Na wstępie jedna uwaga: ta recenzja odnosi się tylko do jednego utworu, “Wracać wciąż do domu”. Zakupiony przeze mnie zbiór ma tytuł zbiorczy taki sam, jak ten utwór, ale pozostałe powieści omówiłem uprzednio (“Dary“, “Głosy“, “Moce“).

Recenzując “Moce” napisałem, że Stara Mistrzyni chyba nie lubi opisywać akcji. I zaraz potem natrafiłem na artykuł poświęcony pani Le Guin, w którym znalazła się jej jedna wypowiedź na temat fabuły:

‘I have never written a plot-driven novel,’ Le Guin said. ‘I admire plot from a vast distance, with unenvious admiration. I don’t do it; never did it; don’t want to; can’t’

A więc miałem rację – albo przynajmniej byłem blisko. Mistrzyni nie chce i nie potrafi pisać opowieści z klasyczną akcją. Woli koncentrować się na budowaniu świata i sprawdzaniu, jak w tym świecie odnajdywaliby się ludzie.

I tak sobie myślę, że Mistrzyni pewnego dnia zabrała się do pisania nowej powieści: najpierw stworzyła świat, zwyczaje, mapy, potem zaczęła klepać historię i nagle gdzieś tak w połowie stwierdziła: “e, chrzanię to.”  Rozpoczętą historię zostawiła jako opowieść Mówikamień, a potem oddała się orgii wymyślania świata. Dlaczego tak sądzę? Bo historia Mówikamień wygląda na urwaną, na zakończoną w pośpiechu; jej bohaterka na końcu przybiera imię “Wracająca do domu” (nawiasem mówiąc, ostatnia pieśń Znalazców też mówi o wracaniu do domu). W każdym razie, nie wiem, taki obraz natrętnie wyskakuje mi w głowie: po prostu widzę, jak Le Guin zastyga nagle nad klawiaturą, nad maszyną do pisania, może z długopisem albo gęsim piórem w ręce i nagle chichocze do siebie, mnie kartkę, kasuje plik i zaczyna od nowa.

Tak to sobie wyobrażam.

Continue reading ““Wracać wciąż do domu” Ursuli Le Guin, czyli Mistrzyni bawi się w antropolożkę (recenzja)”

Spis Treści (lista wszystkich zrecenzowanych Fantastyk)

To numer pochodzący z moich dawnych zbiorów: kupiłem go, gdy miałem dwanaście lat. Na okładce: Siudmak! Mmm i od razu wiadomo, że w Galerii będzie uczta dla oczu. Właściwie: nie “będzie”, tylko “byłaby”, bo to rok 1988, a więc jakość papieru wciąż nie powala. Szary, nieco już póżółkły. Do tego dochodzi nieco rozmazany druk – całość masakruje, trudno użyć tu innego słowa, prace naszego artysty.

Na wewnętrznej stronie okładki Hollanek zachwyca się Siudmakiem. Zachwyca się słusznie. Pisze, że Siudmak rysuje elegancko, po prostu ładnie, podczas gdy w Polsce ówczesnej (lata osiemdziesiąte) wciąż królował turpizm i udziwniona brzydota.

Continue reading “Fantastyk dawnych czar – numer 4 (67) 1988”

Le Guin jest pisarką tej klasy, że nawet jej słabsze dzieła spokojnie wystają ponad przeciętność. Rozbestwiony znakomitymi “Darami” (recenzja) i bardzo dobrymi “Głosami” (recenzja) spodziewałem się, że “Moce” będą równie dobre. Nieco się zawiodłem. Gdybym jednak napisał, że to ostatnia część cyklu jest słaba, to jak miałbym nazywać 90% pozostałej fantastyki?

Zanim przejdę do właściwej recenzji, nieco wyjaśnień. Na okładce po lewej widzicie “Wracać wciąż do domu”, ponieważ “Moce” zostały wydane w jednym wielkim tomie z czterema innymi powieściami. Efektem jest ponad-tysiącstronicowa cegła w przyzwoitej cenie. Jak na razie jeszcze nie rozsypuje mi się w dłoniach, chociaż czyta się toto czasami niewygodnie, przez co już lekko naddarłem jedną stronę. Jak dotąd wyłapałem tylko jedną literówkę – biorąc pod uwagę rozmiar cegły, można rzec – jakość wydania więcej, jak bardzo dobra.

Continue reading ““Moce” Ursuli Le Guin, czyli, niespodzianka, niewolnictwo jest złe (recenzja)”

Spis Treści (lista wszystkich zrecenzowanych Fantastyk)

Strasznie wygląda ten numer. Pochodzi z moich własnych zakupów: z czasów, gdy miałem lat dwanaście. No i… niestety widać, że jako dwunastolatek nie szanowałem czasopism. Na przykład tylną część okładki wyciąłem, nie mam pojęcia dlaczego – może była tam ilustracja do jakiejś powieści?

We wstępniaku Hollanek narzeka na jakieś czasopismo, które szpilkami dźga świeckiego świętego, Lema. Jak dźga, jakie czasopismo, o co chodzi – nie mam pojęcia, Hollanek rzuca tylko aluzjami, które pewnie w roku 1988 były zrozumiałe. Z kolei w Lądowaniu same nudy, z jednym wyjątkiem: jakiś małolatek narzeka, że pani kazała im się chwalić, co czytają, no to pochwalił się lekturą powieści SF i pani go wyśmiała. Ha! Skąd my to znamy, co? Całe pokolenia polonistek pracowicie zniechęcających do czytania rocznik za rocznikiem młodych chłopaków (dziewczyn pewnie też, ale ja słyszałem raczej o zniechęcanych chłopakach).

Continue reading “Fantastyk dawnych czar – numer 1 (64) 1988”

“Głosy” kupiłem z winy jednego bardzo złego człowieka. Zdarzyło się bowiem, że dyskutowałem o powieściach na fejsbukowej grupie, nie pamiętam dokładnie o czym, i wspomniałem o “Darach” Ursuli Le Guin. Wyraziłem żal, że niestety jeszcze nie przetłumaczono drugiej części. Wówczas bardzo zły człowiek wtrącił się, że jak nie ma, jak jest. I zaraz dał odnośnik do księgarni, gdzie można kupić wspólne wydanie pięciu powieści  Le Guin (pod zbiorczym tytułem “Wracać wciąż do domu”, jak widzicie na okładce po lewej), w tym trzech właśnie z cyklu zapoczątkowanego “Darami”. Odpowiedziałem, że dopiero co wydałem dwie stówy na książki, a cena tej cegły wydaje mi się nieco zaporowa. Bardzo zły człowiek nie zrezygnował. Znalazł natychmiast miejsce, gdzie ta sama cegła kosztowała o wiele mniej.

No i skusił mnie, skusił mnie bardzo zły człowiek. Po prostu nie miałem wyjścia i musiałem zbiór nabyć. A przecież miałem już nic w roku 2020 nie kupować!

Continue reading “Ursula Le Guin “Głosy” – dobra kontynuacja bardzo dobrych “Darów” (recenzja)”

Czytając zbiór opowiadań chińskiego pisarza – pierwszego laureata z Azji amerykańskiej nagrody Hugo (i chyba pierwszego w ogóle spoza anglosfery w trzech kategoriach, które sprawdziłem, oraz jednego z czworga w ogóle) – co chwilę się zastanawiałem, jak powinienem potem opisać swoje wrażenia. Że zbiór jest słaby? No, ale to nie byłaby do końca prawda. Niektóre z opowiadań wręcz pochłaniałem i to pomimo tego, że… gdzieś po głowie kołatała mi myśl, że czytam coś bardzo sprawnie napisanego, ale słabego. Kolega mówi mi, że nie powinienem oceniać tego zbioru zbyt surowo, bo raz – to zbiór z utworami debiutanckimi, a dwa – wchodzą w grę różnice kulturowe. No nie wiem. Owszem, niektóre z opowiadań są stare. Ale inne zostały napisane już po “Problemie trzech ciał”, za który Cixin Liu dostał Hugo.

Jeszcze jedna myśl nasuwała mi się co rusz przy każdym tytule. Stara, polska fantastyka. Taka z lat siedemdziesiątych. Na jednej z grup na facebooku ktoś określił opowiadania z klasycznej ery polskiej SF jako pisane  przez “inżynierów granatem oderwanych od komputerów”. To znaczy: że to były rzeczy z miałkimi bohaterami, literacko ledwo poprawnie, często drętwe, skupiające się w całości na pomyśle technicznym lub naukowej teorii. Zajdel do pewnego stopnia też taki był, ale tylko do pewnego stopnia: on wychodził poza ten schemat. Przede wszystkim: miał pióro znacznie lżejsze, jego stylu nie można by nazwać topornym, a bohaterzy posiadali zwykle jakieś cechy poza tytułami naukowymi.

Continue reading “Chiński Zajdel? Cixin Liu i “Wędrująca Ziemia” (recenzja)”

Jak już pisałem wcześnie, uznałem pierwszą wersję “Sztandarów” za zbyt słabą, by nadawała się do wysyłania. Obecnie współpracuję z Witkiem Dworakowskim nad jej poprawą; praca wre. Obecnie tekst zbliża się powoli do siedmiuset tysięcy znaków i jeszcze pewnie mocno urośnie. Dodajemy nowe wątki, poprawiamy, ścinamy, modyfikujemy… Jeszcze dużo pracy przed nami, ale jestem pełen optymizmu.

Oprócz tego: trzymajcie kciuki. W ciągu dwóch tygodni, może nawet wcześniej, będę się mógł podzielić wiadomościami na temat zbliżającego się debiutu.

Na koniec: testuję obecnie zdecentralizowane sieci społecznościowe. Sprawdzam w tej chwili Mastodona (101010.pl), takiego jakby zamiennika twittera. Myślałem też o Friendice. Jeżeli ktoś ma jakieś doświadczenia na temat tych serwisów, którymi chciałby się podzielić, chętnie wysłucham.

Spis Treści (lista wszystkich zrecenzowanych Fantastyk)

Recenzowany egzemplarz pochodzi wprawdzie z roku 1987, ale ja go zdobyłem dopiero sześć lat później, jak świadczy dopisek ołówkiem na okładce: za dziewięć tysięcy złotych. Spokojnie, w roku 1993 dziewięć tysięcy to nie była jakaś wielka suma. Ale… czy na pewno z 1993? Miałem wtedy siedemnaście lat i chociaż pamiętam, że uzupełniałem swoje zbiory, to równocześnie mi się wydaje, że uzupełniałem je podczas wizyt w Poznaniu, a do Poznania raczej jeździłem przy składaniu papierów na studia. Hm, nie pierwszy raz pamięć płata mi figle.

Okładkę pamiętam, ale  zawartość… jak przez mgłę. To by dalej wskazywało na jakiś rok później, po dziewięćdziesiątym trzecim, bo jako siedemnastolatek na pewno miałbym czas opowiadania czytać, a jako osiemnasto- czy też dziewiętnastolatek już prędzej tylko dokupywałem egzemplarze do kolekcji z nadzieją, że już wkrótce, już zaraz będę miał czas je przeczytać, tylko najpierw skończę coś innego, bardzo ważnego. Czy przeczytałem? Doszedłem do wniosku, że chyba jednak tak – głupio byłoby, gdybym na egzemplarz kupionych w latach dziewięćdziesiątych znalazł czas dopiero ćwierć wieku później.

Continue reading “Fantastyk dawnych czar – numer 10 (61) 1987”

Uwaga! Wpis będzie zawierał parę niesmacznych i ostrzejszych stwierdzeń, głównie niedokładnych cytatów. Do tego, wyrzucam tu z siebie coś, co mnie naprawdę wkurzyło.

Męska literatura. Kobieca literatura. Ło, panie, na jakie pole minowe pan włazisz. Że jak, że masz pan zamiar czelność zaraz pisać, że kobiety nie czytają SF, a mężczyznom sięgającym po fantasy usychają jądra?! Jak pan śmiesz!

Co, mało śmieszny wstęp? Zgadzam się w zupełności. Tyle, że wcale nie przesadzam. Pierwszą wersję tego wpisu zacząłem tworzyć świeżo wku*ony burzą wywołaną na pewnej fejsbukowej grupie po odkryciu dokonanym przez jedną z fanek fantastyki: otóż jakaś księgarnia internetowa miała czelność zamieścić artykuł o fantastyce dla mężczyzn. Mogłoby się komuś wydawać, że nie ma w tym nic kontrowersyjnego. Ot, w księgarni postanowiono napisać coś na wypadek, gdyby przyszła przed świętami dziewczyna i chciałaby wiedzieć, co mogłaby kupić na prezent dla chłopaka. Albo może chcieli mieć gotową odpowiedź, gdyby jakiś chłopak guglał propozycje książkowe dla siebie. Zresztą, nieważne, kto miałby guglać – artykuł został ewidentnie tak napisany, by wyskoczyć w wynikach wyszukiwań i to widać.

Continue reading “Czy istnieje “męska” albo “kobieca” literatura?”