Poprawiać, czy wysyłać?

Poprawiam obecnie moje ostatnie dzieciątko, powieść fantastyczną o roboczym tytule “Międzyświat”. Miał odleżeć porządnie, a ja miałem się zabrać za nowy projekt, ale… Nie mogę. Nie mogę zacząć nowego, gdy myślami jestem wciąż przy starym. Więc złamałem się, zabrałem za szlifowanie. W międzyczasie dostałem opinie od pierwszych beta-czytelniczek, na razie samych kobiet. Każda opinia inna. Od mojej ulubionej “wow, po prostu wow” aż po “fanowskie pisanie, subtelny hejt i nieprzemyślane relacje między bohaterami”. Jedną czytelniczkę mam taką, której nie podobała się jeszcze żadna z poprzednich powieści; jedną taką, która poprzednio poległa przy “Tęczy za horyzontem”, tym razem doczytała, ale bez zachwytu. Słabe jest to, że na razie nie mam opinii od mężczyzn, a powieść mimo wszystko kieruje jednak bardziej w męską stronę.

Ciekawa rzecz: jakoś mniej się przejmuję opiniami, niż przy pierwszych próbach; pięć lat temu na wieść, że relacja Roke-Miriana jest kompletnie niewiarygodna, że za dużo kliszy, a za mało pogłębienia psychologicznego postaci, pewnie bym się załamał i zabrał za przepisywania całości od nowa, a teraz… No nie wiem. Po prostu zaakceptowałem, że niektórym mój styl i moje pisanie nie podchodzi i podchodzić nie będzie, a innym się podoba. A z niektórymi uwagami po prostu się nie zgadzam fundamentalnie i tyle.

Wciąż się zastanawiam, czy może już posłać “Międzyświat” wydawcom, albo wydawcy w liczbie pojedynczej. Chyba w sumie nie ma sensu szukać nowych wydawnictw, skoro dwa się mną zainteresowały, i lepiej zostać przy tych dwóch, a innym posłać najwyżej, jak ta dwójka by nie chciała. Z drugiej strony, kusi, by posłać innym, nawet gdyby potem im odmówić, po prostu po to, by sprawdzić, czy tym razem dałoby się dopasować w gusta jeszcze jednego odbiorcy. Z trzeciej – biję się z myślami, komu z dwójki tych lubiących mnie wydawców wysłać “Międzyświat”.  Byłem zdecydowany na jednego, potem uznałem, że może jednak polityczniej będzie do drugiego, teraz znowu skłaniam się do pierwszego… No żadnego nie chciałbym urazić.

Zauważcie tutaj, jaki jestem pewny, że “Międzyświat” ktoś z tej dwójki weźmie. Po prostu – jestem naprawdę zadowolony z tej powieści. Tak samo, a może bardziej niż byłem zadowolony z “Tęczy”. O ile do “Między brzaskiem a świtem” i “Pożaru na pustkowiu” miałem wątpliwości, czy to się komuś spodoba, o tyle z “Tęczą” nie rozumiałem, dlaczego tylko dwa wydawnictwa się zainteresowały. To znaczy: wiem, ten tekst wymaga jeszcze profesjonalnej redakcji, warsztat potrzebuje rozwoju i tak dalej. Po prostu miałem przeświadczenie, że zrobiłem coś dobrego. I tak samo jest teraz. Podoba mi się to, co napisałem. Właśnie te relacje między bohaterami, które – wbrew krytycznej czytelniczce – bardzo mocno przemyślałem. Przesłanie, którego pewnie i tak nikt nie zauważy, zresztą – ja się wcale nie kryguję mówiąc, że chcę pisać prozę rozrywkową, ale… lubię wiedzieć, sam dla siebie, że o czymś jednak napisałem, nawet, jeżeli to coś, że tam jest, wiem tylko ja (ciekawe, ile osób zauważy w “Tęczy” drugie dno).

To znaczy: to nie polega na tym, że gdzieś piszę “ma być tak, a tak”. Raczej: piszę o pytaniach, które mnie osobiście dręczą. Czy ma być tak, czy tak? Chcę być rzemieślnikiem, dostarczać rozrywki – ale równocześnie jednak przyjemność z pisania czerpię wtedy, gdy mogę wstawiać w tekst te interesujące mnie kwestie. A jeżeli czytelnicy ich nie dostrzegą, nie szkodzi. Ja wiem, że one tam są.

 

 

 

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.