Fantastyk dawnych czar – numer 10 (73) 1988

Spis Treści (lista wszystkich zrecenzowanych Fantastyk)

Pierwsza recenzja Fantastyk w tym roku i ostatni numer z moich wakacyjnych, “covidowych” zakupów z 2020. Gro tej recenzji napisałem jeszcze w listopadzie i zaplanowałem do pojawienia się w styczniu.

Ciekawa rzecz: nie kojarzę okładki, ale wszystkie opowiadania z tego numeru już czytałem jako dzieciak. Nie jestem pewien, dlaczego: czy to jeden z egzemplarzy z mojej oryginalnej kolekcji, który “zaginął” podczas mojego wyjazdy na studia? A może jako dwunastolatek pożyczyłem tę Fantastykę od któregoś z kolegów? Najbardziej prawdopodobna wydaje mi się wersja druga: w tym numerze jest wkładka z powieścią Poula Andersona, Trzy serca i trzy lwy i możliwe, że chciałem jako chłopiec się dowiedzieć, jak to się zaczęło po lekturze drugiej części. Ale… Ja tę powieść wypiąłem z czasopisma i zszyłem, z całą pewnością, bo pamiętam, ile razy kląłem jej szukając!

W galerii: prace Witolda Popiela (obok) stworzone na komputerze.

Marek Zalejski zachęca do przesyłania prac stworzonych na komputerach. Przyznaje, że

Niestety, popularne i tanie komputery nie nadają się do takich zabaw. Trzeba będzie sprzedać auto taty i nie jeść przez trzy lata, spotkamy się wtedy w Galerii.

W sumie, no tak. To rok 1988 – W Polsce króluje Commodore C64. I tak patrzę na te grafiki komputerowe i aż żal, czym się kiedyś ludzie zachwycali. Retro, można by powiedzieć.

Hollanek we wstępniaku przynudza gorzej, niż zwykle. Lem, Zajdel, romantyzm, Żuławski. W listach od czytelników psioczą na handlarzy i bazarowców.

Pielgrzymka Clifforda M. autorstwa Boba Lemana przypomniałem sobie natychmiast, gdy otworzyłem numer. Mamy tutaj niby prostą historyjkę o wampirach, ale wampirach odmiennych od tych, które obecnie dominują w masowej wyobraźni. Ot, takie ssaki, co piją krew, żyją setki lat i wyglądają jak ludzie (a gdy są dorosłe, od słońca dostają bąbli na skórze). Są to więc odmagicznione wampiry, przedstawione niby w formie popularyzatorskiego artykułu o przypadku wampira, który został wychowany przez ludzi i który początkowo nie rozumiał, kim jest. Czyli co, horror? Nie.

Zapomniałem okładkę, zapomniałem Galerię, ale tej ilustracji nie zapomniałem. Pan G.W. Komorowski stworzył coś cudownie pasującego do opowiadania.

Nie, Pielgrzymka to nie horror. Raczej tragiczna opowieść o samotności. Pan Leman używając bardzo oszczędnych środków stylistycznych powoli buduje nastrój i beznamiętnie referuje dramat młodego człowieka… Właśnie. Człowieka? Wampira? Clifford nie jest ani jednym, ani drugim.

Potem mamy jednostronicowe dzieło Czecha, Jaroslava Petra, Bezpośrednia transmisja. Tego opowiadania nie pamiętałem i chyba go nie zapamiętam i teraz. Nie jest złe, zdecydowanie nie. Solidna robota o walkach i nie całkiem emerytowanym “zapaśniku” oraz umowie, którą podpisał z bardzo złymi ludźmi (TM).

Za Czechem nadchodzi Robert Sheckley z Potworami o nieprzystawaniu ludzkich norm do tych obowiązujących w obcych cywilizacjach. Istnieje jakaś tam rasa, gdzie rodzi się o wiele zbyt wiele samic. Obcy problem rozwiązują prosty sposób: samce co dwadzieścia pięć dni zabijają żonę i wybierają sobie nową z zagrody.

To też Galeria, ale oczywiście nie komputerowa.  Redakcja zapowiada, że już niedługo pojawi się w Galerii Juraj Maxon, po czym dają pięć chyba jego grafik.

We wkładce powieść Poula Andersona Trzy serca i trzy lwy. Czytałem jako dwunastolatek i wywarło na mnie wtedy niesamowite wrażenie. Historia Holgera Carlsena, którego czary przenoszą do baśniowej wersji średniowiecznej Europy, gdzie ludzkość broni się przez oblegającym ją Chaosem. Nie wiem, czy dziś też bym się tak powieścią zachwycił: dzisiaj mam za sobą dziesiątki powieści, opowiadań i nawet seriali anime opartych o podobne motywy. Mimo wszystko sądzę, że jest to jedna z tych powieści, która ukształtowały moją literacką wrażliwość.

Cycek autorstwa Ryszarda Gwinnera. Zaiste, nie pytajcie, o co chodzi i gdzie tu sens. Obcujcie ze sztuką.

W polskiej fantastyce dostajemy Czarownicę Hanny Hamer. Utwór mocno średni, łagodnie ujmując. Ludzie z próbówki, ludzie we władzy narzuconych Rytuałów, pod kontrolą totalitarnego rządu, oraz czarownica, która w magiczny sposób przywraca wolność. Dwunastolatkowi nawet się to podobało, ale utwór źle zniósł upływ czasu. Nie jest to grafomania może, ale niewiele brakuje.

No nie da się ukryć, że grafika komputerowa z lat osiemdziesiątych dzisiaj raczej nie powala na kolana.

Publicystykę już tylko przekartkowałem. Recenzja Miejsca początku Le Guin (moja recenzja tutaj). Recenzja zbioru opowiadań Niebezpieczne wizje pod redakcją Harlana Ellisona. Recenzja polskiej fantastyki na (mało) wesoło. Sen Bolesława Prusa, fragment opowiadania w Pożółkłych kartkach – przy okazji, wiedzieliście, że Prus napisał też historię alternatywną? Jestem przekonany, że napisał, ale zaginął mi jeden tom Dzieł zebranych akurat z opowiadaniami i przez to nie mogę zweryfikować.

A tutaj: grafika bez podpisu. Zakładam, że Juraj Maxxon.

Dalej: krytycy o fantastyce (ziew). Fantastyka w innych demoludach (ziew). Iłowiecki o naturze jako grze (hm… nie, jednak ziew).  Wreszcie recenzja Policyjnego gliniarza (!!!) czyli Robocopa. Autorka recenzji, Dorota Malinowska, trzeźwo zauważa, że patrząc na jakość tłumaczeń nie sposób nie zastanawiać się, czy aby na pewno oglądamy ten sam film, co zachodnia widownia.

Na koniec: poezja. Za co…

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.