Fantastyk dawnych czar – numer 9 (48) 1986

Spis Treści (lista wszystkich zrecenzowanych Fantastyk)

Zacznę od okładki. Ho! Kobieta na fantastycznej okładce – w miarę funkcjonalnych ciuchach! Co do ultra-czerwonych ust nie wiem, czy to nie wina druku. Patrzę w google’u: imię podali chyba źle na okładce, bo to Czech, i zwie się Teodor Rotrekl, nie Theodor.

Na wewnętrznej stronie okładki raport z Euroconu. nagrody dla Zajdla, Fantastyki, wydawnictwa Alfa, wydawnictwa Iskry oraz dla Hollanka. Ho ho.

We wstępniaku Hollanka dla odmiany listy od czytelników, żądających, by ich nie ukulturalniać. Podoba mi się zwłaszcza list Piotra L., z którego fragment pozwolę sobie zacytować:

Najbardziej boli mnie pochwała utworów, które nazywane są trudnymi i ambitnymi, wymagającymi “wysiłku od czytelnika” (..) Dobry pisarz nie pisuje utworów trudnych, dlatego bywa dobrym pisarzem, że umie przekazać to, co ma od powiedzenia w sposób prosty i przystępny, nawet jeżeli są to sprawy skomplikowane. Dobry pisarz dlatego jest dobrym pisarzem, że nie wymaga “współpracy ze strony czytelnika” (..) Amatorzy “ambitnych” tekstów czytają je przecież dla rozrywki, a nie dla pokuty.

Otóż to! Dobrze napisane. Sam chciałbym pisać prozę rozrywkową, więc podoba mi się to ujęcie sprawy. Tworzyć dzieła takie, jakie sam lubię: bez zadęcia, artystowskiego epatowania skomplikowanym, barokowym stylem. Jestem człek prosty, lecz nieskromnie uważam się za niegłupiego, więc właśnie taką “literaturę środka” dla niegłupich facetów chcę tworzyć (wybaczcie, drogie panie, jak wam się spodoba – bardzo się ucieszę, więcej: nie będę się posiadać z radości, ale pisząc widzę jednak męskiego odbiorcę). Literaturę środka taką jak tę, o jaką wołał Leszek Bugajski w numerze 7 (46) 1986 .

W listach czytelników – czytelnik pisze poezje. Oj. Poza tym pochwały i nagany, nic ciekawego.

Ilustracja Andrzej Brzezicki.

Dalej mamy Harry’ego Harrisona  i Kontrakt za miliard kredytek. Mamy bohaterów znanych z Planety Śmierci, Jason dinAlt i jego ukochana Meta. W trójkę podejmują się zdobycia starożytnego pancernika w zamian za małe co nieco. Pancernik gada w esperanto i nie jest specjalnie sprytny, ale oszukać się nie pozwala. Ogólnie, porządna rozrywka, jak podobały się wam inne kawałki Harrisona, ten też się spodoba. Nawet końcowe rozwiązanie nie razi, bo chociaż się go spodziewałem (no, niedokładnie takiego, ale czegoś w ten deseń) to wpisuje się w konwencję gatunku.

Jako ilustrację do utworu sierotka wylosowała grafikę Beaty Maruszewskiej. Gasnące słońce jest? Jest. No to o co chodzi?

Po Anglosasie czas na fantastykę brazylijską. Chyba nigdy wcześniej nie czytałem żadnego autora fantasy czy sf z Brazylii – tutaj naprawdę trzeba oddać redakcji starej Fantastyki, że starali się sięgać po prozę różnorodną nie tylko tematyką, ale także pochodzeniem autorów. Dostajemy więc W ciemnościach André Carneiro. Światła przygasają, ogień przestaje parzyć, Słońce nie świeci  – ale ludzie spokojnie chodzą, najwidoczniej procesy chemiczne produkujące ciepło w organizmach biologicznych nie uległy zakłóceniu. I tutaj dygresja: do diabła, naprawdę za dużo rozmawiam z feministkami. Zaczynają mnie razić drobne głupotki, których kiedyś nawet nie zauważałem: na przykład, na samym początku mamy ojców wracających do domu z pracy (matki, znaczy, siedzą w domu) oraz kobiety powiadamiające, że woda na obiad nie daje się zagotować. Niby, że może jakiś tajemniczy gaz w atmosferze, ale w sumie nie wiadomo.

W pewnej chwili miałem odległe skojarzenia z Dniem tryfidów oraz filmem Miasto ślepców, ale to tylko przez tych ślepców, którzy mniej więcej od połowy zajmują się bohaterem. Opowiadanie nie powiem, zaczyna nawet zaciekawiać, ale wszystko się rozpływa i kończy nijako, przez co ogólne wrażenie jest takie “phi”.

W moim egzemplarzu brakuje wkładki z powieścią. Zaraz skoczyło mi ciśnienie, wróciłem do allegro i patrz – faktycznie, w opisie stoi jak byk: “stan bardzo dobry – brak wkładki z powieścią”. Aha.

Galeria i Teodor (Theodor) Rotrekl. Chciałbym dać w lepszej rozdzielczości, ale to nie ma sensu. Ale patrzcie: kobieta w fantastycznej ilustracji, nie pokazująca cycków! Szok.

W Gremlinssach Marek Parowski opowiada o filmach fantastycznych. Kuriozalny jest sposób wydrukowania tego tekstu: w pierwszej chwili myślałem, że podczas składu zgubiło się kilka linijek, ale nie – po prostu kolumny biegną na szerokość dwóch stron – to znaczy, kolumna biegnie w poprzek strony 46, kontynuuje na stronie 47 i wraca na stronę 46… Genialne rozwiązanie :/ Po kilka zdań na temat mnóstwa filmów. Parowski omawia więc i E.T., i Gremliny rozrabiają, i Supermena. Jest miejsce na horrory (Christine, polskie Medium) i na Greystoke, legenda Tarzana, władcy małp. Przyznam się, że mi się znudziło w połowie.

Proza polska tym razem to mnóstwo szortów oraz jedno krótkie opowiadanie. Szorty w większości bez sensu, nudne okropieństwa. Groteska, absurd i nonsens królują, z przewagą nonsensu. Nudzą strasznie Maciej Gałaszek, Tomasz Matkowski, Paweł Tomczyk i Zofia Beszczyńska. Okropna jest też Agnieszka Taborska, Teresa Truszkowska i Antoni Korek. Mniej nudzi Grzegorz Babuła, jego Klatkę chyba nawet o dziwo albo gdzieś czytałem, albo coś opartego na podobnym, groteskowym pomyśle. Zygmunt Jazukiewicz wygrywa stary pomysł w Lalkarzu i udaje mu się nic od siebie nie dodać – rzecz poprawna, ale strasznie przewidywalna. Marek Hemmerling w Mędrcu ogrywa też stary pomysł (ze ślepcem jako jedynym, który może dostrzec prawdę), ale w dobrym stylu, chociaż raczej tego nie zapamiętam. Jednym słowem, strata czasu.

Zygmunt Jazukiewicz nieco się rehabilituje nieco dłuższym, ale wciąż krótkim Mamo, mamo, ile kroków o dziecku i jego matce po okropnym wypadku, z zrozpaczonym i chyba nie potrafiącym się pogodzić ze stanem żony ojcem. Nic specjalnego, ale da się czytać.

A dlaczego pan lubi grafiki Wojciecha Siudmaka, panie Radomirze? A dlatego. Kliknięcie linkuje z grafiką dużej rozdzielczości na wiki.art

Dalej mamy wywiad ze Stanisławem Lemem, który nie dostrzega u siebie objawów zidiocenia i ucieka od fantastyki (oraz komentuje kompletnie dla mnie niezrozumiałe sprawy bieżącej polityki w Austrii). W recenzjach Sławomir Kędzierski zachwyca się Labiryntem wyobraźni Grundkowskiego. Nie czytałem, ale recenzje na lubimyczytac.pl nie zachęcają do zakupu. Jeszcze jest sprawozdanie z Polconu’86 z antynagrodą dla Macieja Makowskiego, który raportuje o tym z pewnym przekąsem. A na koniec, na wewnętrznej stronie okładki, wystawa Siudmaka.

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.