Fantastyk dawnych czar – Numer 12 (39) 1985

Spis Treści (lista wszystkich zrecenzowanych Fantastyk)

 

Wyjątkowo dzisiaj – okładka w większej rozdzielczości.

Autorem jest Zalley, czyli Marek Zalejski. Zauważyliście, że ta planeta to świąteczna bombka?

W świątecznym numerze: Niekończąca się opowieść, do tego włoskie grafiki i Gene Wolfe. To ostatni z pakietu zakupionego w styczniu 2019 roku na allegro. Po nim w moich zbiorach zieje dziura – kolejny egzemplarz pochodzi dopiero ze stycznia 1987 roku. To znaczy – za całą pewnością miałem dwa numery z roku 1986, z Yansem, oraz numer 50ty zakupiony gdzieś na pchlim targu, ale obu nie mogę znaleźć. Najwidoczniej znikły pożyczane znajomym przez moich rodziców (a może i przeze mnie) w czasie, gdy studiowałem na politechnice. No nic, może jeszcze się odnajdą.

Na wewnętrznej stronie okładki – decyzja o przyznaniu nagród literackich Fantastyki za rok 1984. Nagroda specjalna pośmiertna dla Janusza Zajdla. Opróz tego – wyróżnienia dla Kochańskiego, Zimniaka oraz Ziemkiewicza. Dalej: Hollanek ogłasza sondaż opinii czytelników. Czytelnicy w listach narzekają i chwalą.

Niekończąca się opowieść – można by rzec, temat przewodni numeru

Na początek: pierwszy rozdział powieści Niekończąca się opowieść. Film powstał w roku poprzednim i był hitem, o ile dobrze pamiętam. Byłem na nim w kinie razem z przyjacielem, miałem lat wtedy z dziewięć czy coś koło tego (nie pamiętam, czy był to rok 1984 czy 1985) i strasznie mnie ten film i zachwycił, i przeraził. Niemniej – publikowanie pierwszego rozdziału powieści w czasopiśmie nie uważam za pomysł szczególnie szczęśliwy. Toteż fragment tylko pobieżnie przejrzałem i muszę powiedzieć, że niespecjalnie mi się spodobał. No, ale tak zwykle bywa z fragmentami…

Ktoś mógłby pomyśleć, że to będzie ilustracja do opowiadania, ale nie… to część Galerii. Franco Storchi. Bez związku zWojną pod choinką.

Gene Wolfe znany jest oczywiście przede wszystkim z dwóch cykli: Żołnierza z mgły oraz Cienia Kata. Znaczy, cykle nazywają się inaczej, ale wiecie na pewno o co chodzi. W tym opowiadaniu, zajmującym ledwo dwie strony, Wolfe daje się poznać od nieco lżejszej strony. Chłopiec ma samobieżne, inteligentne zabawki. Misia, Gwardzistów, Baletnicę… Bardzo je kocha. Misio razem z nim śpi. Niestety, zbliża się Boże Narodzenie, więc pewnie Święty Mikołaj przyniesie nowe prezenty… co starym robocikom niezbyt się podoba. I zaraz wiadomo, skąd tytuł opowiadania: Wojna pod choinką. Do tego zabawna (dla rodziców) puenta, gdy ciężarna matka opowiada Robinowi, skąd się biorą dzieci. Robin jest przerażony i trudno mu się dziwić, he he.

Formalnie dziełko Karela Thole jest częścią galerii, ale jako ilustracja Wczoraj, Dziś, Jutro od biedy się nadaje.

Wczoraj, Dziś i Jutro (po angielsku: Past, Present, Future) Nata Schachnera pochodzi z czasów tak zamierzchłych, że aż trudno uwierzyć, że już wtedy pisano science fiction, he he. Serio. Data pierwszej publikacji, nie do uwierzenia, rok 1937. To nie pomyłka: rok tysiąc dziewięćset trzydziesty siódmy. I widać to po tekście. Pan Schachner nie boi się użyć mało politycznie poprawnego mieszańca, a w całym długim opowiadaniu nie występuje ani jedna kobieta (nie licząc pałętających się w tle rekwizytów).

Najpierw mamy Greka, Kleona, który zbiegiem okoliczności trafia do Ameryki Środkowej. Gdy jego egipscy niewolnicy palą triremę, którą przybył, Kleon postanawia wykorzystać wiedzę zdobytą od niby-Atlantydów (tak!) i zasypia na dziesięć tysięcy lat w specjalnie przygotowanej komorze na zboczu wulkanu. Po dwóch tysiącach lat, mniej więcej, przybywa w to miejsce Amerykanin, Sam Ward. Szuka miejsce na plantację bananów. Zamiast tego, uciekając przed Majami, trafia do komory Kleona i zasypia… Mijają lata. W tym miejscu wyrasta przypadkiem samowystarczalne, gigantyczne miasto, Hispana.

W Hispanie ludzkość dzieli się na trzy huxleyowskie kasty:Robotników, Techników i Oligarchów. Robotnicy harują, Technicy zarządzają, a Oligarchowie… żrą i kopulują, zapewne, bo na pytanie o cel ich istnienia potrafią tylko odpowiedzieć, że gdyby nie oni, Robotnicy nie mieliby dla kogo pracować. Wardowi to się nie podoba, Kleonowi honor nie pozwala opuścić towarzysza, więc nawiewają z miasta. Koniec.

Rzecz niby prosta w budowie, a jednak czyta się przyjemnie. To taka pulpa z przeszłości, bez filozoficznych pretensji. Jak dobrze przyrządzona pizza z nieco lepszej sieci supermarketów.

 

W Galerii: włoscy graficy. Ten styl skądś kojarzę, chyba potem w późniejszych Fantastykach facet się jeszcze pojawił. Z tekstu poniżej wynika, że to Karel Thole, jednakże nie jestem przekonany, bo w google’u facet wydaje się preferować inne klimaty. Może Michangelo Miani? Porównać można z jego grafikami z numeru 1 (64) 1988

 

W Galerii – mnóstwo grafik włoskich artystów, rozsianych po całym numerze. Jakość – różna.  Dużo tracą na gazetowym papierze, na którym w 1985 roku drukowano Fantastykę.

A tutaj Cesare Reggiani.

Skąd tylu Włochów w tym numerze? Adam Hollanek tłumaczy, że podczas ostatniego kongresu WSF w słonecznej Italii właśnie otrzymał album od Gianfranco Vivaniego, szefa włoskiego wydawnictwa “Editrice Nord”, z pozwoleniem na przedruk.

Grafiki są różne, fantasy, science fiction, lub po prostu… niejasno fantastyczne.

 

 

W środku numeru – powieść Edgara Rice’a Burroughsa, Pellucidar, oraz kolejny odcinek Funky’ego Kovala.

Kreska Polcha idealnie pasowała do futurystycznego świata Kovala. Porównując z jego ilustracjami z Wiedźminem widać, co Polchowi lepiej leżało.

W Z polskiej fantastyki pani Beszczyńska i Miriel. Sprawnie napisane, w warstwie językowej bez zarzutu, bardzo ładny tekst o niczym. Taka poezja prozą. Nie ma za bardzo co tu recenzować. Jest sobie Miriel, ni to chłopak, ni to dziewczyna, dla każdego, dla każdej jest tym – tą – pierwszym czy też pierwszą, najwspanialszą czy też najwspanialszym chłopakiem – dziewczyną. Skąd pochodzi? Stamtąd. A potem znika. Zaciekawiło was? Mnie by nie zaciekawiło, ale może ja jestem jakiś dziwny…

Iii tam. Ilustracja.

Dalej mamy shorty, czyli krótkie utworki różnych autorów. Nic specjalnego. Takie przekąski, mniej lub bardziej strawne, ze wskazaniem na “mniej”. Między innymi Beszczyńska (niestrawna), Kołodziejczak (strawny), Gawliński (strawny). Reszta niestrawna okropnie.

Krasnoludek to ilustracja do shorta Kołodziejczaka pt Śmierć Marsjanina. Napisanego chyba na kolanie pięć minut przed wysłaniem.

 

Co dalej? Nudy. Recenzja, słownik polskich autorów fantastyki, Pożółkłe kartki, naukowy tekst o kometach. Wywiad z pisarzem Michaelem Endem (no wiecie, tym od Niekończącej się opowieści). Najciekawsze w tym wywiadzie jest to, że Michael End otwarcie przyznaje się do niechęci do ekranizacji swojej książki i burczy na producentów, że poszli w tanie efekciarstwo zamiast posiłkować się metaforami.

Na ostatniej stronie poezja. Redakcja uparcie ignoruje listy czytelników i z samozaparciem realizuje misję ukulturalniania fanów sf i fantasy. Łajdacy.

Tylnia okładka.

I co? Koniec? Ooo nie, moi panowie. Nie mogę sobie odmówić jeszcze wstawienia paru włoskich grafik z galerii.Wprawdzie zarówno jakość zdjęć, jak i jakość papieru nie pozwala w pełni się nimi nacieszyć, ale co mi tam…

 

W dalszej części fantasy. Giuseppe Mangoni, Giuseppe Nenzoni i Boris Valle… a nie, pardon, ten ostatni to Mauricio Mantero.

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.