Metoda ścinków i magnetycznej tablicy, czyli planowanie nowej powieści

Trzy powieści do tej pory zaplanowałem metodą ścinków. Ostatnio próbowałem pisać bez niej i wyszła mi powieść o skrzywionej konstrukcji i słabym zakończeniu, przez to trzeba będzie ją mocno poprawić, miejscami wręcz przepisać od nowa (we współpracy z Witkiem). Dlatego kolejną powieść znowu najpierw porządnie planuję, zanim zacznę pisać.

Główną wadą metody ścinków było to, że gdy się nad ścinkami pochyliło i westchnęło, to pieczołowicie rozplanowane wydarzenia na ścinkach latały po całym pokoju. Stwierdziłem więc, że kupię sobie tablicę magnetyczną i magnesiki do przyczepiania ścinków. I jak teraz wygląda planowane?

O tak:Rewelacyjna sprawa, tylko tablica za mała i magnesików za mało. Przydałoby się jeszcze wymyślić, jak przesuwać całą grupę ścinków naraz – przyczepianie ich na większych kartkach nie do końca działa, bo kartka się marszczy przy przesuwaniu i wszystko spada. Ale nic, jeszcze metodę dopracujemy:

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.