William Sidis – nie, wcale nie miał najwyższego IQ w historii

Właśnie przeczytałem w Gazecie Wyborczej artykuł o Williamie Sidisie. W skrócie historia brzmi tak: ojciec Sidisa postanowił wychować geniusza. Ostro więc go trenował od narodzin i już wkrótce dziecko umiało mówić, czytać, a w wieku dziewięciu lat było gotowe do egzaminów na Harvard. W wieku jedenastu lat profesorowie w końcu zgodzili się go przyjąć. Zdał z wyróżnieniem, ale jako niezrozumiany geniusz zaczął się izolować. Do tego: miał najwyższe IQ w historii, rzekomo 260. Napisał książkę pod własnym nazwiskiem, w której piętnaście lat przed innymi przewidział istnienie czarnych dziur.

Zapaliły mi się zaraz światełka alarmowe. Połowa z tego wydała mi się po prostu niemożliwa. Sprawdziłem. Miałem rację. Połowa z tego to nieprawda. Co znalazłem, raportuję w dużym skrócie poniżej, w oparciu o naprawdę łatwe do znalezienia źródła.

Po pierwsze, jego osiągnięcia jako dziecka były raportowane przez rodziców. Czy można wierzyć facetowi, który koniecznie chciał udowodnić, że potrafi wychować geniusza? Czy ktoś przeprowadził niezależne testy umiejętności Williama Sidisa jako trzylatka? Nie. Czy można wierzyć rodzicom i siostrze, kiedy opowiadali o jego osiągnięciach? Nie do końca, bo z pewnością przesadzili, jeżeli chodzi o jego IQ.

Po drugie, Harvard. Osiągnięcie, ale na początku XX wieku na Harvard było dostać się łatwiej (w sensie wymagań intelektualnych), niż obecnie. Musiał zakuwać grekę i łacinę oraz umieć ręcznie przeliczać duże liczby. Na 215 aplikacji w 1909 roku dostało się 185 studentów. No, ale on miał 11 lat, więc – jednak osiągnięcie, bez wątpienia! Zdał potem z wyróżnieniem, a więc był ponadprzeciętnie inteligentny, to prawda. Może nawet wybitny, prawda – na to, że był naprawdę świetny z matmy, są potwierdzenia. Ale patrzmy dalej.

Po trzecie: to, co mi odpaliło mój BS detector, czyli wykrywacz bzdur: IQ. Testy IQ powyżej 160-180 (zależnie od testu i skali, bo są różne skale używane) uważa się za niewiarygodne. Testy są normowane według rozkładu normalnego. Na przykład z definicji wynik 196 to powinien być ktoś o inteligencji mniej więcej “jeden na dwanaście miliardów”. Te liczby szybko rosną. Wynik 200 to już “jeden na 76 miliardów”. Dalej, Sidis nigdy nie przeszedł żadnego testu IQ, za wyjątkiem egzaminu do służby cywilnej, w którym osiągnął nie wiadomo jaki wynik, ale ponoć – tak twierdzi internet – zakończył na miejscu 254 w kraju. Powiedzmy, że wynik wysoki, ale bez przesady. Pewnie jego siostra – główne źródło informacji o jego geniuszu – źle zrozumiała i uznała nie, że wylądował na 254 miejscu, tylko że miał wynik 254IQ.

Po czwarte, książkę o historii Indian, którą napisał, podobno jest pełna błędów i przeinaczeń.

Po piąte, nie przewidział czarnych dziur.  Jego “Czarne gwiazdy” to żadne czarne dziury, tylko gwiazdy, w których czas idzie wstecz, bo według niego w części wszechświata entropia rośnie, a w części maleje.

Jednym słowem – inteligentny facet, który z normalnymi rodzicami zostałby profesorem, takim przeciętnym. Ale jego ojciec z obsesją zrujnował mu życie.

Niemniej – dziw, że w przesadzone aż do śmieszności historie o Sidisie uwierzono w niby poważnej, wielkonakładowej gazecie. Ale z drugiej strony, może nie aż tak dziwne.

(Aha, co do napisania cenionej pracy “dotyczącej czterowymiarowych figur geometrycznych”. Zgodnie z tym, co przeczytałem, wygłosił odczyt na ten temat, ale nic tam nowego nie podał, tylko rzeczy, które były wówczas dostępne, chociaż może niekoniecznie dla jedenastolatka. Może wymyślił to sam. Albo może ojciec mu podrzucił do przeczytania, bo w końcu trenował go ostro…)

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.