Czy istnieje “męska” albo “kobieca” literatura?

Uwaga! Wpis będzie zawierał parę niesmacznych i ostrzejszych stwierdzeń, głównie niedokładnych cytatów. Do tego, wyrzucam tu z siebie coś, co mnie naprawdę wkurzyło.

Męska literatura. Kobieca literatura. Ło, panie, na jakie pole minowe pan włazisz. Że jak, że masz pan zamiar czelność zaraz pisać, że kobiety nie czytają SF, a mężczyznom sięgającym po fantasy usychają jądra?! Jak pan śmiesz!

Co, mało śmieszny wstęp? Zgadzam się w zupełności. Tyle, że wcale nie przesadzam. Pierwszą wersję tego wpisu zacząłem tworzyć świeżo wku*ony burzą wywołaną na pewnej fejsbukowej grupie po odkryciu dokonanym przez jedną z fanek fantastyki: otóż jakaś księgarnia internetowa miała czelność zamieścić artykuł o fantastyce dla mężczyzn. Mogłoby się komuś wydawać, że nie ma w tym nic kontrowersyjnego. Ot, w księgarni postanowiono napisać coś na wypadek, gdyby przyszła przed świętami dziewczyna i chciałaby wiedzieć, co mogłaby kupić na prezent dla chłopaka. Albo może chcieli mieć gotową odpowiedź, gdyby jakiś chłopak guglał propozycje książkowe dla siebie. Zresztą, nieważne, kto miałby guglać – artykuł został ewidentnie tak napisany, by wyskoczyć w wynikach wyszukiwań i to widać.

To tak, jakby do sklepu weszła kobieta i zapytała kogoś z obsługi:

– Chciałabym kupić coś dla męża. Co by pani poleciła?

– A co czyta mąż?

– Nie wiem.

– Hmm. No cóż, mężczyźni lubią SF, więc może coś z SF?

Jak byście, panie i panowie, zareagowali, gdyby inna klientka naskoczyła na obsługę, że szerzą seksistowskie stereotypy?

Nic, absolutnie nic w zalinkowanym artykule nie sugerowało, że fantastyka jest tylko dla mężczyzn. Nic nie sugerowało, że polecanych tytułów nie mogą czytać też kobiety. Nic, powtarzam. A jednak zaraz pojawiły się sarkastyczne komentarze, że “Ho, wczoraj kupiłam Le Guin i zaczęły mi rosnąć włosy na klacie” albo (autorstwo innej chyba w zamierzeniu super zabawnej czytelniczki) “no i wydało się, jestem facetem, bo lubię SF”.

Serio. Nie zmyślam, chociaż to nie są dokładne cytaty.

Siedziałem, przeglądałem komentarz za komentarzem i płakać mi się chciało. To tak, jakby rozmawiały trzy koleżanki. Pierwsza: “Weronice pasuje niebieski kolor, prawda?” a dwie pozostałe od razu w krzyk: “Co, myślisz, że my nie możemy nosić niebieskiego? A ja lubię niebieski! Myślisz, że się zmienię w klona Weroniki?!”

Ba! W tej księgarni nie ma kategorii “fantastyka dla mężczyzn”. Jest po prostu fantastyka, kropka. Opis działu nic nie wspomina o płci. Można wpisać w wyszukiwarce “książki dla kobiet” i księgarnia zasugeruje między innymi siedemdziesiąt parę pozycji z fantastyki (dla mężczyzn sto parę). Powtarzam: ktoś napisał reklamę skierowaną dla osób zastanawiających się nad prezentem dla faceta i tuzin dziewczyn oraz kobiet zapałało świętym oburzeniem .

No dobrze, ale gdyby ktoś serio sądził, że postawione w tytule pytanie oznacza “czy istnieje literatura tylko dla kobiet albo tylko dla mężczyzn?”, to co powinniśmy odpowiedzieć? Oczywiście nie! Nie ma. Nieważne, jaki byście nie wybrali gatunek literacki, zawsze znajdą się mężczyźni i kobiety, które ten gatunek czytają. Mężczyzna może kochać romanse i to wcale nie oznacza, że jest kobietą – są marines, twardzi faceci, którzy są fanami My Little Ponies i co to znaczy? Nic. Są twardymi facetami lubiącymi My Little Ponies.

Możemy jednak pytanie nieco przeformułować. Czy są gatunki literackie albo powieści, które statystycznie częściej będą się podobać mężczyznom niż kobietom (i odwrotnie)? To samo pytanie można postawić w tożsamej postaci: czy istnieją gatunki/powieści, dla których jest więcej czytelników jednej płci? O, to już jest pytanie empiryczne i dość nawet ciekawe. I co więcej, w odniesieniu gatunków przynajmniej na owo pytanie można odpowiedzieć tak, są (z pewnymi zastrzeżeniami), i poniżej to uzasadnię.

Zanim jednak o tym napiszemy, najpierw wstawimy małego “disclaimera”. Spokojnie możecie tego disclaimera pominąć – on służy tylko po to, by ponownie przypomnieć, że “statystycznie częściej” nie oznacza, do jasnej cholery, “zawsze” – oraz, że “statystycznie wygląda to tak” nie oznacza, że “tak być musi i tak zawsze było i będzie!”. Piszę go dlatego, by uniknąć komentarzy typu “a więc uważasz, że kobiecie nie może się podobać SF?” albo “czyli co, prawdziwy mężczyzna nie może czytać fantasy?”

Ja czytam fantasy. Więcej, ja piszę fantasy. Nie wiem, czy jestem “prawdziwym mężczyzną” i nie wiem, co w ogóle miałoby oznaczać “prawdziwy mężczyzna” ale proszę, błagam, jeżeli was kusi by napisać taki komentarz (typu “jak można sądzić, że kobiety nie lubią Lema!”), przeczytajcie standardowy disclaimer.  W przeciwnym razie, disclaimer pomińcie.

Standardowy disclaimer o statystykach

Dziwna rzecz, ale wszyscy są przekonani, że rozumieją o co chodzi ze średnimi, medianami i innymi statystykami. Więcej, gdy mówimy ile średnio spala samochód na kilometr, ile średnio dziennie wydaje ktoś na jedzenie, wszyscy zachowują zimną krew i rozumieją, że jeżeli w dużym mieście średnie zarobki są wyższe niż w małym miasteczku, to wcale nie znaczy, że każdy w Warszawie zarabia więcej niż każdy w Pcimiu. Wystarczy jednak zacząć rozmowę o jakiejś cesze odróżniającej średnio kobiety od mężczyzn, kupa ludzi nagle dostaje kota.

Przypomnę coś, o czym już kiedyś pisałem: średnio kobiety w Polsce są niższe od mężczyzn. To fakt. Można wyliczyć średnią i ta średnia służy po prostu do opisu populacji. Tak samo można policzyć średnią wagę, średnią długość życia i tak dalej. Oczywiście nie istnieje idealnie przeciętna kobieta ani idealnie przeciętny mężczyzna. Ba, może się zdarzyć, że średnia w ogóle nie ma żadnego odniesienia do jednostek (np. średnia liczba dzieci rodzonych przez Polki: nie znam rodziny, w której by było 1.3 dziecka). Niemniej statystyki mają sens gdy mówimy o całych grupach. Statystyki są opisowe. Opisują, co jest, a nie, co ma być. Średnia, mediana itd mają charakter deskryptywny, a nie preskryptywny.

Jeżeli mężczyźni średnio rzadziej czytają książki niż kobiety, to dla każdego powinno być jasne, że mówimy właśnie o statystyce. Owszem, niektóre zdania są pewnym uproszczeniem i można je rozumieć inaczej. Mężczyźni są wyżsi niż kobiety to jest uproszczenie, ale dla każdego powinno być jasne, na czym to uproszczenie polega: że prościej napisać pięć słów niż zdanie-potworka “średnia wzrostu mężczyzn, policzona według wzoru takiego a takiego jest wyższa niż średnia wzrostu kobiet, wyliczona z tego samego wzoru”. Mężczyźni średnio rzadziej czytają nie oznacza więc, że każdy mężczyzna czyta mniej niż każda kobieta. To powinno być oczywiste i dlatego do szału mnie doprowadził jeden komentujący twierdzący, że “on chyba ma waginę, bo czyta dużo”, a kobiecie cytującej statystyki zadał pytanie, cytat niedokładny, “czy wy drogie panie dopuszczacie do siebie myśl, że mogą być faceci czytający tyle samo co wy?” Ten sam rodzaj przegięcia, tylko w drugą stronę :(.

Wszystkie zdania poniżej należy więc rozumieć jako właśnie tego rodzaju uproszczenia, a każda osoba, która po przeczytaniu zdania “mężczyźni zwykle lubią X” wysnuje wniosek, że “kobieta nie może lubić X”, powinna przeczytać ten disclaimer jeszcze raz, a potem jeszcze raz, do czasu, aż wreszcie, cholera, załapie.

Swoją drogą, dlaczego tak się dzieje? Jakim cudem tak wielka rzesza kobiet poczuła się obrażona stwierdzeniem, że fantastyka podoba się mężczyznom? Nie, że tylko mężczyznom, nie – że wara kobietom, tylko – podoba się mężczyznom, kropka. Kto sprawił, że kobiety te doszukały się seksistowskich implikacji w całkowicie neutralnej reklamie? Jeżeli Ty, droga czytelniczko,  jesteś jedną z tych kobiet, co żartowały o utracie waginy po lekturze SF – zadaj sobie proszę to pytanie: jakim cudem, JAKIM CUDEM, do cholery, z faktu istnienia rekomendacji książek mogących się podobać facetom wysnułaś wniosek, że te same książki nie mogą się podobać kobietom?!

Kto co czyta i ile, czyli statystyka o kobietach i mężczyznach

Czyli tak: zaczęliśmy od reklamy. Od rekomendacji. Możemy więc się zastanowić: zaraz, może nie ma żadnych różnic w upodobaniach i istnienie takich rekomendacji (typu “co by mi sklep polecił dla mężczyzny”) nie ma sensu, bo “dobra książka spodoba się każdemu?” Czyli – czyżby nie dało się wskazać jakichkolwiek różnic między średnimi gustami mężczyzn i kobiet, i dla każdej książki, niezależnie od gatunku i tego, jak jest napisana i o czym, dla mężczyzn i kobiet jest dokładnie identyczna szansa, że im się spodoba? Oraz drugie pytanie: czy są gatunki/książki, które czytają częściej kobiety/mężczyźni?

Jak pisałem wyżej – to są pytania empiryczne i można na nie odpowiedzieć, sięgając po choćby badania ankietowe. Przy czym – uwaga! – nie wnikamy, skąd się biorą te różnice i czy w przyszłości te różnice się nie zmienią. Może te różnice to efekt wychowania. Może nie. Może niektóre powieści odstręczają kobiety, bo są napisane przez seksistowskich dziadersów (ale zwróćcie uwagę, że jeżeli tak sądzicie, to sami/same odpowiadacie, że istnieją książki mogące się podobać mężczyznom bardziej niż kobietom). To też nieważne. Na razie dostaliśmy proste pytanie. na które można poszukać odpowiedzi.

Jedyny problem, jaki możemy mieć, to z reprezentatywnością próbek. Jeżeli na przykład niżej mamy ankietę sześcioklasistów z USA, to czy wyniki tej ankiety można traktować jako właściwe do dyskusji o gustach czytelniczych w Polsce? I to są zastrzeżenia zasadne, jak najbardziej. Musimy o nich pamiętać i wiedzieć, że dane podawane niżej mają ograniczenia.

Zaczniemy od własnego eksperymentu. Sprawdzę, czy kobiety/mężczyźni czytają różne gatunki. Biorę top100 najlepszych książek SF, po czym sięgam do lubimyczytać i sprawdzam, ile osób napisało recenzję danej płci. Koduję na podstawie (A) form gramatycznych (przeczytałam/przeczytałem), (B) nazwy (Ania vs Konrad) (C) profilu (D) awatara (zdjęcie kobiety/mężczyzny). Jeżeli profil jest niedostępny i nie jestem w stanie określić płci, koduję płeć jako nieznana. Zapisuję przy tym opinie równe i poniżej 5 dużą literą (czasami miałem tutaj zagwozdkę, gdy np ktoś daje ocenę 8/10, a komentuje “strasznie się męczyłem”).

I tak, dla “Diuny”, po pominięciu duplikatów oraz profilów o niemożliwej do zidentyfikowania płci, mamy 529 mężczyzn recenzentów, z których 514 dało ocenę sześć i wyżej, oraz 290 kobiet, z których 280 dało ocenę sześć i wyżej. A więc dla tych, którym się Diuna podobała, 64.7% recenzji napisali mężczyźni. 2.8% mężczyzn dało ocenę pięć i niżej, oraz 3.4% kobiet. Dla “Władcy pierścieni” mężczyźni stanowią już tylko połowę, nawet mniej (49,48%): 436 opinii napisali mężczyźni, 445 kobiety. Czyli dla powieści SF mamy większe skrzywienie w stronę czytelników-mężczyzn wystawiających opinie, niż w przypadku powieści fantasy.

No, ale to są tylko dwie powieści. Dwa klasyki, ale jednak to dane raczej nie mogące dowieść czegokolwiek.

Więc skoro to mało, to zobaczmy, czy ktoś to badał. Badał? A jakże. Bierzemy Fantastyczni 2012 (Guttfeld i Krawczyk), badanie ankietowe z Polski sprzed 8 lat. Obie płcie wolą fantasy od SF, ale która płeć znacznie bardziej woli? Kobiety (95%, dla mężczyzn 89%). A jak jest z SF? Lubi je czytać 75% mężczyzn biorących udział w ankiecie i 56% kobiet.

Bierzemy pracę magisterską pani Holmes z roku 2000, badanie sześcioklasistów z USA. Co czytają częściej dziewczynki? Fantasy. Co czytają częściej chłopcy? SF.

Badanie nastolatków z Australii, przeprowadzone w latach 2006/2010, opublikowane 2015. Tutaj i chłopcy i dziewczęta wolą Fantasy od SF, ale u dziewcząt fantasy jest na miejscu pierwszym, u chłopców na drugim. U dziewcząt SF jest na miejscu ósmym, u chłopców na szóstym (różnice: 12% dziewczynek wskazało SF jako lubiany gatunek, w porównaniu do 42% chłopców. Różnica, rzekłbym, całkiem spora).

Wreszcie, moja własna ankieta. I znowu: obie płcie kochają fantasy bardziej niż SF. Ale… 59% kobiet przyznało się, że bardzo lubi fantasy, zaś tylko 43% mężczyzn (łącznie bardzo lubi+lubi to 85% kobiet i 77% mężczyzn). Dla SF: 39% kobiet, 43% mężczyzn (łącznie bardzo lubi + lubi 69% kobiet i 80% mężczyzn).

Czyli… tak, są gatunki, które bardziej lubi jedna z płci. To nie są duże różnice. Ot, obie płcie BARDZO lubią fantasy, ale kobiety fantasy lubią JESZCZE bardziej. Obie płcie kochają SF, ale mężczyźni bardziej.

A książki? Tutaj jest nieco trudniej. Na to nie byłem w stanie odpowiedzieć. Większość z powieści, które wybrałem jako mogących reprezentować pewien styl pisania, który według mojego “czuja” mógłby się bardziej podobać jednej z płci, okazała się kompletnie nieznana respondentom mojej ankiety. W efekcie trudno interpretować wyniki: jeżeli ktoś nie czyta jakiegoś autora, to być może dlatego, bo przeczytał czyjeś opinie lub recenzje i uznał, że jemu taka proza nie podchodzi. W końcu ci, co czytają książki SF, to zwykle są już fani SF, więc może w tym gronie nie powinno się już spodziewać większych różnic, prawda?

Oczywiście problem z ankietami (moją oraz tą z 2012) jest taki, że obie dotyczyły fanów fantastyki, a więc grupy już nietypowej, bo lubiącej fantastykę. Ale i tak – tyle danych, wszystkie wskazują w jednym kierunku. Przypadek? Nie sądzę.

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.