Podsumowanie popularności 2020, czyli zna mnie ciocia i kolega wujka.

Skoro wczoraj pisałem o popularności bloga, to dzisiaj zabiorę się za popularność mojej prozy. Po co? Bo chciałbym wrócić po roku do tego podsumowania i zobaczyć, czy się dużo zmieniło ( 😀 ). A poza tym… lubię się chwalić, nawet jak nie bardzo mam czym – jak mawia moja mama, “jak sama się nie pochwalę, to kto mnie pochwali?”.

Napisałem jak dotąd, przypomnę, trzy opowiadania opublikowane w Fantastyce i przyległościach oraz coś z tuzin w webzinach (Esensji, Fahrenheicie, Silmarisie, QFancie). Jak to się przekłada na oceny twórczości i liczbę osób, które mnie znają? Nijak. Nikt mnie nie zna. Serio! Niedawno na jednej grupie napisałem coś… Hm, nie pamiętam już co. W każdym razie mój rozmówca najwidoczniej postanowił mnie wyguglać, bo nagle zakrzyknął “Dude, napisałeś moje ulubione polskie opowiadanie!”. Drugi natychmiast dołączył, że też pamięta ten tekst. Czyli obu mój utwór (Imago) się spodobał i to bardzo, ale mojego pseudonimu i tak żaden nie zapamiętał 😀

Na tym można by więc zakończyć tę notkę, tą pesymistyczną konkluzją, że nikt mnie nie zna. Ale… fajnie czasami poguglać opinie na swój temat. Wybaczcie mi tę słabość, jedni ćpają, inni piją, a ja czytam komentarze 😀 Ze wszystkich kolegów po piórze tylko jeden rozumie moją ekscytację recenzjami, bo sam także po debiucie recenzje guglał namiętnie. Inni, starsi, patrzą na to z pobłażaniem. Może za lat dziesięć też będę już nie cieszył się z tego, że ktoś na internecie napisze “fajna rzecz”. Ale póki co, będę. A co!

Zacznijmy od lubimyczytać.pl. Czytelników: 52, w tym ci, którzy przeczytali rzecz, o której wolałbym zapomnieć. Serio – już o tym wspominałem i to kilka razy: tak z osiem lat temu napisałem powieść, przekonany, że ot tak, z marszu, bez ćwiczenia warsztatu zdobędę sławę. Hehe. Później, już nieco pokorniejszy, poprawiłem ją nieco, wygładziłem i wbrew radom wszystkich kolegów i koleżanek wrzuciłem ją do jednego serwisu, bo ci mi będzie zawracał głowę jakiś gość, co sprzedał raptem dwadzieścia czy też trzydzieści powieści i od dwóch dekad siedzi w branży. Przecież ja wiem lepiej. Nie zarobię, mówiłem, ale po co ma rzecz zalegać w szufladzie, wypchnę w świat i a nuż zdobędę popularność? Może potem łatwiej będzie się dopchać do wydawców? Koledzy tylko wzdychali ciężko, patrząc na mnie mniej więcej tak, jak stary drwal patrzy na świeżaka, upierającego się przy ścinaniu drzew siekierą trzymaną w zębach, bo dzięki temu nie dostanie bąbli na dłoniach.

Po roku mniej więcej uznałem, że  ten “gość, co sprzedał co nieco” i ci wszyscy inni – pisarki, pisarze, koleżanki, koledzy –  że jednak to oni mają rację, a ja byłem nie tyle niedoświadczony czy naiwny, co raczej zwyczajnie głupi. Chciałem rzecz wymazać z pamięci swojej i świata, wyrzuciłem z serwisów, a potem walczyłem, by ją usunąć z sieci pirackie kopie, które ktoś uparcie wstawiał na nowo. Bez skutku. W końcu dałem sobie spokój. Trudno. Niech leży, na większą pamiątkę mojej tępoty. Swoją drogą, z tymi pirackimi kopiami – żeby piracić coś od self-publishera, to naprawdę trzeba być…

Dobrze, mniejsza o tę literacką pomyłkę, która za mną do końca życia się będzie ciągnąć. Pięćdziesiąt dwa. Dużo to, czy mało? Ostatecznie “52” czytelników to ci, co się zarejestrowali w serwisie. Warto by się więc porównać do innych. Na początek pewien człowiek, który zadebiutował opowiadaniem w 2015, a więc po mnie: 61 czytelników. Znajomy pisarz debiutant z dwoma powieściami na koncie: na lubimyczytać ma 102 czytelników. Jeszcze inny, którego opowiadanie trafiło do tej samej FWS (Fantastyka Wydanie Specjalne) co moje opko o skrzacie: 342. Pewna pisarka, moja była studentka: 548. Pewien pisarz, twórca głównie opowiadań, znajomy znajomej: 150. Agnieszka Hałas: 1816. Romuald Pawlak: 2117. Paweł Majka: 3810. Adam Przechrzta: 4524. No i Andrzej Pilipiuk: 31910.

Czyli 52 to jednak mało. Oj, mało.

Najpopularniejsze moje opowiadanie to Imago z raptem 18 czytelnikami na lubimyczytać. Trudno orzec, jak mam traktować oceny (7.1 dla Imago, 7.2 dla Przynoszę wam pokój), bo one są na tym serwisie dla czasopism łącznie. Patrząc jednak na oceny numerów, to ten z moim opowiadaniem został oceniony najwyżej w 2020 roku, i tylko 6/2019 miał lepszą ocenę, w roku 2018 dwa dostały ocenę równie dobrą, w 2017 wszystkie numery miały oceny niższe, w 2016 jeden numer miał równie dobrą ocenę, w 2015 wszystkie numery miały oceny niższe. Z kolei Fantastyka Wydanie Specjalne (z Imago) na tle innych numerów wypada tak sobie, powyżej średniej, ale sporo innych Wydań ocenianych jest wyżej i to czasami znacznie.

No cóż. Z moich opowiadań na fantaście tylko cztery są ocenione, najwyżej znowu Przynoszę wam pokój (4.5), zaś Imago nieco niżej (4.42). Hm. Wyżej cenię Imago, powiem wam szczerze. Dużo wyżej. Nie po raz pierwszy moje ulubione opowiadania okazują się być mniej popularne niż te, które sądziłem, że są słabe i na pewno nikt ich nie weźmie.

Na potrzeby tego podsumowania poszukałem także komentarzy na temat tych opowiadań. Najprzyjemniejsza część tego sprawozdania. Kiedyś o ludziach takich jak ja pisało się na juznecie comment whore, 😀 – uwielbiam czytać reakcje czytelników. Mój ulubiony komentarz obecnie to:

co do opowiadania, chyba rosnę na małego psychofana autora, bo to jego drugi tekst, który przeczytałam i drugi, który mi się spodobał.

Aż się robi ciepło na serduszku (choć dotyczy akurat opowiadania z kategorii tych “sądziłem, że są słabe”). Oprócz tego: jeden komentarz na fahrenhajcie, pochlebny. Trzy na esensji, wszystkie pochlebne – te znałem już wcześniej, ale miło było sobie dzisiaj je przypomnieć. Na fejsbuku bardzo mało, nie wiem czemu narzędzie nie znajduje mi komentarzy które wiem, że kiedyś czytałem. Ale i tak miło poczytać “Fajne” albo “Prosimy więcej takich tekstów”. Do tego dwa listy (tzn jeden list, jedna prywatna wiadomość) od osób, którym się moje opowiadanie podobały (i też miło przeczytać: “Dawno równie dobrego opowiadania polskiego autora nie czytałem! …  Serio, to klasa światowa.”). I… w sumie, to wszystko. Parę recenzji jeszcze i koniec. Po prostu zatrzęsienie opinii! 😀 No, oczywiście są też opinie mniej pochlebne, ale dzisiaj nie mam zamiaru się dołować ich cytowaniem. Zostańmy więc przy tej światowej klasie.

 

 

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.