Wywiad z Adamem Przechrztą

uwaga: przed komentowaniem zwróćcie uwagę na datę, 2020.

Dzisiaj na blogu goszczę Adama Przechrztę, autora ponad tuzina książek fantastycznych. Najbardziej zapewne znany jest ze swojego sztandarowego cyklu o Razumowskim (“Demony wojny”, “Demony Leningradu”). Zadebiutował blisko czternaście lat temu w Fantastyce, zaś pierwszą powieść wydał dwa lata później, w dwa tysiące ósmym roku. Znany jest z żelaznej dyscypliny pisania (trzy tysiące znaków dziennie na jednym forum literackim żartobliwie przyjęto jako jednostkę urobku pisarskiego, nazwaną na jego cześć).

Nieco prywatnie

Radomir Darmiła:
Na początek pytanie, którym otwieram każdy wywiad: Star Trek, Stargate czy Star Wars? A może Battlestar Galactica?

Adam Przechrzta:
Star Wars.

Radomir Darmiła:
Masz tytuł doktora historii. W mojej dziedzinie doktorat robią ludzie albo dla własnej satysfakcji, albo, by zostać na uczelni. Według mojej najlepszej wiedzy, tytuł nie daje żadnych profitów na rynku pracy. Dlaczego więc zabrałeś się za pisanie doktoratu?

Adam Przechrzta:
Miałem propozycję pracy na uczelni, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło, jednak doktoratem zająłem się głównie dla własnej satysfakcji i nie żałuję tego. Myślę, że wiedza i umiejętności jakie zdobyłem, procentują do dzisiaj.

Radomir Darmiła:
Historia jednak pozostaje Twoją pasją. Co sądzisz o roli historii w nauczaniu? Wielu uważa, że należy liczbę godzin historii zwiększyć, bo historia magistra vitae est; inny uważają, że to bez sensu, bo jeżeli historia nas czegokolwiek uczy, to tego, że nikogo niczego nie nauczyła. Jakie jest Twoje zdanie?

Adam Przechrzta:
Wszystko zależy od poziomu nauczania, na pewno historia nie jest dziedziną która mogłaby zafascynować każdego z osobna i wszystkich razem. Jednak moim zdaniem jest ona niezbędna choćby dlatego, że pomaga określić własną tożsamość, rozwija więzi społeczne, w jakimś stopniu pomaga też identyfikować się z własnym narodem, jakby górnolotnie to nie zabrzmiało. Wreszcie, na głębszym poziomie rzeczywiście uczy, jest uniwersalnym „wytrychem”, niezależnie od tego co chcemy uzyskać, bo zawiera wiedzę i doświadczenie pokoleń. Jednak wymaga to przekazywania niezafałszowanego obrazu, bez propagandy czy omijania drażliwych tematów, a o to czasem trudno.

Radomir Darmiła:
W twoich powieściach często pojawiają się wątki rosyjskie, wplatasz rosyjskie piosenki i wiersze. Lubisz naszych sąsiadów ze wschodu i ich język? Masz jakichś ulubionych współczesnych pisarzy z tego kraju?

Adam Przechrzta:
Lubię. Rosyjscy pisarze? Całe mnóstwo i to nie tylko współcześni: Gogol, Tołstoj, Czechow, Lermontow, Ilja Warszawski, Bułhakow, Bułyczow, Strugaccy, Bielajew, Akunin, z mniej znanych – Buszkow, a także polsko-rosyjski pisarz Aleksander Grin.

Z tego co widziałem, za wyjątkiem debiutu piszesz głównie książki korzystające z Twojej wiedzy historyka. Twój Neverland to nasza część Europy, wzbogacony o jakiś element. Nie kusiło cię nigdy, by pójść w twardsze SF? Albo pojechać w totalną fantastykę, stworzyć własny świat z własną historią wzorowaną, ale nie identyczną z naszą?

“Gambit Wielopolskiego” zawiera elementy twardego sf, a i od pewnego momentu historia układa się zupełnie inaczej niż w naszej rzeczywistości. Podobnie w “Materia Prima”, tyle, że bez sf. Generalnie rzecz biorąc bardziej podoba mi się manipulowanie elementami realnej rzeczywistości niż tworzenie nowej, być może dlatego, że jestem historykiem. Myślę, że to ciekawsza opcja, tym bardziej, że stworzenie Neverlandu nie związanego z naszymi realiami jest zwyczajnie niemożliwe, bo trzeba by dla tego celu stworzyć zupełnie nowy język i nauczyć go czytelnika.

HISTORIE ALTERNATYWNE

Radomir Darmiła:
A właśnie, “Gambit Wielopolskiego”. Czytając go miałem cały czas w głowie “Powstańczy szantaż” Lecha Mażewskiego. Znasz? Co sądzisz o jego diagnozie i apoteozie zwalczania powstańczych zapędów podczas wydarzeń rewolucyjnych 1905?

Adam Przechrzta:
Nie czytałem Mażewskiego. Natomiast krytyka powstańczych zrywów nie jest niczym nowym, już w XIX wieku podniosła tę ideę krakowska szkoła historyczna.

Radomir Darmiła:
Oczywiście powieści fantastyczne to nie jest książka historyczna i nie ma sensu kłócić się o jakieś detale, ale ciekawi mnie kilka rzeczy z “Gambitu Wielopolskiego”. Czytałeś Pawła Jasienicę “Biały Front”? Pytam, bo w “Gambicie Wielopolskiego” cytujesz słowa Bobrowskiego, że “Wywołując powstanie, do którego czynimy przygotowania, spełniamy ten obowiązek w przeświadczeniu, iż dla stłumienia naszego ruchu Rosja nie tylko kraj zniszczy, ale nawet będzie zmuszona wylać rzekę krwi polskiej; ta zaś rzeka stanie się na długie lata przeszkodą do wszelkiego kompromisu z najeźdźcami naszego kraju”. Oskarżasz go także o brak pozytywnego programu. Tymczasem Jasienica w “Białym froncie” kontestuje ten cytat. Pisze on, że źródłem jest Antoni Wrotnowski, który z pamięci to oświadczenie podał w swojej książce. Wrotnowski twierdzi, że do spotkania doszło w mieszkaniu Karola Ruprechta w roku 1862, z Bobrowskim i dwojgiem nie wymienionych z nazwiska członków Komitetu Centralnego. Jasienica punktuje, że Ruprecht nigdy nie należał do Czerwonych, a do komitetu przyjęto go dopiero rok później, jako reprezentanta Białych; że Wrotnowski jest sympatykiem białych, żywo zainteresowanym w dezawuacji Bobrowskiego; i wreszcie, że w tym czasie Bobrowski był tylko emisariuszem KC, i został przedstawiony w KC dopiero w styczniu 1863; na koniec dodaje, że później Bobrowski pisał o zniszczeniach kraju jako konsekwencji nieudanego powstania, a nie jako rzeczy pożądanej.

Adam Przechrzta:
Co do wypowiedzi Bobrowskiego, to kwestia rozłożenia akcentów, niezależnie od tego czy rzeczywiście były to jego słowa czy tylko mu je przypisano, postępował on tak, jakby się nimi kierował. Nie trzeba było strategicznego geniusza, żeby rozumieć, iż postanie styczniowe nie ma żadnych szans, dlatego uczyniłem je jego kredo.

Radomir Darmiła:
Jasienica zresztą pokazuje tam kilka dziwacznych decyzji Wielopolskiego; drażnienie ludności obłąkańczym artykułem, w którym pisano, jakoby brańcy cieszyli się z czekającej ich służby wojskowej; oraz posłanie wojska do lasów w pościg za uciekinierami bez amunicj! Nie sądzisz, że wyglądało to tak, jakby wielu osobom, nie tylko “Czerwonym”, zależało na tym, by powstanie wybuchło?

Adam Przechrzta:
Myślę, że to zbyt daleko idące wnioski, w walce nie takie rzeczy się zdarzają, a propaganda zawsze była widoczna w prasie. Np. u kresu powstania i po jego stłumieniu, w polskojęzycznej prasie ukazywały się artykuły których autorzy dziękowali wojskom carskim za pozbycie się „bandytów”…

Radomir Darmiła:
Co sądzisz o tezie Mażewskiego, że Wielopolski popełnił błąd, ponieważ możliwość wybuchu powstania była atutem przetargowym w grze z Rosjanami?

Adam Przechrzta:
Trudno mi komentować książkę której nie czytałem, ale sama teza wydaje się błędna. Władze rosyjskie i sam car akceptowali Wielopolskiego ze względu na akcentowaną przez niego lojalność, gdyby spróbował zagrać atutem powstania, po prostu zdjęto by go z funkcji. Dlatego Wielopolski robił wszystko, aby do powstania nie dopuścić.

Radomir Darmiła:
Jasienica sądzi, że gdyby powstanie wybuchło wcześniej, powiedzmy w 1862, byłyby szanse na wzięcie w nim udziału przez rosyjskich oficerów, a nawet całych rosyjskich jednostek. Mrzonka, czy realna szansa?

Adam Przechrzta:
Zdecydowanie mrzonka, przynajmniej jeśli chodzi o udział w powstaniu całych rosyjskich oddziałów, choć oczywiście nie można wykluczyć, że grupka carskich oficerów przeszłaby na stronę polską, jak na przykład uczynił to Potebnia.

Radomir Darmiła:
Skoro jesteśmy w historiach alternatywnych, może spróbujmy pobawić się w jedną. Powiedzmy, że pod koniec 1919 roku umiera Piłsudski. Jak oceniasz szanse na zawarcie pokoju z bolszewikami? Mielibyśmy wtedy pewnie Mińsk, nie wytracilibyśmy pieniędzy na niepotrzebną wojnę, nie mówiąć już o tysiącach śmierci. Tylko, czy taki pokój byłby trwały?

Adam Przechrzta:
Trwały pokój z bolszewikami był niemożliwy, bo ci chcieli koniecznie opanować całą Europę, a na przerwanie działań bojowych godzili się tylko w sytuacji bez wyjścia. Śmierć Piłsudskiego nie ma tu nic do rzeczy. Ostatecznie bolszewików powstrzymały nie rozmowy pokojowe, a bitwa warszawska.

Radomir Darmiła:
Lubisz historię alternatywną. Tylko pisać, czy także czytać? Jak wiele jesteś w stanie wybaczyć alternatywnym historiom i ich realizmowi: np. czytałeś Bruce’a Stirlinga i jego Drakan? A co z utworami typu Harry’ego Turtledove’a, gdzie np PoD to ni mniej, ni więcej inwazja kosmitów? A co sądzisz o naszych rodzimych pomysłach: Queietusa Jacka Inglota, Krzyżacki poker Spychalskiego, Lancelot znad Renu Grundkowskiego albo Inne okręty Romualda Pawlaka? Albo – sztandarowy przykład rzekomo alternatywnej historii (i tutaj znowu wraca pytanie o stopień realizmu) Jacka Piekarę i cykl inkwizytorski – czy to w ogóle zgodziłbyś się nazwać historią alternatywną?

Adam Przechrzta:
Wszelkie alternatywne historie opierają się w mniejszym czy większym stopniu na realnych epokach czy wydarzeniach, i prawdopodobieństwo danego pomysłu jest wprost proporcjonalne do wiedzy historycznej autora, choć nie ma sensu przesadzać. Duże znaczenie ma tu też sam pomysł, warsztat literacki autora itp. Jeśli chodzi o Turteldove’a to podobał mi się jego cykl o Krisposie. Co do powieści Piekary, to wydaje mi się, że autor postawił tu raczej na pomysł i fabułę, niż historię alternatywną, choć istnieją tam i elementy takowej.

PISARZE I CZYTELNICY
Radomir Darmiła:
Andrzej Pilipiuk napisał kiedyś, że pisarz to zawód zaufania społecznego. Pisarz ma uczyć, wychowywać, nie demoralizować. Inni sądzą, że pisarz – to artysta, tworzący sztukę. Inni jeszcze, że pisarz ma być rzemieślnikiem dostarczającym porządnej rozrywki. Co ty na to? Jak widzisz swoją rolę?

Adam Przechrzta:
Myślę, że wszyscy po trochu mają rację, pisarz to rzeczywiście w pewnym sensie zawód zaufania społecznego, aczkolwiek widzę tu miejsce i dla artystycznej ekspresji, i dla rozrywki. Dawniej uważano, że sztuka ma przede wszystkim spełniać trzy zadania: docere (uczyć), delectare (zabawiać) i movere (wstrząsać). Myślę, że jest to aktualne i dzisiaj.

Radomir Darmiła:
Jonathan Edelstein twierdził w wywiadzie ze mną, że czeka nas złota era krótkiej formy, ponieważ więcej osób może pisać i więcej osób czyta – ale czyta właśnie krótkie opowiadanka. Co o tym sądzisz?

Adam Przechrzta:
Trudno powiedzieć, nie prowadziłem badań statystycznych, ja wolę dłuższe formy.

Radomir Darmiła:
Coraz mniej osób czyta, coraz więcej książek jest wydawanych, w coraz mniejszych nakładach. Jak widzisz przyszłość czytelnictwa w Polsce i na świecie?

Adam Przechrzta:
Problemem jest jakość nauczania na etapie początkowym, a konkretnie rzecz biorąc nauka czytania. Moim zdaniem w Polsce problemy z czytelnictwem zaczęły się od wyrugowania z listy podręczników elementarza Falskiego który uczył czytania na bazie bardzo skutecznej, udoskonalanej przez lata metody. Ktoś, kto nie umie sprawnie czytać, nigdy nie będzie czytał dla przyjemności. Oczywiście niebagatelny wpływ na czytelnictwo miał też rozwój techniki: komputery, Internet, telefony komórkowe itp. Uważam, że powinno się położyć mocniejszy akcent na naukę czytania w pierwszych klasach szkoły podstawowej, zastosować techniki szybkiego czytania, co pozwoliłoby na poprawę sytuacji w tej dziedzinie. No i popularyzować czytanie, zmienić listę lektur na której znajdują się pozycje całkowicie niestrawne dla uczniów. To bardzo obszerny temat.

Radomir Darmiła:
Czy warto zachęcać do czytania?

Adam Przechrzta:
Ja zachęcam 🙂

Radomir Darmiła:
Na fejsbuku jeden z fanów napisał bardzo zgryźliwy post o różnicach między “starymi” fanami fantastyki, ceniącymi opisy, porządne zawiązanie akcji – a “nowymi”, wychowanymi na komiksach i anime, którzy nudzą o ile co pięć stron nie ma większego “łubudubu”. Widzisz tę różnicę? A może takie podziały zawsze istniały.

Adam Przechrzta:
Obecnie akcent przenosi się ze słowa pisanego na obrazy, stąd popularniejszy staje się „filmowy”, bardziej plastyczny sposób pisania, a także podkręcanie fabuły. Jak bym nie przeciwstawiał stanowczo „starych” „nowym”, choć trochę prawdy w tym stwierdzeniu jest.

Radomir Darmiła:
I na koniec: nie kusiło ciebie, by pójść w obyczaj, kryminał albo romans? Czy istnieje jakaś powieść, której nigdy nie napiszesz?

Adam Przechrzta:
Większość moich powieści zawiera wątki obyczajowe, kryminalne, a bywa, że i romansowe :), Nie widzę niczego złego, ani w romansach, ani powieściach obyczajowych, o ile są dobrze napisane. Na pewno nie napisałbym czegoś, co stałoby w sprzeczności z moimi zasadami.

Radomir Darmiła:
Dziękuję za rozmowę!

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.