Duchów nie ma. Z całą pewnością. Różne dziwne historie, które nam ludzie opowiadają, albo które nam się przydarzyły, można zawsze jakoś wyjaśnić – zwykle odwołując się do niedoskonałości naszego mózgu. Nasz mózg uwielbia wyszukiwać zagrożenia, cienie. Ciągle czujny, wszędzie odkrywa patrzące na nas oczy, w kłębkach nici dostrzega wielkie pająki, w ruszających się krzakach odkrywa potworne, śliniące się bestie. I nic w tym dziwnego: nasz mózg to efekt ewolucji. W przeszłości, jeżeli ktoś wystraszył się niepotrzebnie ruszającego krzaka, no to się wystraszył. A jak ktoś nie wystraszył się potwornej, śliniącej się bestii, no to bestia go zjadła: a więc ewolucja premiowała tych, co wszędzie dostrzegali niebezpieczeństwa. Lepiej się dziesięć razy niepotrzebnie przeląc, niż raz przegapić drapieżnika!

Tak więc, duchów nie ma, to tylko nasz mózg wariuje.

Ale jeżeli jednak duchy są, to kilka z ich mieszka chyba w moim domu.

Zdarzało się wam czasem mieć ultra realistyczne sny? Albo budzić się w nocy, z poczuciem, że coś-ktoś na pewno siedzi obok was, i nie jesteście w stanie się nawet poruszyć? Mi owszem, zdarzało. Ale bardzo rzadko. I zwykle to były raczej nudne sny: ot, śniło mi się, że się budziłem, szedłem do kuchni zrobić śniadanie, zaglądałem do lodówki i okazywało się, że w środku jest – dajmy na to – tort. I wtedy orientowałem się, ze to sen, bo żadnego tortu w domu nie ma prawa być. Albo idę do kuchni, a tam schody na drugie piętro. Jednym słowem – nic ciekawego, fenomen znany i nawet ma swój opis w wikipedii. Raz kiedyś obudziłem się, jak jeszcze byłem świeżo po studiach, kompletnie sparaliżowany i przerażony, pewien, że coś strasznego znajduje się w sypialni. To też ma wpis w wikipedii, bo mniej więcej co dziesiąty człowiek doświadcza czegoś takiego chociaż raz w życiu (wikipedia twierdzi, że może nawet co drugi. Ha!). Czyli co? Nuda. Nie ma o czym pisać.

Za to w tym moim nowym domu… Ha!

Pewnie o tym nie pisałem, ale regularnie dzielę czas między mieszkanie (bliżej centrum, pracy, syn rzut beretem ma do szkoły) a domem na przedmieściach (wszędzie, k*, daleko, ale za to jaki spokój). Czasami jadę do domu sam, podlać kwiatki, popracować w ciszy. I wtedy sam śpię. Ale co mi się wtedy śni! Można by rzec – najbardziej realistyczne sny, właściwie halucynacje, jakie kiedykolwiek w życiu miałem. I nie, nic nie piłem przed snem.

Pierwszy raz, gdy tam sam spałem, śniło mi się kilka razy, że się ktoś włamuje. Słyszałem tłuczenie szyby, zbiegałem na dół i goniłem potem włamywaczy po tarasie – nie wiem po jaką cholerę, bo gdyby to nie był sen i gdybym dogonił, to by mi wkopali jak nic. Do tego śniło mi się też, że na schodach siedzieli ludzie i prosili, bym pozwolił im zostać, a ja miałem pewność, że to duchy, więc ich uprzejmie wyganiałem. I tak w tym domu jest regularnie – kiedy jestem tam sam, to śni mi się, że się budzę i widzę wtedy każdy szczegół, nawet czuję czasami dotyk i zapachy. Czasami żaden szczegół nie wskazuje na to, że to sen.

Ostatnio znowu śniło mi się, że obudził mnie hałas. Zbiegłem na dół – a tam niby moja żona robi herbatę. Uspokojony wróciłem na górę, uświadomiłem sobie, że to absurd, to sen, więc zasnąłem znowu. Obudził mnie hałas na schodach. Wyskakuję z łóżka – to moja żona idzie z herbatą do góry.  Tym razem już wiedziałem, że śnię, w całym domu jestem sam i sen po chwili stracił na realizmie. Następnego dnia lepiej: obudziłem się, ciemno w pokoju, leżę przerażony. Nagle coś mi włazi do łóżka, dotyka mnie – cholera, naprawdę czułem dotyk! – widzę niewyraźny zarys w ciemnościach. Ale zaraz przypominam sobie, że duchów nie ma i to tylko sen –  i faktycznie, sen znika, a ja po chwili budzę się naprawdę: pokój pusty.

Ha! To nie był pierwszy raz. Co najmniej czwarty. Ostatnim w takim śnie o czymś, co wlazło mi do łóżka, byłem mniej przerażony i pytałem, czy coś to mężczyzna, czy może bardziej kobieta (kobietę z łóżka bym nie wygonił, w końcu to tylko sen, nie liczy się jako zdrada :D). I to coś mi odpowiedziało, że ani to, ani to.

Mało? Moja córka regularnie budzi się przekonana, że coś jest w jej pokoju. Córka leży, nie może się poruszyć. Paraliż senny.

To wszystko to znany fenomen medyczny i ma nawet jakieś próby wytłumaczenia. Jedną z hipotez jest, że w czasie snu jakoś blokowane są połączenia nerwowe z mięśniami – chodzi o to, byśmy przeżywając sny, nie biegali, nie machali łapami i wyczyniali innych rzeczy, które generalnie wyrządziłyby nam krzywdę. Taki paraliż senny zdarza się więc wtedy, gdy albo zasypiamy, albo gdy przeciwnie, wracamy do świadomości, ale połączenia z mięśniami wciąż są blokowane. Sam fakt występowania paraliżu bardzo często połączony jest też z realistycznymi halucynacjami. To, że przydarza się wtedy, gdy śpię w tym domu sam, ma też wyjaśnienie – najwidoczniej podświadomie gdzieś we mnie tkwi lęk przed włamaniem, co powoduje pobudzenie (którego jakimś cudem świadomie nie postrzegam) i czyni podatnym na halucynacje. To najbardziej prawdopodobne i pasuje do tego, że takie sny zdarzają się mi tylko, gdy śpię sam w tamtym domu, zaś nigdy gdy śpi też tam ktoś inny (nawet, jeżeli w innym pokoju), albo kiedy śpię w mieszkaniu (nawet sam).

No tak, czyli jednym słowem: śmieszne, nie? Śmieszne, ale i interesujące. Medycyna takie rzeczy próbuje zbadać, racjonalnie fenomen wydaje się bardzo ciekawy i aż prowokuje do pytania, czy dałoby się go jakoś kontrolować. Bo jeżeli chodzi o kontrolowane sny, to miewam je od czasu do czasu, a chociaż zwykle są mało realistyczne, i tak dają mi  mnóstwo frajdy.

Ale zapewniam was, że kiedy w środku nocy budzę się kolejny raz i nie wiem, czy to znowu sen, czy naprawdę się obudziłem, gdy bije mi okropnie serce, nagle zapominam o materialistycznym światopoglądzie i racjonalnym myśleniu. Następnego ranka się z tego śmieję. Do następnego snu.

 

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.