sprzed stu lat, to mogło by być gorzej. W skrócie: pewien antropolog odnajduje w górach Abisynii plemię górali, strasznie prymitywnych, ale niesamowicie pojętnych, którzy w trzy dni nauczyli się włoskiego, w tydzień opanowali algebrę itd. Podanie ich krwi innym ludziom powoduje, że natychmiast są gotowi do genialnych osiągnięć. I następuje tutaj podanie wyników eksperymentu i lista genialnych osiągnięć.

Andrzej Wroński i These are not the droids you are looking for 😀

I tak niejaki Felicjan Dulski dokonał następujących rzeczy: “Przeprowadzenie wykupu wyspy Krety. Wysiedlenie Kretynów tamtejszych do Samary.” Zaś Melchior Kamienicki: “Wysiedlenie ludności z Sosnowca, zbombardowanie i zburzenie tegoż”. Inny geniusz tworzy fabrykę gramofonów, zatrudniającą wszystkich krajowych grafomanów.

Co dalej: trudna w lekturze recenzja Solarisa oraz Niezwyciężonego Lema. Wywiad z Gene’m Wolfe’m. Iłowiecki pisze o możliwości sztucznego mieszania gatunków. Pani Dorota Malinowska recenzuje Białego smoka oraz Crittersów.

 

 

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.