Nie znam człowieka.

Nigdy go nie widziałem na oczy. Nie rozmawiałem z nim. Nawet z daleka, nawet na zdjęciu. Nie mam pojęcia, kim jest i co robi, poza tym, że napisał “Pana Lodowego Ogrodu”. Co więcej, “Pana Lodowego Ogrodu” nie przeczytałem. Nigdy w życiu nie czytałem niczego autorstwa Grzędowicza.

W waszych głowach może pojawić się więc całkiem zasadne pytanie, człowieku, więc czym ci ten biedak zawinił? Aa, to bardzo proste. Wszystko wskazuje na to, że jest członkiem PSTzMCz, czyli Przyjaznego Spisku Telepatów z Maszyną Czasu. To znaczy: daję do przeczytania swoje najnowsze dzieło beta-czytelniczce i dostaję opinie: “aa, a to zerżnięte żywcem z Grzędowicza”. Daję drugiej, a ona “o, a tutaj musisz zmienić, bo to było u Grzędowicza. To też było. O, i to też było”.

“To”, czyli żywe statki, robaki tłumaczące oraz ściąganie przedmiotów z nibystrzeni – tylko, że u Grzędowicza podobno to się nazywało z czasoprzestrzeni.

Chciałem dzisiaj wysłać do wydawnictwa, ale po otrzymaniu tej opinii zaczynam się wahać, czy w ogóle rzecz gdziekolwiek wysyłać. Może powinienem wreszcie “Pana Lodowego Ogrodu” kupić, przeczytać i wtedy ocenić, czy naprawdę coś z niego “żywcem zerżnąłem”.