Linkownia pięćdziesiąta trzecia

Teraz będzie całe mnóstwo odnośników skradzionych z blogu nintil.com. Przeczytałem je już dawno, ale zachowałem sobie na czarną godzinę, na wypadek, gdybym nie miał żadnych ciekawostek do wstawiania u siebie w linkowni. I chyba nie ma co już dłużej czekać. W oryginale jest ich znacznie więcej, tutaj wynotuję tylko te, które wydały mi się ciekawe. Po pierwsze: lista 100 ulubionych filmów Akiry Kurosawy. Z listy rozpoznaję dziesięć tytułów, które oglądałem (np. Pies Andaluzyjski). Niektóre mnie dość zaskoczyły. Ptaki Hitchcocka? MASH? Kolejny link, który mnie zainteresował, to opis słabości i zalet systemu sztucznej nie-do-końca-inteligencji, GPT-2. GPT2 potrafi generować całkiem naturalnie brzmiące teksty (przeczytajcie linkowany z tego artykułu wywiad z GPT2!). Nie potrafi jednak liczyć. GPT dostaje jako “wejście” kawałek tekstu i stara się go dokończyć. Gdy dostanie tekst “Mieszkam w Rzymie i mówię płynnie po”, GPT2 dokończy “po włosku i potrafię używać włoskiego w notatkach”. Gdy jednak dostanie tekst “mam pięć talerzy, a na każdym po ciastku. Łączna liczba ciasteczek więc to”, wtedy GPT2 kończy “24, pięć jako posypka (topping) i dwa jako nadzienie”. Jednym słowem – GPT2 niczego nie rozumie. Po prostu, mając na wejściu czterdzieści gigabajtów danych, jest całkiem niezłe w przewidywaniu jak powinno kończyć się zdanie. I tyle.

Następny odnośnik to graf z twittera, pokazujący procent kobiet/mężczyzn wśród recenzentów książek. Nie wiem, czy jest tak samo w Polsce, ale moje skromne doświadczenia zdają się rzecz potwierdzać. Recenzje pisze o wiele więcej czytelniczek, niż czytelników. Wyjątki to książki o polityce i filozofii oraz komiksy; w science-fiction jest mniej więcej równo.

Kolejny odnośnik ze zbioru na blogu nintila dotyczy efektów różnorodności (rozumianej jako różnorodność ideologii i doświadczeń) na skuteczność zespołów mających za zadanie tworzenie prognoz dotyczących “geopolityki”. Wyniki: w małych grupach różnorodność nie pomaga, w dużych pomaga. Najlepiej jest przy współpracy wielu różnych, ale wewnętrznie jednorodnych grup.

Następnie mamy artykuł bardzo smutny, omawiający upadek nauki. Przez upadek mam tu na myśli rosnącą liczbę artykułów, które trzeba wycofywać, rosnącą liczbę oszustw i podejrzeń o oszustwa i tak dalej. Autor stawia tezę, że winne są granty i to, że naukowcy coraz częściej wolą się bić o granty, niż tworzyć naukę. Nie pokrywa się to z moim doświadczeniami, ale artykuł linkuję jako głos w dyskusji. Powiązane: eksperyment z oceną artykułów naukowych w procesie peer review, pokazujący pewną arbitralność wyniku tego procesu. To akurat dobrze pokrywa się z moim doświadczeniami – wielokrotnie miałem artykuły odrzucane przez jednych recenzentów, czasami w opiniach piszących totalne bzdury, które potem były przyjmowane z dobrymi recenzjami gdzie indziej.

Jeszcze zapisałem sobie omówienie badań związanych z hodowlą sztucznego mięsa.

Kolejny odnośnik już znalazłem sam: dotyczy sztucznych wysp w Szkocji. Maleńkich wysepek w szkockich jeziorach, zbudowanych… w neolicie. Niektóre pochodzą z czasów, gdy powstawał Stonehenge. Po co je budowano? Nie wiadomo. Ja bym stawiał na względy na obronę.

Ostatnio w linkowniku pięćdziesiątym pierwszym pisałem o przykrym syndromie fermentacji jelitowej. Moja siostra znalazła przypadek jeszcze ciekawszy. Pamiętacie ten stary dowcip kończący się puentą: no, panie doktorze, teraz to już z gwinta? Okazuje się, że dowcip ten będzie można od tej pory uznać za oparty na faktach. U pewnej kobiety drożdżaki zagnieżdżone w pęcherzu dokonują fermentacji cukrów i produkują alkohol. Kobieta dosłownie siusia alkoholem… Jak to wykryto? Kobieta mało co nie została odrzucona z listy oczekujących na przeszczep wątroby, bo testy wykazały u niej wysoką zawartość alkoholu w moczu – co powodowało, że ją posądzono o nadużywanie trunków, chociaż ona sama zarzekała się, że nie pije.

Wygląda na to, że wbrew różnym insynuacjom kobiety jako autorki lub współautorki artykułów naukowych nie są dyskryminowane. W niektórych dziedzinach widać wprawdzie tycie uprzedzenia, ale w innych za to z kolei można odkryć tendencje wprost przeciwne – ogółem zaś, śladów dyskryminacji nie wykryto.

Rzecz ciekawsza: grupa badaczy zabrała się za zbadanie problemu tzw. luki płacowej w dość specyficznym środowisku, w którym zleceniodawcy wystawiają w elektronicznym systemie “zadania” z określonymi cenami, po czym ludzie anonimowo podejmują się ich wypełniania. W takim środowisku nie ma jak dyskryminować pracowników w oparciu o kolor skóry, płeć, doświadczenie i tak dalej, luki płacowej powinno więc nie być, a tymczasem jest, i to spora: w przeliczeniu na stawki godzinowe, kobiety zarabiają dziesięć procent mniej! Dlaczego? Okazuje się, że panie po prostu zabierają się za mniej płatne zadania! Trudno powiedzieć, dlaczego tak się dzieje: nie wierzą we własne siły!? A może faceci biorą po kilka zadań naraz i ślęczą po nocach by jak najszybciej i jak najwięcej zadań wykonać? A może kobiety są dokładniejsze i porządniejsze, sprawdzają wszystko po parę razy, a faceci robią za przeproszeniem na odp*prz, byle tylko zgarnąć forsę i zabrać się za następną robotę? Trudno powiedzieć. Fakt faktem, że luka istnieje i że nie można jej wytłumaczyć dyskryminacją.

Kolejny link o pięknym micie o indianach szanujących naturę. No właśnie, micie. W środku przypomnienie, że indianie potrafili niszczyć niezgorzej niż Europejczycy; że ci uprawiający rolę używali znanej nam z Europy wczesnośredniowiecznej techniki: wypalamy las, uprawiamy ziemię póki się nie wyjałowi, przenosimy się w inne miejsce i tam wypalamy las… Do tego relacje o Odżibwejach zabijających dziesiątki karibu tylko po to, by wyciąć smaczne języki (i zostawiających resztę, by zgniła), albo indianach Wielkiej Prerii gnających stado na klif, wycinających najsmaczniejsze kawałki i też zostawiających resztę dla sępów. Plus smaczki już mniej znane: np. że jedna proekologiczna mowa indiańskiego wodza została napisana tak naprawdę przez białego aktywistę-ekologa. Oczywiście, znajdziecie tam też mnóstwo przykładów bardziej pro-ekologicznego i odpowiedzialnego zachowania. Po prostu, indianie zachowywali się tak samo jak inni ludzie na całym świecie.

Na koniec: pięknie przerabiane zwykłe lalki. Pewna ukraińska artystka kupuje Barbie, goli na łyso, potem maluje od nowa, dodaje nowe ciuchy, nowe włosy i wychodzą jej małe cudeńka. Pokazałem siostrzyczce, na co natychmiast zostałem skontrowany odnośnikiem do innej artystki, która potrafi nad jedną laleczką się biedzić parę miesięcy i tworzyć dziełka jeszcze cudowniejsze. Klikajcie i podziwiajcie!

 

 

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.