O zdalnej edukacji i tzw. e-learningu słychać było od dawien dawna. Uczestniczyłem nawet w projekcie, z całkiem sporą kasą przeznaczoną przez ówczesny rząd na właśnie e-learning, czyli zdalną edukację. Plany były bardzo ambitne: studenci mieli uczyć się zdalnie, co miało pozwolić osobom z małych miasteczek, emerytom, rencistom i inwalidom zdobyć dyplom mojej uczelni. Teoretycznie bardzo szczytne cele i dość sensowne – ale jak zwykle wszystko skończyło się na wydaniu kupy kasy, masowym poklepywaniu się po plecach i tyle. Wszystko absolutnie zgodnie z prawem, podkreślę na wszelki wypadek – nie doszło do żadnych nieprawidłowości. Po prostu, to był taki edukacyjny odpowiednik w pełni legalnego wybudowania chodnika ew. ścieżki rowerowej w środku lasu, po którym raz na rok chodzą grzybiarze (Serio. znam takie przypadki. Projekt finansowany z unii europejskiej: ścieżka przez dziki las.).

To znaczy: myśmy swoje zrobili. Powstały materiały, z których do dzisiaj korzystamy, więc to nie jest tak, że pieniądze zostały zmarnowane. Natomiast o żadnych grupach e-learningowych nie słyszałem.

Continue reading “Weekendowe myśli o zdalnej edukacji”