Podsumowanie pisarskie 2020 roku

Wczoraj wrzuciłem podsumowanie czytelnicze, więc teraz, dla symetrii, będzie krótkie podsumowanie pisarskie: czyli, co i o czym w tym roku pisałem. Nic o umowach, żadnych wieści – tylko i wyłącznie suche dane.

Po pierwsze, w tym roku napisałem dwie powieści, z czego jednak jedną uznałem za niewystarczająco dobrą i którą będę w spółce z Witkiem przerabiał po Nowym Roku. Pierwsza to science fiction… powiedzmy, science fiction. Bardziej jednak taka literatura pomiędzy, po prostu: fantastyka. Druga to fantasy.

Pierwsza z tych powieści to Międzyświat (tytuł roboczy, na 100% zmienię, może na Nagroda). Zacząłem pod koniec marca, pierwszą wersję skończyłem w połowie maja. Pierwsza wersja oczywiście nie nadawała się do wysłania nikomu – chyba czytając tego bloga każdy zauważy, że zdarza mi się pisać koślawo i łupać literówki. Dlatego później jeszcze półtorej miesiąca poprawiałem i szlifowałem, i dopiero po paru iteracjach poprawek w lipcu wysłałem wydawcy (który jeszcze nie przeczytał 😀 Tak, w fachu pisarza trzeba być cierpliwym). Całość ma obecnie 296 standardowych stron, 469 tysięcy znaków. Tempo pisania: około 8 tysięcy znaków dziennie w fazie pierwszej (czyli podczas samego pisania pierwszej wersji powieści).

Druga powieść to Sztandary imperium (mi się tytuł podoba, ale Witek twierdzi, że za bardzo sugeruje high fantasy i lepiej zmienić. Hm, zobaczymy). Zacząłem pisać pod koniec lipca, ale szło mi okropnie, dopiero we wrześniu zabrałem się na serio. Pierwszą wersję skończyłem w połowie listopada. Całość obecnie ma 408 stron znormalizowanego maszynopisu i 641 tysięcy znaków. Wymagane poprawki zajmą pewnie dwa-trzy miesiące, bo ani Witek, ani ja nie mamy dość czasu. Praca będzie wymagała dopisania koło stu tysięcy znaków oraz przepisania na nowo kilkudziesięciu stron. Już blisko tydzień siedzieliśmy szlifując tekst – mnóstwo poleciało do kosza, mnóstwo przepisaliśmy od nowa, mnóstwo dopisaliśmy, a tekst urósł ledwo cztery tysiące znaków, z 637 do 641 tysięcy. Tempo pisania w fazie pierwszej (pomijając pierwszy miesiąc, gdy się tylko męczyłem i naprodukowałem raptem parę stroniczek): ha, osiem tysięcy znaków dziennie. Mnie samego to zaskoczyło.

Łącznie napisałem milion sto tysięcy znaków. Przeliczając na cały rok, a więc także biorąc pod uwagę dni, podczas których wpatrywałem się w sufit albo drapałem po tyłku nic nie robiąc, wychodzi nieco ponad trzy tysiące znaków dziennie, czyli tyle, ile pisze Adam Przechrzta. Tyle, że on pisze dzień w dzień te swoje trzy tysiące, a ja piszę zrywami: dwa miesiące dzikiego stukania w klawisze od rana do wieczora, dwa miesiące poprawiania, a potem dwa miesiące sobie bimbam 😀

W planach mam trzy powieści: jedna jest już mocno rozplanowana metodą ścinków, nic tylko usiąść i zacząć pisać; drugą zaprojektowałem lata temu, ale projekt ten jest już nieaktualny; trzecia to bardzo niejasny pomysł. Patrząc jednak na powyższe podsumowanie oraz na to, że jakiś czas spędzę poprawiając Sztandary, realistycznie sądzę, że może uda się mi skończyć dwie powieści w roku 2021. No cóż, zobaczymy.

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.