Za co wyrzucono Lema z SFWA?

Pewnie każdy interesujący się twórczością Lema i kto chociaż trochę zna jego biografię, zna odpowiedź. Lem napisał niepochlebnie o amerykańskiej SF, więc obrażeni amerykańscy autorzy za karę go wyrzucili z organizacji.

I z grubsza – tak, to prawda. Ale szukając informacji o jednym skandalu sprzed lat, trafiłem przy okazji na parę interesujących szczegółów. Po pierwsze, jaki był status Lema w SFWA (Science Fiction Writers’ Association)? Otóż przyznano mu honorowe członkostwo. Formalnie członkami związku mogą być tylko autorzy amerykańscy, publikujący na amerykańskim rynku. Uczyniono jednak raz kiedyś wyjątek dla Tolkiena, ponieważ autorzy go lubili, cenili, chcieli mu pomagać w promocji, więc specjalnie dla wielkiego Brytola stworzono ów status honorowego członka. Honorowy członek nie musiał płacić składek.

Gdy Tolkien wreszcie wydał na rynku amerykańskim, natychmiast zmienił status na zwykłego, płacącego składki członka. Z tym że… niektórzy twierdzili, że status Tolkiena był nielegalny od samego początku, bo jego książki były dostępne w Ameryce, czy też nawet były już wydane (nie chce mi się tutaj sprawdzać chronologii, zresztą to nie jest ważne dla reszty sprawy).

W 1973 jeden z członków SFWA upierał się, by nadać taki status (honorowego członka) Lemowi. Nikt Lema wtedy nie znał i nie czytał, ale, w wyniku nalegań owego człowieka (nie wiem, kto kryje się pod imieniem George – George Zebrowski?) Lemowi zaoferowano członkostwo. Parę lat później okazało się, że Lem ma bardzo krytyczne opinie o amerykańskiej SF i o amerykańskich autorach. Wściekła grupka autorów, włącznie z Dickiem oraz Philipem Jose Farmerem (Gdzie wasze ciała porzucone, Najwspanialszy parostatek) podniosła to do wiadomości reszty organizacji. Jak to, zakrzyknęli, my mu z dobrej woli zaoferowaliśmy honorowe członkostwo, i składek nie musi nawet płacić, a on tak się odwdzięcza?

Wówczas inny autor (nie wymieniany z nazwiska) podrapał się po głowie i zajrzał, co mówi o tym status organizacji. Trzeba bowiem wiedzieć, że SFWA to organizacja dość amatorska, zarządzana przez ochotników, którzy niekoniecznie muszą znać na pamięć wszystkie decyzje poprzednich szefów, wszystkie rozstrzygnięcia i tak dalej. I wtedy autor odkrył rzecz zaskakującą: honorowym członkiem mógł być tylko ktoś, kto nie wydał w Ameryce. A tymczasem trzy lata przed nadaniem statusu Lemowi, na rynku pojawił się jego Solaris! Ergo, Lem nigdy nie miał prawa do członkostwa.

Jerry Pournelle, dawniejszy szef SFWA, napisał, że status przyznano Lemowi tylko jako uprzejmość, by nie musiał – jako obywatel kraju komunistycznego – płacić składek w dolarach. Dodał, że aby wygnać Lema, należałoby przeprowadzić głosowanie, i wygnanie powinno nastąpić jednogłośnie. Głosowanie się odbyło, określone jako “straw voting”, czyli – raczej sondażowe. Większość głosujących była za usunięciem Lema, ale blisko 15% zagłosowało przeciw. Od jednomyślności było więc daleko.

Jeden z autorów wspomina, że ktoś do niego zadzwonił krzycząc, że może jemu też by przyznali honorowy status, żeby mógł przestać płacić składki.

Niemniej Poul Anderson powiadomił Lema o sytuacji: że członkiem z przyczyn formalnych właściwie to nie jest, ale może oczywiście zapisać się na zwykłych zasadach.

Lem uznał jednak, że to bajdurzenie o statucie SFWA i formalnościach to pic, a tak naprawdę to ma być kara za jego wcześniejsze wypowiedzi. On, mistrz, ma teraz płacić składki? Obraził się i odmówił. Ktoś inny zaoferował, że zapłaci składki za niego. Lem uniósł się honorem i również odmówił. Do tego George Zebrowski twierdzi, że Poul Anderson, szef SFWA w 1973 dobrze wiedział, że formalnie Lem nie spełniał warunków, ale zgodził się uczynić dla niego wyjątek. Niektórzy zresztą sugerują, że Lem nigdy tak naprawdę członkostwa w SFWA nie cenił, a przyjął je tylko, by nikogo nie urazić (serio?!).

Tak więc: formalnie nie wyrzucono Lema za krytyczny stosunek do amerykańskiej SF – po prostu, gdyby nie afera, nikomu by się nie chciało sprawdzać statutu. Właściwie, jeżeli dobrze rozumiem, formalnie to jego w ogóle nie wypędzono, tylko stwierdzono nieważność jego statusu.

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.