Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, w małym miasteczku żył sobie chłopiec lubiący czytać fantastykę… Wróć. Taki początek nie pasuje na wpis na bloga. A już zwłaszcza – nie pasuje na wpis, w którym autor, zamiast przyjaźnie się dzielić zachwytami nad literaturą, ma zamiar się nad literaturą popastwić.

Z drugiej strony, moja historia z “Annopolis” naprawdę zaczęła się dawno temu. Jako młody chłopiec wyczytałem w którejś Fantastyce recenzję “Annopolis, miasto moich snów”- recenzję na tyle pozytywną, że natychmiast zachęciła mnie, by książkę tę nabyć. Niestety, nie było w jej w miejscowej księgarni. Zapomniałem więc o Grundkowskim i jego książce, ale co jakiś czas, gdy wpadałem do antykwariatów, albo gdy wertowałem po stronach internetowych księgarni, nagle ten tytuł do mnie wracał. I zawsze tak się jakoś złożyło, że albo antykwariat rzeczy nie miał, albo na stronie właśnie ktoś kupił ostatni egzemplarz – lub, dla odmiany, okładka była podarta, cena za wysoka, a kartki zbyt pobrudzone.

Tak się złożyło, że wreszcie postanowiłem kupić sobie czytnik ebooków. Padło na inkbooka, urządzenie niesłychanie toporne, ale z 60-dniowym dostępem do książek w Legimi. Ten dostęp okazał się fatalny, bo żona wyczaiła, że dzięki temu może dorwać się do całego mnóstwa najróżniejszych utworów. Przypominam, że czytnik kupiłem sobie.

Continue reading “Wielkie rozczarowanie: “Annopolis” Grundkowskiego”