Z przyczyn obiektywnych (no wiecie, kwarantanny, pandemie, takie tam) nie miałem czasu przygotować w poprzednim tygodniu piątkowej linkowni. Oczywiście wszyscy na pewno z utęsknieniem wyczekiwali kolejnego wpisu, nie mogłem więc zawieść tym razem tłumów fanów :D. Zacznijmy od rzeczy prostej i przyjemnej: nauki dotyczącej biologicznego śluzu, czyli, no wiecie, smarków, flegmy i tak dalej. Na przykład, w jaki sposób śluz zapobiega powstawaniu biofilmu, takiej jakby pseudo-kolonii bakterii o bardzo szkodliwych właściwościach? O tym wszystkim można przeczytać we wpisie na temat właśnie śluzu.

W związku z pandemią można sobie poczytać o “tyfusowej Marii”, “typhoid Mary” –  Mary Mallon, biedaczce, która była nosicielką tyfusa, chociaż sama w to nie wierzyła i nie chciała się poddać kwarantannie. Artykuł z 1939 roku. Historia o tym, jak została zidentyfikowana. Pracowała jako kucharka w siedmiu domach i wszędzie spowodowała zachorowania wśród ludzi, dla których gotowała. Wszyscy ją chwalili za pomoc, jaką udzielała chorym. Gdy George Soper, facet, który ją odkrył, pierwszy raz poprosił ją o próbki kału, moczu i krwi, wyjaśniając, że podejrzewa ją, że niechcący zaraziła innych tyfusem – rozjuszona ruszyła na niego z widelce i musiał brać nogi za pas. Mary uważała, że to niemożliwe – tyfus był wówczas powszechny, ona sama była kompletnie zdrowa, więc absurdalnym było dla niej, że mogłaby kogokolwiek zakazić. Próbowała uciec, by nie pobrano od niej próbek. Dwa lata trzymano w kwarantannie, Mary więc odwołała się do sądu i ostatecznie została zwolniona pod warunkiem między innymi, że nie będzie gotować dla innych. Oczywiście, obietnicę złamała. Złapano ją i poddano kwarantannie; tym razem już nie protestowała. Łącznie zaraziła ponad pięćdziesiąt osób, z czego trzy zmarły.

Continue reading “Linkownia pięćdziesiąta czwarta”

Spis Treści (lista wszystkich zrecenzowanych Fantastyk)

Numer pięćdziesiąty, czyli – nieco specjalny. Nie jest to może okrągła setka, ale jednak brzmi inaczej niż numer piętnasty, dwudziesty czy też czterdziesty dziewiąty. I akurat tego numeru nie kupiłem jako dziecko. Dopiero jakiś czas potem zdobyłem go na jakimś pchlim targu, mając nie wiem – lat szesnaście czy dziewiętnaście. Nie pamiętam. W każdym razie, znalazłem go w Poznaniu (a wyprawa do Poznania to była wtedy dla mnie, małomiasteczkowego prowincjusza czymś na cały dzień). Przeczytałem więc go jakieś pięć, a może nawet dziesięć lat po wydaniu – wciąż jednak w czasach tak odległych, że teraz wydają się obcymi. No wiecie, poprzedni wiek. Niby nic; a przecież niedługo będę miał zajęcia ze studentami urodzonymi już w roku dwutysięcznym.

Continue reading “Fantastyk dawnych czar – Numer 11 (50) 1986”

Spis Treści (lista wszystkich zrecenzowanych Fantastyk)

W poprzedniej recenzji narzekałem, że brakuje mi dwóch starych numerów Fantastyk, i że zapewne to moi rodzice komuś je pożyczyli. Wkrótce potem przeryłem szafy i pudła w poszukiwaniu zgub i są! Znalazłem! Numery czterdziesty siódmy i pięćdziesiąty.

Fantastykę już kupowałem sam. Miałem wtedy dziesięć lat i nieco więcej rozsądku, więc egzemplarz nie jest tak zmasakrowany jak moje dwa wcześniejsze numery, z 1983 roku (z którego została mi tylko okładka) i zaraz następny, z 1984 roku. Oczywiście mając dziesięć lat traktowałem pismo czysto użytkowo, jako po prostu gazetę z opowiadaniami, i ślady tego widać: w środku nie mam wkładki powieściowej, ani komiksu. Wkładka – to Harry Harrison i jego Bill, bohater galaktyki. Całość przeczytałem po kilku latach i pamiętam, że byłem nieco zawiedziony, bo po fragmencie z tego numeru wyobrażałem sobie nie wiadomo co. Yansa z kolei mam w postaci kolorowego komiksu, a w każdym razie miałem, bo leży pewnie gdzieś u moich rodziców.

Continue reading “Fantastyk dawnych czar – Numer 8 (47) 1986”

Jak byłem ot taaaki malutki, czyli tak coś w liceum, na spółkę z kolegą wypożyczaliśmy filmy wideo. Jednym z wypożyczonych był Hardware. Kolega był na mnie wkurzony, bo zapewniałem, że to będzie dobry film. Jedne, co było w filmie w miarę w porządku, to temat przewodni “The Order of Death” zespołu Public Image LTD. A tutaj macie poniedziałkowy kower owego tematu.

Teraz będzie całe mnóstwo odnośników skradzionych z blogu nintil.com. Przeczytałem je już dawno, ale zachowałem sobie na czarną godzinę, na wypadek, gdybym nie miał żadnych ciekawostek do wstawiania u siebie w linkowni. I chyba nie ma co już dłużej czekać. W oryginale jest ich znacznie więcej, tutaj wynotuję tylko te, które wydały mi się ciekawe. Po pierwsze: lista 100 ulubionych filmów Akiry Kurosawy. Z listy rozpoznaję dziesięć tytułów, które oglądałem (np. Pies Andaluzyjski). Niektóre mnie dość zaskoczyły. Ptaki Hitchcocka? MASH? Kolejny link, który mnie zainteresował, to opis słabości i zalet systemu sztucznej nie-do-końca-inteligencji, GPT-2. GPT2 potrafi generować całkiem naturalnie brzmiące teksty (przeczytajcie linkowany z tego artykułu wywiad z GPT2!). Nie potrafi jednak liczyć. GPT dostaje jako “wejście” kawałek tekstu i stara się go dokończyć. Gdy dostanie tekst “Mieszkam w Rzymie i mówię płynnie po”, GPT2 dokończy “po włosku i potrafię używać włoskiego w notatkach”. Gdy jednak dostanie tekst “mam pięć talerzy, a na każdym po ciastku. Łączna liczba ciasteczek więc to”, wtedy GPT2 kończy “24, pięć jako posypka (topping) i dwa jako nadzienie”. Jednym słowem – GPT2 niczego nie rozumie. Po prostu, mając na wejściu czterdzieści gigabajtów danych, jest całkiem niezłe w przewidywaniu jak powinno kończyć się zdanie. I tyle.

Continue reading “Linkownia pięćdziesiąta trzecia”

Luty za nami, ale zaczniemy od artykuły omawiające pewne lutowe święto w Japonii. Święto nazywa się Hadaka Matsuri (hadaka – “goły”, matsuri – “festiwal”) i polega na tym, że kupa facetów albo całkiem na golasa, albo tylko w przepaskach czeka, aż ich kapłani poleją lodowatą wodą, a następnie tłucze się o kilka przynoszących szczęście kijaszków. Cytat za artykułem z Wirtualnej Polski:

Żeby zrozumieć powagę sytuacji wystarczy wspomnieć, że każdy uczestnik imprezy musi mieć przyczepioną do przepaski karteczkę z danymi kontaktowymi i grupą krwi.

Continue reading “Linkownia pięćdziesiąta druga”