Z czystej ciekawości sprawdziłem statystyki bloga za ostatni miesiąc, by sprawdzić, jak wiadomość opublikowana przez wydawnictwo IX wpłynęła (i czy w ogóle) na liczbę odwiedzających. Z jednej strony – wstyd mówić, ile osób łącznie miesięcznie bloga odwiedza, po prostu płacz i żenada. Z drugiej – interesujące, że w miesiąc obecnie najpopularniejsza strona zdobyła więcej wyświetleń, niż poprzednio w całym roku dwa tysiące dziewiętnastym. A z trzeciej… ciekawe wnioski przyniosła analiza ruchu sieciowego. Ale o nich zaraz; najpierw króciutki wstęp, dzięki któremu łatwiej będzie zrozumieć, dlaczego te wnioski są tak dla mnie ciekawe.

Wiele miałem celów przybrania pseudonimu literackiego. Jednym z nich było to, by nie zawracano mi głowy w pracy, także trochę – by kryć się przed studentami. Powody są chyba dość oczywiste. Wyobraźcie sobie taką konwersację:

– Dzień dobry, jestem pana wielkim fanem! Podpisze mi się pan na książce?

– Oczywiście. A przy okazji, nic pan nie umie. Dwa.

Albo jeszcze lepiej, coś takiego:

– Bardzo mi przykro, nie nauczył się, pan, dwa.

– Taak?! A pan to pisać nie umie! Przeczytałem pańskie opowiadania i to sama grafomania jest! To ja teraz panu recenzję walnę i zobaczymy, kto kogo!

Zanim cokolwiek skomentujcie, opowiem wam jeszcze krótką historyjkę. Swego czasu stworzyłem kampanię do pewnej wolno-źródłowej gry strategicznej. Kampania zdobyła pewną popularność. Świetna fabuła, ale grafika taka sobie, w skrócie brzmiały opinie. Wysupłałem więc pieniądze, by zatrudnić grafika – ale ponieważ koszty okazały się dość duże, więc poprosiłem także, by ludzie, którym się kampania podobała, coś od siebie dołożyli. No i… odezwał się do mnie człowiek z Polski, gotowy wyłożyć stówkę na zakup dodatkowej ilustracji. Nazwisko wydało mi się znajome… Sprawdziłem. Student!

Chwila konsternacji. Student też się nie zorientował. Napisałem mu, że sytuacja jest co najmniej niezręczna, więc oczywiście nie mogę przyjąć datku. Student zrozumiał, zdał, datek ponowił dopiero po jakimś czasie, gdy skończył już studia. Wciąż jednak sądzę, że nawet w ten sposób zahaczaliśmy o szarą strefę. Zanim zaczniecie oceniać, jakbyście wy zareagowali i jak rozwiązali coś takiego?

Jednym słowem – studenci mogą trafiać na ślady mojej twórczości, a wtedy mogą, choć nie muszą, pojawiać się sytuacje szare.

O tym, że piszę, do tej pory wiedziało chyba trzech czy też czterech byłych studentów – przypadek, skutek niedopatrzenia ze strony pewnych ludzi. Teraz jednak zauważyłem patrząc na ruch sieciowy, że najwięcej odwiedzin zyskała strona poświęcona… egzaminom, a wcześniej – rozmyślaniom o studentach i nauczaniu. Do tego ruch na te strony wchodził z messengera na facebooku. To dość mocne poszlaki, że temat kogoś zainteresował, ten ktoś podzielił się z innymi, których też temat zainteresował.

Tak więc… witajcie, studenci. Mam jeszcze nadzieję, że zeszłoroczni, a nie tegoroczni.

Aaa i małe PS: najpopularniejsza strona na blogu jest kompletnie nie związana z literaturą i dotyczy kontrowersyjnego tematu; od dłuższego czasu myślałem, czy jej nie usunąć. Następne to recenzja książki Le Guin, opis “Przynoszę Wam pokój” z Nowej Fantastyki, a następnie – właśnie strona o egzaminach zdalnych.

3 thoughts on “Dekonspiracja!

  1. Nie wiedziałem, że “Radomir Darmiła” to pseudonim dopóki nie wspomniałeś o tym w którymś wpisie (uroki BlogDay i RSS), a gdy w innym napisałeś o usuwaniu wyników Google’a, zaparłem się i trafiłem na [link wyedytowany, po co innym ułatwiać – przyp. Radomir Darmiła], a stąd już droga prosta. 😉 Niestety nie znalazłem owych kontrowersji więc niepocieszony wróciłem do pracy. Nie wiem oczywiście jak udało się studentom, może są też inne miejsca jak to wcześniej wymienione.

    1. Czy są inne miejsca? Oj, są. A wystarczy, by takie miejsce znalazł jeden student, by potem dowiedzieli się wszyscy jego koledzy i koleżanki.

      A jeżeli chodzi o te wyniki google’a… Po prostu, kiedyś nie miałem pojęcia o pewnych rzeczach oczywistych dla ludzi z branży, nie umiałem pisać, a co gorsza, sądziłem, że umiem. Popełniłem więc grzech samo-publikowania i ślady właśnie po tym chciałem zatrzeć. Niestety, słabo poszło :(.

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.