Linkownia pięćdziesiąta ósma

Ta linkownia powstała raz, z pewnym wyprzedzeniem (i zostaje opublikowana przez automat jako zaplanowana wcześniej), a dwa, tworzyłem ją na przestrzeni też dość długiej.  Zacznijmy od świni. Świnie są inteligentne. Na przykład, można je nauczyć posługiwać się specjalnym dżojstikiem. Bardzo im się to podobało i aż kwiczały z radości, gdy wygrywały (i dostają w nagrodę przekąskę). Nudziły się wprawdzie szybciej niż szympansy, ale wydawały się bardziej zaangażowane. Do tego potrafią rozróżniać różne obiekty, mają niezłą pamięć, potrafią oszukiwać inne świnie, rozumieją język (na przykład, “przynieś frisbee”), rozumieją czas (na przykład, w eksperymencie mając do wyboru boksy, w których wcześniej były zamykane, wybierają ten, w którym zamykane były krócej). Lubią się bawić oraz potrafią przyjmować perspektywę innej świni (źródło). Osobiście od dłuższego czasu staram się unikać wieprzowiny…

W Chinach, daleko na północy – o wiele dalej, niż ktokolwiek by się spodziewał – odkryto starożytne miasto. Z piramidami, rzeźbami jak żywcem wyjętymi z miast Majów i czaszkami świadczącymi o składaniu ofiar z ludzi. Więcej: miasto jest o pół tysiąca lat starsze, niż początki chińskiej cywilizacji, pochodzi z 2300 do 1800 p.n.e. W środku odnaleziono jadeit, który nie występuje w regionie, tylko musiał być sprowadzany z regionów odległych o setki kilometrów. Tak samo skóry aligatorów. Po pół tysiącu lat miasto nagle opuszczono. Dlaczego? Być może chodzi o zmiany klimatyczne. Region z wilgotnego i ciepłego zmienił się w suchy. Co zaś najciekawsze, nie ma żadnych, absolutnie żadnych wzmianek w najstarszych kronikach na temat tej tajemniczej cywilizacji.

Ostatnio szukałem pewnej starej strony, na której kiedyś czytałem mnóstwo interesujących danych razem z interpretacją, wszystko oparte o rzetelną analizę i z cytowanie artykułów naukowych. Niestety, strony nie znalazłem (odkryłem kilka innych stron, które kiedyś czytałem, ale o nich zapomniałem). Za to znalazłem sporo fajnych rzeczy: na przykład, co to są kartogramy? To mapy, które zostały zmodyfikowane tak, by odzwierciedlać zamiast powierzchni, na przykład ludność, wielkość gospodarki albo wydatki na zdrowie. Kilka takich można znaleźć na stronie Marka Newmana (niestety, sprzed blisko 20 lat, więc sporo z nich jest nieaktualnych). Znalazłem sporo nowszych, ale w większości znacznie brzydszych.

Najciekawszy z tych artykułów jest o tym, jak Arafat poradził sobie z jednostką terrorystów. Otóż Palestyńczycy mieli elitarny oddział, czy tez jednostkę, Czarny wrzesień. Jej członkowie nie znali strachu i gotowi byli na samobójcze misje. W pewnej chwili jednak Organizacja Wyzwolenia Palestyny przestała ich potrzebować: stali się obciążeniem, bo ważniejsza była dla sprawy Palestyny międzynarodowa sympatia. Co więc zrobić z fanatycznymi terrorystami? Rozstrzelać? Wsadzić do kicia? Palestyńczycy wpadli na inny pomysł. Strasznie seksistowski. Wyszukali grupę pięknych dziewczyn i zaprosili je na wieczorek zapoznawczy z fanatykami. Fanatykom obiecano trzy tysiące dolarów do ręki, jeżeli się ożenią i drugie tyle, jeżeli w ciągu roku będą mieli dziecko. I co? Udał się seksistowski spisek? A jakże. Fanatycy mając rodziny i dzieci natychmiast przestali mieć ochotę na samobójcze misje. Ba. Stracili ochotę na jakiekolwiek misje.

Przy okazji znalazłem też artykuł o micie męskich wojowników – całkiem fajne, chociaż nie wiem po grzyba autor musiał oczywiście naskoczyć na konserwatystów. Zaś jeżeli chodzi o ten mit (“twardzi mężczyźni budują imperium, bogactwo ich rozleniwia, podbijają ich inni twardzi”) to na przykład mamy Ibn Khalduna, który taki “mit” w nieco innej postaci uzasadniał w XV wieku, tyle że u niego chodziło o spójność, asabiyya – nie chodzi tutaj o “twardość” wojowników, ale o to, że mamy wygłodzone plemię, solidarne, gotowe do poświęceń; plemię podbija imperium, traci spójność, elity zaczynają dbać o swoje bogactwo; plemię zostaje pobite przez innych, głodnych sukcesu, o większej “assabiyi”.

Na unherd bardzo pesymistyczny artykuł na temat zmian klimatycznych, który zdecydowanie jest zbyt optymistyczny. Tylko czterysta milionów uchodźców klimatycznych? Czyżby autor zapomniał, że wszystkie prognozy zapowiadają, że w 2050 w Afryce będzie mieszkać 2,5 miliarda ludzi, a do czasu, gdy zajdą przewidywane zmiany, liczba ta z pewnością się podwoi? Przy czym – do tej pory prognozy ONZ na temat ludności Afryki zawsze były zaniżane, i ludność tego kontynentu będzie rosła z samego rozpędu (jako echo demograficzne, bo w 2050 więcej jak połowa będzie miała mniej niż 25 lat).

No tak, a dbacie o zmiany klimatyczne? Może popieracie elektrownie wiatrowe? To pewnie was zaciekawi odnośnik o tym, co się robi z łopatami turbin wiatrowych. Otóż, nic się nie robi. Wypiernicza do wysypisk śmieci (tutaj po polsku). Tak więc, jeżeli jesteście pro-ekologiczni, nie zapomnijcie przy okazji dyskusji rozważyć ten drobny szczegół: nie dość, że z turbin ucieka gaz znacznie bardziej gorszy jeżeli chodzi o efekt cieplarniany niż CO2, to jeszcze namarnuje się zasobów by wyprodukować łopaty z którym nie ma wiadomo, co potem zrobić.

Tak w ogóle, wiedzieliście, że żyjemy w najlepszej dekadzie od… kurcze, globalnie patrząc, chyba od zawsze? Z tego samego bloga recenzja książki Adama Harta o tym, jak ewolucja uczyniła nas przystosowanymi do środowiska, które już dawno nie istnieje.

Potrzebujecie zdjęcia, ale nie chcecie naruszać niczyich praw? Spoko. Sztuczna inteligencja wam chętnie wygeneruje: mężczyznę, kobietę, białego, Hindusa, wszystko jedno.

Jakiś czas temu odkryto jezioro płynnej wody na Marsie, ukryte pod grubą warstwą lodu. Obecnie odkrycie potwierdzono i odnaleziono następne. Niestety, woda w tych jeziorach musi być tak słona, że prawdopodobnie życie w niej jest niemożliwe.

A dla debiutantów marzących o karierze, coś bardzo nostalgicznego: jak droga do pisarskiej “kariery” wyglądała czterdzieści lat temu? Mirosław Jabłoński w czterech częściach dokładnie opowiedział o swoich pierwszych próbach, odpowiedziach i umowach. Aż się łezka w oku kręci: w wydawnictwach kiedyś mieli redaktora do spraw debiutantów. Debiutant dostawał kilkustronicowe recenzje. Ba! Stanisław Lem był tak uprzejmy, że kompletnie nieznanemu chłopaczkowi odsyłał listownie opinię na temat jego opowiadań. To se ne vrati, pane Havranek…

Jak macie tyle lat, co ja, i jeżeli lubicie fantastykę, jak ja, to po prostu musicie znać Umrzeć, by nie zginąć oraz Mutantów Markowskiego. Przez całe lata krążyły plotki, że istniała też trzecia część, niektórzy nawet z ręką na sercu zarzekali się, że ją widzieli. Oczywiście nie mogli widzieć czegoś, czego nie było. Lata spędziłem szukając tej mitycznej trzeciej części, nim wreszcie odkryłem, że nigdy nie powstała, bo autor nie potrafił się do niej zabrać. Ale teraz, w listopadzie 2020 wreszcie będzie! Dzieci Hildora! Wydane przez Stalker Books.

Na koniec: stary link, ale daję, żeby jakoś tak bardziej optymistycznie zakończyć. Jak by wyglądały księżniczki Disneya, gdyby je nieco uwspółcześnić?

 

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.