Poprawiam obecnie moje ostatnie dzieciątko, powieść fantastyczną o roboczym tytule “Międzyświat”. Miał odleżeć porządnie, a ja miałem się zabrać za nowy projekt, ale… Nie mogę. Nie mogę zacząć nowego, gdy myślami jestem wciąż przy starym. Więc złamałem się, zabrałem za szlifowanie. W międzyczasie dostałem opinie od pierwszych beta-czytelniczek, na razie samych kobiet. Każda opinia inna. Od mojej ulubionej “wow, po prostu wow” aż po “fanowskie pisanie, subtelny hejt i nieprzemyślane relacje między bohaterami”. Jedną czytelniczkę mam taką, której nie podobała się jeszcze żadna z poprzednich powieści; jedną taką, która poprzednio poległa przy “Tęczy za horyzontem”, tym razem doczytała, ale bez zachwytu. Słabe jest to, że na razie nie mam opinii od mężczyzn, a powieść mimo wszystko kieruje jednak bardziej w męską stronę.

Ciekawa rzecz: jakoś mniej się przejmuję opiniami, niż przy pierwszych próbach; pięć lat temu na wieść, że relacja Roke-Miriana jest kompletnie niewiarygodna, że za dużo kliszy, a za mało pogłębienia psychologicznego postaci, pewnie bym się załamał i zabrał za przepisywania całości od nowa, a teraz… No nie wiem. Po prostu zaakceptowałem, że niektórym mój styl i moje pisanie nie podchodzi i podchodzić nie będzie, a innym się podoba. A z niektórymi uwagami po prostu się nie zgadzam fundamentalnie i tyle.

Continue reading “Poprawiać, czy wysyłać?”